Już od paru miesięcy marzy mu się świętowanie tytułu w ostatniej kolejce, na Łazienkowskiej w Warszawie. Tylko że tego samego dnia triumfować ma zamiar Orest Lenczyk. "My patrzymy już tylko na szczyt, bo jak spojrzymy za siebie, to łatwo będzie stracić równowagę i spaść" - twierdzi.

Na razie oba zespoły mają po 52 punkty i dość trudnych rywali. Zagłębie bez problemu powinno zdobyć jeszcze dziewięć punktów (w meczach z Pogonią, Łęczną i Widzewem), a więc łącznie upragnione 61 oczek - tyle zdaniem Michniewicza powinno wystarczyć do tytułu. Problem w tym, że aby te trzy zwycięstwa dały Zagłębiu mistrzostwo, Bełchatów musiałby wygrać ledwie dwa z pozostałych pięciu spotkań. Ale faktycznie jest to możliwe - już jutro w Gdyni może być ciężko o trzy punkty, podobnie jak później w meczach z Kolporterem w Kielcach i Wisłą w Bełchatowie.

Finisz zapowiada się fascynująco. Obie drużyny są silne, ale nie na tyle, by doliczać punkty jeszcze przed meczami. Dlatego każda kolejka może zmienić bardzo wiele. Bełchatów jest w o tyle bardziej komfortowej sytuacji, że ma lepszy bilans meczów bezpośrednich i przy równej liczbie punktów sięgnie po tytuł. Poza tym w ostatniej kolejce uda się do słabiutkiej Pogoni, podczas gdy Zagłębie zagra z Legią. Tak naprawdę lubinianie powinni mieć już przed tym spotkaniem cztery punkty przewagi nad bełchatowianami, jeśli chcą zdobyć mistrzostwo.
Bez trudu można znaleźć argumenty przemawiające za jedną i drugą drużyną.

Bełchatów to maszyna zaprogramowana przez Oresta Lenczyka na zdobywanie punktów, grająca szybko i widowiskowo. Zagłębie, odkąd prowadzi je Michniewicz, ma kapitalny bilans: dwanaście zwycięstw, trzy remisy i jedna porażka. Pierwsi są osłabieni po sprzedaży Matusiaka, drudzy po kontuzji Chałbińskiego. Zamiast na napastników wszystkie oczy będą skierowane na rozgrywających, Gargułę i Iwańskiego.

Zaczyna się ostatnia prosta i choć oba bolidy są trochę uszkodzone, to jednak jeden z nich dojedzie do mety jako pierwszy. Grupa pościgowa jest kilka okrążeń z tyłu.

Sytuacja z perspektywy GKS Bełchatów:

Wszyscy w Bełchatowie zdają sobie doskonale sprawę, że finisz rozgrywek zdecyduje nie tylko o miejscu w pucharach w następnym sezonie, ale będzie miał wpływ na wiele kolejnych lat. Miejsce w rozgrywkach europejskich - którego zabraknie dla Wisły, Legii i Korony, czyli potentatów na polskim rynku transferowym - może być największym atutem bełchatowian. Atutem, dzięki któremu mogą zatrzymać najlepszych piłkarzy.

Działacze GKS doskonale wiedzą, o co grają piłkarze w tym sezonie. Właśnie dali znak, że nie zamierzają szczędzić wydatków na historyczny, uzyskany na 30-lecie klubu sukces. W poniedziałek podjęli decyzję bez precedensu na polskich boiskach - na wtorkowe spotkanie z Arką piłkarze polecą samolotem z Łodzi, po porannym rozruchu w Spale. To może być kluczowy mecz w walce o mistrzostwo.

Na dziś GKS ma więcej atutów. Przede wszystkim szeroki skład. Gdy ostatnio na ławce siedzieli Ujek i Nowak, świetnie zagrali Chwalibogowski i Costly. Cała czwórka jest głodna sukcesu i tak jak wszyscy w drużynie zdaje sobie sprawę, że taka szansa na mistrzostwo jak w tym sezonie może się nie powtórzyć. Wie o tym każdy - od najstarszego w lidze trenera Oresta Lenczyka, przez najstarszego w lidze bramkarza, 39-letniego Piotra Lecha, po młodych Marcina Kowalczyka i Dawida Nowaka. Dlatego są tak zdeterminowani, by osiągnąć sukces.

