W poniedziałek i wtorek mieliście trochę czasu na zwiedzanie miasta. Coś rzuciło się panu w oczy?
Spacerowaliśmy trochę po centrum Erywania i dokładnie było tam widać, jak wiele się zmieniło przez ostatnie sześć lat, od czasu, gdy graliśmy tu z kadrą Jerzego Engela. Stolica Armenii podoba mi się dziś dużo bardziej niż Baku, z którego wyjechaliśmy w niedzielę. Jest bardziej przyjazna, bardziej zadbana. Choć najbardziej lubię Warszawę. Chciałbym, żebyśmy mieli już na koncie te trzy punkty z Erywania i wracali do domów. Stęskniłem się za naszą stolicą.

No właśnie, trzy punkty. Ostatnio udało się zdobyć tylko jeden.
Fakt, wspomnienia z tamtego meczu rzeczywiście nie są miłe. Była to ciężka walka o punkty, toczona w ogromnym upale. Pamiętam doskonale rozpalone do białości oczy przeciwników. Zapamiętałem też bójkę i ten jeden punkt, który nie był wielką zdobyczą, ale okazał się potem bardzo ważny. Tamten mecz jest przestrogą, że łatwo nam nie będzie i tym razem. Żałuję, że tamto spotkanie zapisał się w naszych pamięciach z niechlubnych powodów. Teraz powinno być inaczej, bo przecież jesteśmy liderem grupy. A oni, podbudowani zwycięstwem w Kazachstanie, będą chcieli z nami wygrać. Na pewno na to nie pozwolimy. Będziemy grać swoje, nie zwracając uwagi na żadne prowokacje, których się spodziewamy. Musimy pokazać naszą piłkarską inteligencję, którą ich zdecydowanie przewyższamy.

W meczu z Azerbejdżanem zabrakło wam koncentracji na początku meczu. Kłopoty mentalne to jakaś stała wada waszej drużyny?
Postaramy się nie popełnić w środę tej pomyłki. Piłka jest wprawdzie grą błędów, ale my musimy próbować popełniać ich jak najmniej. Czasem człowiek da się jednak zaskoczyć.

Od początku będziecie tym razem skoncentrowani?
Ciężko cokolwiek obiecywać, zawsze wychodzę z założenia, że lepiej robić niż mówić. Ale coś w szatni sobie ustalimy, a potem zrobimy wszystko, by to zrealizować. Nie powtórzymy błędów z Baku.

Jak się pan czuł w sobotę w tym nowym ustawieniu? Przeciwko Armenii też może zagrać przed panem dwóch lewoskrzydłowych w dziwnej konfiguracji.
To fakt, że pierwszy raz graliśmy w Baku w taki sposób, ale wiedzieliśmy doskonale przed meczem, co wymyślił trener. Wiedziałem, że mam przed sobą dwóch ofensywnych zawodników, w związku z czym musiałem się skupiać przede wszystkim na zabezpieczeniu tyłów. Ebi Smolarek i Jacek Krzynówek mieli mi pomagać tylko w miarę swoich możliwości, główne zadania mieli inne. Nie było chyba źle, ale zawsze może być lepiej.

Zna pan jakiegoś piłkarza Armenii?
Szczerze mówiąc, nikt nie przychodzi mi do głowy. Wiem tylko, że to kolektyw, który potrafi grać w piłkę. Ormianie pokazali to już w Kielcach.

Coś pana zaskoczyło w Erywaniu?
Przyjemna pogoda i miły poniedziałkowy trening. Dojazd na niego musiał jednak zastanawiać. Okazało się, że są tu dzielnice, w których czas się zatrzymał jeszcze wtedy, gdy Armenia była republiką Związku Radzieckiego. Patrzy się na nie z żalem i dużym smutkiem. Ale przez ostatnie sześć lat wiele się zmieniło. Na naszym spacerze widać było naprawdę wiele bogatych domów i sklepów.

Zrobił pan jakieś szczególne zakupy, kupił coś dla rodziny?
Nigdy przed meczem nie skupiam się na chodzeniu po sklepach. Najbardziej zależało mi, by popatrzeć, jak wygląda to miasto, i pooddychać tutejszym powietrzem.