Jak Maradona strzeli gola ręką i przyczyni się w ten sposób do zwycięstwa swojej drużyny, jest uwielbiany, bo - wiadomo - ręka Maradony jest ręką Boga. Żadne oszustwo. A jeśli już, to tylko tak się nam wydaje. Przecież bogowie mogą więcej niż zwykli śmiertelnicy… Leo Messi też może grać ręką, bo jest skromny i miły, a przy okazji wielki z niego piłkarz. Ale jak już w podobny sposób oszuka rywali niejaki Abdullrahman Al-Qahtani z Arabii Saudyjskiej, zostaje wygwizdany. Bo kim jest Al-Qahtani, że ośmielił się nas oszukać?

Cristiano Ronaldo wiele razy wykiwał rywali. Nie tylko za pomocą skutecznych zwodów. Szef angielskich arbitrów powiedział, że Portugalczyk to wielki piłkarz, ale i wielki symulant. Kiedy Ronaldo się przewraca, choć obrońca rywali go nie dotknął, a sędzia pokazuje, że jest rzut karny, pojawiają się komentarze typu "spryciarz", "wytrawny, doświadczony gracz". Ale jak przewróci się Tomasz Parzy, rozlega się śmiech na trybunach.

A Joe McEnroe? Deprymował rywali rzucając rakietami i wrzeszcząc w niebogłosy, ale właśnie dla niego ludzie przychodzili na mecze. Kiedy Martina Hingis symulowała kontuzje, była niemiłosiernie wygwizdywana. McEnroe to jednak wielka osobowość. Hingis można było uznać za gwiazdę tylko wtedy, gdy się spojrzało na jej wyniki sportowe. Skoro na co dzień jest "zwykłym" człowiekiem, niech gra z zasadami obowiązującymi "zwykłych" ludzi.

Czasami tolerujemy oszustów, bo to co oni robią, rozpatrujemy w kategoriach "popisywania się". Michael Schumacher też oszukiwał, ale co z tego. Jest wielki, więc można dojść do wniosku, że gdyby nie oszukiwał, to i tak by wygrywał. A "skracając" sobie zakręty, dodawał kolorytu monotonnym niekiedy wyścigom F1. Rivaldo nie musiał się przewrócić i łapać za twarz, gdy oberwał piłką w nogi podczas meczu Brazylii z Turcją. Nie musiał w ten sposób eliminować piłkarza rywali (czerwona kartka dla Hakana Unsala). Pewnie Brazylia i tak by wygrała. Przy okazji Rivaldo zadbał jednak, aby świat był zachwycony kolejnym przedstawieniem. I żeby reklamodawcy piali z zachwytu. Zwłaszcza ci, których logo widać na banerach w miejscu, gdzie upadł Brazylijczyk. Prawdziwa gwiazda to prawdziwy showman - prawdziwy oszust.

Wielcy mistrzowie robią absolutnie wszystko, aby wygrać, oczywiście łącznie z oszustwem. Tego się od nich wymaga. Ben Johnson w świadomości niektórych Kanadyjczyków był najszybszym człowiekiem świata na tej planecie. Nieważne, że dzięki anabolikom. Swój cel osiągnął i już. Kiedyś znani kolarze podczas Tour de France rozrzucali szkło na asfalcie, aby wyeliminować rywali. Trzeba być lisem i lwem.

Oczywiście w sporcie kibice też lubią patrzeć na oszustwa ludzi anonimowych, ale jak już mają oni kraść, to niech to będą miliony. Niedawno było głośno o spektakularnych wyczynach pewnego szachisty, który w trakcie meczu często wychodził do toalety. Do stołu wracał o wiele mądrzejszy.

27 lat temu nieznana światu Rosie Ruiz pobiła rekord maratonu bostońskiego (2 godziny, 31 min., 56 sek.). Pojawił się jednak pewien problem. Wiele współuczestniczek wyścigu nie pamiętało, aby Ruiz biegła razem z nimi. Sugerowały, że dołączyła dopiero pod koniec. Po krótkim śledztwie okazało się, że Kubanka oszukała także organizatorów maratonu nowojorskiego, bo tak nie chciało jej się biegać, że część trasy przejechała metrem. Wysiadła blisko mety…

Niektóre oszustwa są wręcz niesmaczne (na igrzyskach paraolimpijskich w Sydney złoty medal w koszykówce zdobyli Hiszpanie, ale potem okazało się, że 10 z 12 członków drużyny było absolutnie zdrowych), a niektóre absurdalne (kiedyś Edgar Allan Poe napisał esej o "cudownej" maszynie wygrywającej partie w szachy, która okazała się wielkim oszustwem), ale wszystkie świadczą o niezwykłej żywotności tego rodzaju rywalizacji. Spójrzmy prawdzie w oczy - sportowej rywalizacji.