Dodatkową motywacją są pieniądze. Edward Cecot, Dariusz Pietrasiak, wspomniany Lech, mało znani wcześniej Wróbel i Boguski mogą zarobić w tym sezonie więcej niż kiedykolwiek. Dotąd grali za ligową średnią, w Bełchatowie pensje są godne, a premie mogą być rekordowe. Pod jednym warunkiem - wygrywania. Każde kolejne zwycięstwo warte jest 20 tysięcy więcej. Warto przedłużyć serię do 7 na koniec sezonu, by świętować nie tylko zdobycie złotych medali.

Za bełchatowianami przemawia też lepszy bilans bezpośrednich meczów z Zagłębiem (1:2 i 3:1), a także Łukasz Garguła, najlepszy zawodnik ekstraklasy, Mariusz Ujek, najbardziej ambitny i najbardziej waleczny oraz Dawid Nowak, najsprytniejszy napastnik.
Wszystko przemawia za BOT GKS. Wszystko, z jednym tylko wyjątkiem - nikt tak jak oni nie potrafi zaskoczyć in minus. Przegrali w Wodzisławiu, więc kto da gwarancję, że nie stracą punktów w Gdyni albo Kielcach?

Sytuacja z perspektywy Zagłębia Lubin:

Przed poprzednim sezonem Maciej Iwański chciał za wszelką cenę wyjechać za granicę by dostać się do reprezentacji Polski. Dziś ani on, ani nikt inny o wyjeździe z Lubina nie myśli. Bo Zagłębie, to nie tylko najpoważniejszy kandydat na mistrza Polski, ale jedyny klub, który ma szansę zagrać w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

To obecnie najsilniejszy i najbardziej perspektywiczny polski zespół. W każdej formacji lubinianie mają zawodników wyróżniających się na tle innych piłkarzy biegających po boiskach ekstraklasy. Michal Vaclavik jest jednym z najlepszych bramkarzy w lidze. Zagłębie ma też w składzie rewelacyjnego Manuela Arboledę, którego choć dobrze gra tylko lewą nogą, bardzo trudno wyprowadzić w pole. Przy Kolumbijczyku dojrzewa talent Grzegorza Bartczaka, który już teraz został dostrzeżony przez selekcjonera reprezentacji Leo Beenhakkera.

Znakiem firmowym lubińskiego zespołu są szybkie akcje w czworokącie: Łobodziński, Iwański, Chałbiński, Piszczek. Trzech z nich trafiło w tym roku do narodowej kadry, a ten ostatni, to jeden z największych talentów w polskim futbolu. Mając tak mocny zespół lubinianie mogą prowadzić otwartą grę niezależnie od tego czy wspiera ich dopingiem własna publiczność. "Jedziemy po trzy punkty" - jak mantrę powtarzają przed meczami wyjazdowymi piłkarze Zagłębia. I zwykle te punkty z wyjazdów przywożą.

Zagłębie zmienia się błyskawicznie w zorganizowany po europejsku profesjonalny klub, a młody, ambitny trener Czesław Michniewicz wraz ze sztabem swoich współpracowników nie boi się korzystać ze zdobyczy nauki i nowoczesnej techniki. Zagłębie to wreszcie najbardziej perspektywiczny z polskich klubów. "My nie żyjemy ze sprzedaży zawodników. Wręcz przeciwnie zamierzamy dalej rozsądnie wzmacniać nasz zespół" - mówi DZIENNIKOWI trener Michniewicz. I nie są to słowa rzucane na wiatr. Przekonane przez prezesa klubu władze KGHM zamierzają bowiem zainwestować w futbol niebywałe jak na polskie warunki pieniądze. Mówi się nawet o budżecie na poziomie 60-70 mln złotych.

Przy takich nakładach finansowych lubiński klub stać będzie nie tylko na kupienie każdego polskiego piłkarza, lecz także na dobrej klasy zawodników zagranicznych. Czyli prawdziwe wzmocnienia, a nie gracze trzeciego sortu, od których aż roi się w Bełchatowie. Gdy mistrzem zostanie Zagłębie awans polskiego klubu do Ligi Mistrzów będzie realną perspektywą, a nie zwyczajną mrzonką.