Jaki ma pan nastrój przed meczem z Azerbejdżanem?
W miarę...

Co to znaczy?
Na pewno nie można zlekceważyć rywala. Wiadomo, że dziennikarze będą mówić, że to drużyna kelnerów i nie ma się czego obawiać. Z kolei my i sztab szkoleniowy będziemy powtarzać, że poziom w Europie się wyrównał i nie ma już słabych rywali. I tak można się licytować. Ale wystarczy spojrzeć na fakty. Finlandia pojechała do Azerbejdżanu zbyt pewna siebie i przegrała. Ekipy ze Wschodu to już dawno nie są chłopcy do bicia, szczególnie u siebie.

Ale Finowie świetnie zaczęli te eliminacje, a potem spuścili z tonu. Z kolei wy rozkręcacie się z meczu na mecz.
Każde spotkanie jest inne, choć rozpoczyna się od bezbramkowego remisu. Nie możemy patrzeć wciąż na poprzednie mecze, wygrane z Portugalią i Belgią. To już historia. Przed nami niezwykle ważne spotkania, które w ostatecznym rozrachunku mogą zaważyć na awansie do finałów.

A co mówi selekcjoner o tych meczach? Jakoś specjalnie was motywuje?
Nie, bo nie można przesadzić. Łatwo jest przepompować balon. To jest ważny mecz, ale jakoś specjalnie się nie spinamy.

Powtarzacie, że spotkania z Azerbejdżanem i Armenią będą kluczowe. A przecież czekają nas mecze z Portugalią, czy Belgią?
To są kluczowe spotkania, bo jeżeli uda nam się oba wygrać, do następnych meczów będziemy mogli podejść zupełnie inaczej. Na większym luzie. Mówiłem już, że tam na Wschodzie, możemy sobie praktycznie zapewnić awans.

Pan jest raczej drobnej budowy i nie słynie ze specjalnie krewkiego charakteru. A w Azerbejdżanie i Armenii może dojść nawet do walki na pięści.
To prawda, że nie jestem pierwszy do bójek. Rywale na pewno nie będą uważali na nasze kości. Ale to wszystko jest gdybaniem.

A jak się pan teraz czuje w tej kadrze? Jest pan najmłodszym zawodnikiem z powołanych, ale w tej reprezentacji jest pan od samego początku?
W dalszym ciągu tak samo. Wiem, że jestem młody i znam swoje miejsce w szyku. Nie zajmuję się sprawami, które należą do starszyzny.

Cieszy się pan z tego, że Ireneusz Jeleń nie dotarł na zgrupowanie?
A dlaczego miałbym się cieszyć?

To jeden konkurent do miejsca w podstawowym składzie mniej.
Nie patrzę na to w ten sposób. Chodzi tylko i wyłącznie o dobro drużyny. To selekcjoner bierze odpowiedzialność za wyniki i to on ustala skład i wysyła powołania. Irkowi na pewno nie było miło z tego powodu, że nie załapał się do kadry.

Spędza pan, w przededniu przeprowadzki do Borussii Dortmund, więcej czasu z kolegami grającymi w Bundeslidze?
W tej kwestii też nic się nie zmieniło. Pokój dzielę z Radkiem Sobolewskim.

Nie wypytuje pan o życie i grę w Niemczech?
Nie, już odbyłem długą i poważną rozmowę z Ebim Smolarkiem na temat mojego nowego pracodawcy i więcej wiedzieć nie potrzebuję. Wnioski zachowam dla siebie.

Nie od dziś wiadomo, że Smolarek ma na pieńku z działaczami Borussii...
Nie chcę tego komentować.

Ale zostańmy przy temacie klubu z Dortmundu. Będzie pan teraz grał przed największą publicznością w Europie. W klubie z wielkimi ambicjami, ale pogrążonym w kryzysie.
Z tym kryzysem bym nie przesadzał. Borussia miała rzeczywiście kiepski środek sezonu i w pewnym momencie musiała się bronić przed spadkiem. Ale w ich ostatnim meczu w sezonie stawką był awans do Pucharu UEFA. Wiadomo, że to wielki klub i czekają mnie ogromne wyzywania, ale z tego akurat się cieszę. Wiem, że nie dostanę miejsca w składzie na piękne oczy i muszę być przygotowany na ciężką walkę.

Zrobił pan rozeznanie z kim przyjdzie panu rywalizować?
Jeszcze nie badaem tego tematu i szczerze mówiąc, nie bardzo mnie to obchodzi. Muszę się pokazać z jak najlepszej strony i udowodnić, że stać mnie na wiele. Wszystko zależy ode mnie, a nie od konkurentów.

Odbyt pan jakieś rozmowy z kierownictwem, czy trenerami klubu? Wiadomo jakie będą cele na nadchodzący sezon?
To jest Borussia Dortmund, klub który zawsze gra o najwyższe cele, o mistrzostwo, Champions League. Nie zawsze to wychodzi, bo Bundesliga jest bardzo silną ligą.

Czy już po podpisaniu kontraktu był pan w dalszym ciągu obserwowany? Monitorowano pana występy?
Oczywiście, że tak. To jest prawdziwe profesjonalnie zarządzany klub, w którym nie ma miejsca na przypadek. Specjalnie, aby mnie obejrzeć w akcji, na mecz z Górnikiem Łęczna przyjechał prezydent Borussii, Reinhald Rauball. Po spotkaniu poszliśmy na kolację, porozmawialiśmy. Tam jest naprawdę inny świat niż w polskiej lidze.