35-letni piłkarz najlepszym graczem ekstraklasy. O czym to świadczy?
Że w czasach, w których liczy się głównie siła i wytrzymałość, nie należy rezygnować z graczy z poprzedniej epoki. Oni jeszcze potrafią coś fajnego z piłką zrobić. Teraz jest mnóstwo zawodników, którzy głowę włożą tam, gdzie ja nogi bym nie wcisnął, ale taka gra do szczęścia mi nie jest potrzeba. Byłem bardzo szczęśliwy, gdy Milan wygrał Ligę Mistrzów. Mediolańczycy grają wyrafinowaną, techniczną piłkę. Odpowiada mi styl Kaki - jego żywiołowość, przywiązanie do techniki, bieg z piłką. Za Inzaghim nie przepadam, ale to 34-letni koleś, który był bohaterem finału Ligi Mistrzów! W Milanie nikt nie patrzy piłkarzom w metryki.

Trochę pomaga im MilanLab. W Lechu też macie jakieś tajne laboratorium?
Nawet gdybyśmy chcieli mieć, to trener Smuda by się na nie nie zgodził. On jest zwolennikiem tradycyjnych metod. Twierdzi, że każdy musi przebiec tyle samo, a przecież każdy jest inny, gramy na różnych pozycjach i mamy różne potrzeby.

Zdaniem Smudy ta runda "jakaś taka do d… jest". Też pan tak uważa?
Na pewno nie. Jesienią w zasadzie zaczynalimy grać przy stanie 0:2, ale nie zawsze udawało się odrobić straty. Byliśmy specjalistami od horrorów, a teraz może co najwyżej od dreszczowców. Ale kibice i tak są zadowoleni. Mieliśmy serię piciu zwycięstw z rzędu, wskoczyliśmy na 4. miejsce, była szansa na Puchar Intertoto. Trener Smuda jest zawiedziony, ale ja też mogę powiedzieć, że czuję się zawiedziony. Myślałem, że po połączeniu z Amicą staniemy się trzecią siłą w lidze.

Niedawno Smuda stwierdził, że trzecie miejsce go nie zadowoli.
Takie stawianie sprawy w sytuacji, gdy byliśmy na 5., czy 7. miejscu, jest nie fair wobec nas. Szkoda, że tego nie powiedział przed sezonem. Latem nikt nie stawiał przed nami wielkich celów. Mieliśmy po prostu zgrać tę drużynę. Być może, gdyby Smuda oznajmił: "panowie, walczymy w tym sezonie o mistrzostwo”, to wszyscy podeszliby do tego inaczej. Nie lubię asekuranctwa. To jest liga, trzeba grać o mistrzostwo. Lata mi uciekają i chcę, aby największe marzenie mojego dzieciństwa się spełniło. Chcę mistrzostwa.

Tytuł króla strzelców nie wystarczy?
Nie, chociaż jestem z niego niezmiernie szczęśliwy. W Lubinie widziałem transparent, odnoszący się do kontuzji Chałbińskiego: "Michał, dla nas jesteś królem strzelców". Pewnie skoro w Bełchatowie nie zdobyli mistrzostwa, to wywieszą flagę, że i tak czują się mistrzami. Nie przejmuję się tym. Wrażenia są wieloznaczne, fakty - jasne. Jestem królem strzelców i nikt mi tego nie odbierze. Ale mistrzostwa szkoda…

Poznań na nie zasługuje?
Chyba jak żadne inne miasto w tym kraju. Mamy najwyższą frekwencję w Polsce, nasi kibice wygrywają w przeróżnych rankingach. Grałem na wielu stadionach Bundesligi. Nie ma takiej spontaniczności jak u nas. Mnóstwo tam vipów i "niedzielniaków", którzy przychodzą napić się piwa, zjeść kiełbaskę ze znajomymi, a przy okazji popatrzeć na mecz. U nas piwa na stadionie pić nie można, z tymi kiełbaskami bywa różnie, bo kolejki są przerażająco długie, ale kibice i tak szaleją z radości.
Dbają o pana?
Flaga z moją podobizną wisi na trybunach stadionu Lecha obok flag z innymi legendami klubu. Kiedy strzeliłem setnego gola, dostałem od kibiców 100 szampanów. Chciałbym dostać jeszcze dwadzieścia parę i przegonić Maćka Żurawskiego.

