Jest pan ciągle wściekły po porażce w Łęcznej?
Byłem bardzo zły, bo w Łęcznej mieliśmy swój historyczny moment. Mogliśmy wyjść na prowadzenie i już go nie oddać. Pierwszy raz w tym sezonie wszystko zależałoby od nas, nie musielibyśmy oglądać się na innych. A tak, znów musimy czekać na potknięcie Bełchatowa, mając jednocześnie świadomość, że to potknięcie może nigdy nie nastąpić.

Jest panu wstyd po tym meczu?
Nie. Jest mi żal, bo los dał szansę, której nie wykorzystaliśmy. Ale mam też w pamięci, że gdy przychodziłem do tego klubu, zespół był bliżej spadku niż wicemistrzostwa Polski. Kwalifikując się do rozgrywek o Puchar UEFA, osiągnęliśmy sukces bez żadnych transferów, bez wielkich wydatków, z niedoświadczonymi piłkarzami. A przecież wciąż realny jest tytuł.

Ma pan słabą drużynę? To pan chciał powiedzieć?
Nie, absolutnie. Jest tu kilku fajnych chłopców, ale też kilku takich, którzy do niedawna grali w niższych ligach - jak Pawłowski, Pietroń. Oni mają talent, ale niektóre sytuacje nas przerastają. Brakuje nam doświadczenia, cwaniactwa. W dodatku wypadli nam tacy zawodnicy jak Chałbiński, Szczypkowski, Kolendowicz. Jestem przekonany, że gdyby nie to feralne zderzenie Chałbińskiego w meczu z Kolporterem, tabela wyglądałaby dziś inaczej. I to był jeden z decydujących momentów sezonu. Ale to tylko pokazuje, że jeśli chce się rządzić w lidze, trzeba mieć więcej piłkarzy na najwyższym poziomie. Przecież my mamy teraz jednego napastnika - Łukasza Piszczka, który rozgrywa tak naprawdę swój pierwszy sezon w życiu. I taka jest różnica między nami a Bełchatowem, mającym z przodu Ujka, Costly’ego, Nowaka i Boguskiego. A przecież był jeszcze Matusiak... Mówiąc krótko - jesteśmy nieźle kadrowi, ale tylko nieźli. Grają u nas piłkarze, którzy jeszcze niedawno przebierali się w baraku obok stadionu.

Jak pan zareagował w Łęcznej po meczu? Wyładował złość na piłkarzach?
Nie. Oni wrócili do szatni wściekli, kopali w co popadnie. Powiedziałem, że teraz nie ma co kopać, bo już jest po meczu. Że zmarnowaliśmy wielką szansę, ale teraz czekamy na następną. Chłopcy mieli łzy w oczach, w autokarze - podobnie jak ja - przez całą noc nie zasnęli. Mateusz Bartczak powiedział: - My chyba nie umiemy grać jako drudzy, po Bełchatowie. Nie wytrzymujemy presji... I to jest fakt. Doświadczonych zawodników presja nie paraliżuje, ale my doświadczonych mamy niewielu. Przecież Michał Stasiak mówi: - Ja całe życie grałem o utrzymanie. W Widzewie, w Odrze. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji... Ale czas działa na naszą korzyść.

Czy czasem Zagłębia nie pogrążył... Edward Klejndinst?
Prowadził zespół w pierwszych dziewięciu kolejkach i zdobył bodaj 12 punktów. Ja na tych samych rywalach zdobyłem 23, mając tych trudniejszych przeciwników nie u siebie, ale na wyjazdach. Ale to nie Klejndinst sam się tu zatrudnił. Ktoś dał mu kontrakt i ktoś go potem zwolnił. Ale nie chcę tak mówić... Może mnie na początku poszłoby jeszcze gorzej?

Co dalej z Zagłębiem?
No właśnie... Czeka mnie poważna rozmowa z prezesem i wspólnie musimy zadać sobie pytanie: - Co chcemy? Naszym celem latem zeszłego roku było zbudowanie w ciągu dwóch lat zespołu, który walczy o pierwszą trójkę. Zrealizowaliśmy to w dziewięć miesięcy, z nawiązką. Teraz możemy spaść na łeb albo grać o mistrzostwo. Na mistrza potrzeba nam wartościowych piłkarzy i pieniędzy. Grając tym co jest i czekając, aż ci utalentowani chłopcy się rozwiną, możemy stracić sporo czasu. W innym wypadku trzeba dołożyć. Musimy też pamiętać, że europejskie puchary stawiają przed nami wymagania zupełnie innego kalibru. I bez wzmocnień dzisiejszy sukces – bo wicemistrzostwo to też będzie sukces – szybko zamieni się w klęskę. Jak odpadniemy z jakimś śmiesznym rywalem, będzie tylko wstyd na całą Polskę...

