Dobrze przygotował pan wyprawę na Wschód? Podczas poprzedniej do Kazachstanu trener Beenhakker musiał się denerwować.
W Kazachstanie to nie ja zawiniłem. Były tam jakieś targi i brakowało miejsc w hotelach, dlatego nie mieliśmy wyboru. Teraz będzie lepiej. Odlatujemy w czwartek z Poznania do Baku. W stolicy Azerbejdżanu zamieszkamy w Hyatcie - najlepszym hotelu jaki tam mają. Już wczoraj poleciał tam nasz kucharz z Sheratona w Krakowie Tomek Leśniak. Jestem z nim cały czas w kontakcie. Jak tylko wylądujemy, wszystko będzie przygotowane, nawet menu jest ustalone w najdrobniejszych szczegółach.

Jedzenie i napoje zostaną przywiezione z Polski?
Nie, kucharz wszystko kupił świeże na miejscu. Wszystko będzie sprawdzone i spróbowane, żeby nie było jakichś zdrowotnych niespodzianek. Poza tym to nie jest dziki kraj. Mają tam naprawdę dobre produkty. Finowie tam mieszkali, jedli i nie narzekali. Dodam, że również w Erewanie nasi ludzie będą dzień wcześniej i będą czekać na nas na miejscu. W Armenii warunki hotelowe będą nieco gorsze niż w Azerbejdżanie, ale da się przeżyć. Rozmawiałem na ten temat z Holendrami i Belgami.

A warunki do treningów?
Słabe, nie ma co ukrywać. Trzeba tam pojechać, zagrać i wracać. Niestety, siódma liga amatorów w Holandii ma bardziej komfortowe warunki do treningów. Tego nie jestem w stanie zmienić. Boiska na stadionach, na których będziemy grać to jest katastrofa. Specjalnie zrobiłem zdjęcie, żeby mieć na pamiątkę. Dziura na dziurze, właściwie nie ma trawy. Nie tylko pod bramkami. Nie wiem jak UEFA dopuszcza takie klepiska do rozgrywek. Pole, na którym rosną moje truskawki, jest równiejsze.

Pokazał pan te zdjęcia piłkarzom?
Nie. Po co mam ich rozpraszać i wprowadzać jeszcze większy stres? Leo zabronił przekazywania negatywnej energii. Większe problemy niż piłkarze będą mieli zapewne dziennikarze. Tam praktycznie nie uznaje się przedstawicieli mediów. Mówili mi o tym Holendrzy. Rok temu doszło nawet do jakiegoś skandalu.