Nie drażni pana pewna zaściankowość tej ligi - wyjazdy do Wodzisławia, sędziowie amatorzy?
Nie lubię grać w Wodzisławiu, bo nie ma tam atmosfery. Wyjazdów do Łęcznej też dobrze nie wspominam, bo kiedyś było tak, że jeszcze przed meczem z Górnikiem wiedzieliśmy, że bardzo trudno będzie choćby o punkt. Mimo, że byliśmy lepsi… Ale to już nie jest tak rażące jak kiedyś. Sędziowie nadal się mylą, ale żaden człowiek nie jest nieomylny. Nie lubię tylko tych sędziów, co cwaniakują na boisku.

Jaka drużyna zrobiła na panu najlepsze wrażenie?
Jeszcze przed sezonem było wiadomo, że bogate Zagłębie zajdzie daleko. Znam trenera Michniewicza, to człowiek, który całymi dniami mógłby siedzieć w klubie. Tak rozpracowywał rywali, że nie musieliśmy oglądać ich meczów. Wystarczyło, abyśmy zobaczyli jakieś krótkie urywki, bo i tak wszystko wiedzieliśmy. Ale Bełchatów? Gdyby latem ktoś powiedział mi, że zostanie wicemistrzem Polski, parsknął bym śmiechem. GKS ustabilizował skład, a poza tym, wreszcie eksplodował talent Garguły. Chłopak za długo telepał się po II lidze.

A trener Lenczyk?
Wrócił po latach w świetnej formie. Mam o nim bardzo dobre zdanie, ale chyba nie wytrzymał presji, mówiąc, że Lubin płaci przeciwnikom Bełchatowa.

Z czym na puchary?
Hmmm... Cała nadzieja w Platinim. Chce nam otworzyć drzwi do Ligi Mistrzów. Nie wiem, czy to społecznik o duszy socjalisty, ale dajmy mu czas. Co nam pozostało? Przecież największe gwiazdy sprzedajemy na Zachód.

Zaskoczenie in minus?
Wisła Kraków. Za dużo rotacji w składzie, za dużo obcokrajowców, za szybka karuzela z trenerami. Kiedyś polskie gwiazdy garnęły się do Wisły. Teraz mogą omijać ten klub szerokim łukiem. No i Pogoń. To co się dzieje w tym klubie, to jakaś paranoja. Żal mi tamtejszych kibiców, bo zawsze uwielbiałem grać w Szczecinie. Nic dziwnego, że ci Brazylijczycy ściągnięci z plaży zaczęli strajkować. Przecież oni nie wiedzieli nawet, gdzie leży Polska. To była taka imigracja ekonomiczna.

W Legii też sporo takich imigrantów…
Za trenera Wdowczyka Legia podzieliła się na „swoich” i „obcych”. Zabrakło dobrej atmosfery w szatni. Dopiero kiedy drużynę objął Jacek Zieliński, Legia zaczęła grać tak jak dawniej. Poza zdobyciem tytułu króla strzelców mam tę satysfakcję, że ograliśmy starą, dobrą Legię.

Czy za rok ludzie będą mówić „stary dobry Reiss”?
A jakże! Koniec Reissa? Nie, nie. To niemożliwe! Zamierzam jeszcze trochę pograć, w ogóle nie dociera do mnie, że mógłbym zakończyć karierę. Tylko szczęścia muszę mieć trochę więcej - bo kilka kontuzji mi się w tym sezonie przypałętało - a spełnię swoje marzenie.