Nie jesteście gotowi na puchary?
Ani my nie jesteśmy gotowi, ani Bełchatów. Obie drużyny wystawią piłkarzy, którzy co najwyżej liznęli europejskich pucharów. I to przez szybę. Dlatego chciałbym, żeby dołączyło do nas trzech lub czterech bardzo dobrych piłkarzy, lepszych od tych, których mamy teraz. Bo żeby wyprowadzić ten zespół na wyższy poziom, musimy brać ludzi, którzy dadzą nam inną jakość. Weźmy atak – on teraz nie istnieje. Przydałby się na przykład Krzysztof Gajtkowski z Kolportera. W Kielcach odstawili go na boczny tor i on się tam już nie odbuduje, bo to jest piłkarz, który musi czuć sprzyjający klimat. Skrytykujesz go – znika. Ale doskonale wiem, że może okazać się dla nas za drogi. Choć proszę napisać, że w Kielcach to on zacznie dobrze grać, dopiero, gdy ja tam zostanę trenerem. Bo my umiemy się dogadać.

Kto jeszcze jest na pana liście życzeń?
Marzą mi się piłkarze, którzy wiedzą, jak wygląda polska liga, ale też doświadczyli czegoś więcej. Niedzielan, Mięciel – to są gracze na poziomie, do którego chcemy dążyć. Ale w kraju też są fajni piłkarze - Sikora, Kowalczyk z Kolportera, słyszałem, że Ujek nie może porozumieć się z Bełchatowem w sprawie nowego kontraktu... Poza tym potrzebujemy lewego obrońcę i tu jest problem, bo trudno będzie nam pozyskać kogoś z ligi na odpowiednim poziomie. Będziemy pewnie musieli szukać za granicą. W każdym razie musimy inwestować. W najbliższych dniach chcę się spotkać z „Generałem”, jak mówi się na szefa KGHM, pana Skórę. Chcę się go zapytać, co robimy – krok do przodu, czy spoczywamy na laurach. Nie można być trochę dobrym, a trochę słabym... Przedłużyliśmy kontrakty z Iwańskim i Łobodzińskim – i fajnie. Ale musimy działać dalej.

Wciąż jeszcze ciąży nad wami ryzyko degradacji.
Zastanawiam się, co zrobi Wydział Dyscypliny. Czy nas zdegradują, dadzą ujemne punkty, czy nic nie zrobią? Nie wiem. W każdym razie gdybyśmy spadli, to wiadomo, że tacy gracze jak Iwaski, Łobodziński czy Piszczek nie będą chcieli zostać. To są zawodnicy, którzy chcą jechać w przyszłym roku na finały mistrzostw Europy, a nie grać w drugiej lidze. Dlatego w dużej mierze to PZPN zdecyduje o przyszłości tej drużyny.

Kusi pana - i to bardzo mocno - Wisła Kraków.
Coś tam gazety pisały... Wisła ma markę, my ją dopiero budujemy. W sezonie jest tak, że aby zostać mistrzem Polski, kilka punktów musi wybronić bramkarz, kilka punktów musi zapewnić... stadion. U nas na mecze chodzi 12 tysięcy ludzi, fajnie dopingują, ale na tym obiekcie niewiele z tego wynika. I potem brakuje nam do tytułu dwóch punktów... Musimy dążyć do tego, co jest na Lechu, na Legii – że gdy zespół gra słabo, kibice wymuszają na nim walkę. Dlatego musi tu powstać stadion. To podstawa. Byłem w sobotę na meczu o mistrzostwo Polski w piłce ręcznej. Żenująca hala, w której grać powinny klasy 4a z 4b, a nie dwie najlepsze drużyny w kraju. Może to dziwnie brzmi, ale także takie rzeczy ograniczają nasz sport, nasze zespoły.

Uciekł pan od odpowiedzi na pytanie - co z Wisłą? Zostanie pan w Zagłębiu?
Ostateczną decyzję podejmę po rozmowach z zarządem. Mam ważny kontrakt, ale... to tylko kontrakt. Małżeństwa się rozpadają, choć przecież ludzie wychodzą za siebie z miłości. Tym bardziej umowę da się rozwiązać. Ale nie chcę, by ktoś zinterpretował te słowa tak, że chcę uciekać z Lubina. Nie. Chcę stworzyć tu coś jeszcze lepszego niż teraz. A ku temu muszą być spełnione warunki. 16 lat temu Zagłębie zostało wicemistrzem, a po roku – mistrzem. Wówczas dokonano właściwych transferów.

