Te dwa zarzuty przedstawili zatrzymanemu niedawno byłemu prezesowi lubinian Jerzemu F. wrocławscy prokuratorzy Krzysztof Grzeszczak i Robert Tomankiewicz. Bardzo możliwe jednak, że śledczy już teraz wiedzą o większej liczbie spotkań, ustawionych przez walczące trzy lata temu o awans do pierwszej ligi Zagłębie.

Opowiedział o nich Jerzy F., lub któryś z sędziów. Może chodzić nawet o kilkanaście meczów, bowiem prawie wszyscy arbitrzy, którzy wtedy gwizdali lubinianom, zostali już zatrzymani bądź sami się zgłosili do wrocławskiej prokuratury. Do dziś sędziuje zaledwie czterech. Co ciekawe, jest wśród nich... prowadzący sobotni mecz Legia - Zagłębie Hubert Siejewicz.

Wiele wskazuje na to, że mechanizm korupcyjny, działający w lubińskim klubie różnił się od metod, stosowanych choćby przez Łęczną czy Polkowice, gdzie działacze organizowali przymusowe "zrzutki" piłkarzy na sędziów. Były trener Zagłębia Drażen Besek nigdy nie wiedział, jak wysoką premię dzieli za wygrany mecz. Nagradzał piłkarzy, przyznając im procentowy udział w premii, a nie konkretne kwoty.

Z punktu widzenia Jerzego F. był to system niemal idealny. W ten sposób byłoby bardzo trudno zorientować się, że po wygranej podzielono mniejszą pulę niż zazwyczaj. Nie trzeba było więc wtajemniczać w zakulisowe krętactwa zawodników.

Wszystko wskazuje jednak na to, że piłkarze mecze i tak ustawiali. Od dwóch lat we wrocławskim sądzie okręgowym toczy się proces byłego piłkarza Zagłębia Zbigniewa M., oskarżonego o kupienie za 25 tys. złotych meczu od graczy Polaru. Prawdopodobnie wyrok zapadnie tej jesieni. M. nie przyznaje się do winy. Kiedy Wydział Dyscypliny PZPN może dostać z wrocławskiej prokuratury dowody na korupcję w Zagłębiu?

"Nie ustaliliśmy nawet daty przekazania kolejnej transzy dokumentów. Absolutnie nie jesteśmy jeszcze na to gotowi. Trzeba się liczyć z tym, że może to potrwać kilka miesięcy" - mówił podczas niedawnej wizyty członków Wydziału Dyscypliny we Wrocławiu prokurator Grzeszczak.