Ma pan inną pozycję negocjacyjną niż rok temu.
Nie chcę obrastać w piórka, pokazywać, że jestem mądry, wspaniały. Wspólnie coś tu osiągnęliśmy, ale czas spojrzeć sobie prosto w oczu. Chcemy tu robić coś na lata – w porządku, róbmy. Nie? Też w porządku. Dziś jest drugie miejsce, za rok będzie piąte. A ja chciałbym się bić z Legią, z Wisłą, z Lechem. Jak równy z równym. Albo – jeszcze lepiej – jak lepszy z gorszym.

Orest Lenczyk powiedział, że płacicie rywalom Bełchatowa, aby ich zmobilizować.
Bzdura totalna. Dzwonił do mnie piłkarz z Kielc i pytał, czy płacimy. – Bo my słyszeliśmy, że Lech dostał, a mamy tylko 50 tysięcy za zwycięstwo i coś jeszcze by się przydało, miło by było – mówił. Musiałem go rozczarować. A piłkarze z Łęcznej po ograniu nas cieszyli się, że dostali dodatkowe 100 tysięcy złotych od Bełchatowa.

Czyli to Bełchatów płaci przeciwnikom?
Mam to w dupie.

Dlaczego Lenczyk coś takiego powiedział? Bez powodu?
My nawet nie mamy premii za mistrzostwo Polski, tylko za konkretne mecze. Prezes jedynie powiedział, że może coś dorzuci. Może. A Bełchatów za tytuł zgarnie 4 miliony złotych. To im się trzęsą ręce, bo grają o gigantyczne pieniądze.

Wy macie 200 tysięcy za zwycięstwo w każdym spotkaniu.
Jeśli zajmujemy jedno z dwóch pierwszych miejsc... Gdybyśmy spadli poniżej piątego, pewnie nie starczyłoby na taksówki. Dużo ryzykowaliśmy podpisując taki regulamin premiowania.

Wracając do kwestii Lenczyka...
Trenerzy nie powinni mówić o takich rzeczach. To niepotrzebna dyskusja. My – ja i pan Lenczyk – musimy mieć klasę. Po co opowiadać bzdury, rzucać cień na rywala? I to w czasach tych wszystkich afer... My jesteśmy umoczeni, bo w przeszłości najwidoczniej ten klub nie był święty, ale i Bełchatów ma grzeszki z przeszłości, które można wygrzebać. My o tym nie mówimy, bo kiedyś to była taka liga, w której każdy klub robił coś złego. Teraz to się zmienia. Powiem jedno – jeśli zostaniemy mistrzem Polski, to będzie to najuczciwsze mistrzostwo od wieków... Wracając jeszcze do Lenczyka. Lepiej byłoby, gdyby te słowa nie padły. Oddajmy przy tym cesarzowi, co cesarskie. Orest jest na fali, bardzo go szanuję. To mądry człowiek. W dodatku, jak powiedział, kończyliśmy tę samą uczelnię.

Wydaje się, że wy dwaj byliście największymi gwiazdami tego sezonu.
Lenczyk jest trenerem uznanym od lat. Ja ugruntowałem swoją pozycję. Mówiło się o mnie, że jestem farciarzem, bajkopisarzem. Dziś czuję się poniekąd spełniony. Pracując z rezerwami Amiki, osiągnąłem sukces. Potem z Lechem – sukces. Teraz z Zagłębiem – też. To mnie dowartościowuje. Zwłaszcza, że walka o tytuł jeszcze się nie skończyła. Jak mówi profesor Chmura, zawsze jest jeszcze palec Boży. Zobaczymy, kogo ten palec wskaże – nas czy ich. Na razie w piątek pogroził i Bełchatowowi, i Zagłębiu.

Chyba jednak Bełchatów na ten tytuł zasłużył.
Mówiąc uczciwie – tak. Wygrali z nami, z Legią dwa razy, wygrali w Krakowie, ani razu nie przegrali z Lechem... Grali najlepiej z najlepszymi rywalami. Skoro na 28 kolejek, oni prowadzili przez bodaj 25, to kto inny zasłużył? Tylko oni. Ale za zasługi medali się nie daje i wciąż jest możliwe, że to my będziemy pierwsi.

Prowadzenie tych dwóch drużyn pokazuje słabość ligi?
Niekoniecznie, bo Legia i Wisła sięgając po tytuł zdobywały podobną liczbę punktów... Przykłady Legii, Wisły, kiedyś Polonii czy ŁKS pokazują jednak, że sukces trzeba umieć wykorzystać. Sukces jest swego rodzaju ostrzeżeniem. Jak mówi Adam Fedoruk – jeśli chcesz być jutro w tym samym miejscu, co dziś, to musisz bardzo szybko biec. Ale jeśli chcesz być dalej, musisz biec dwa razy szybciej. Jeśli się teraz zatrzymamy, będzie to klęska.