Prezesi Legii mają do reprezentacyjnego obrońcy wielki żal. Nie dość, że ich wykiwał, to jeszcze mówi w prasie, że "trzeba się szanować". Okazuje się, że łatwiej szanować się za pół miliona euro niż za ćwierć.

Na Łazienkowskiej są zniesmaczeni nie tyle chciwością piłkarza, ile jego wypowiedziami na temat odpowiedzialności, jaką musiałby na siebie wziąć. "A kto miałby to zrobić? Jędrzejczak czy Rzeźniczak?" - pyta "Fakt" jeden z działaczy klubu. "To już lekka przesada" - wścieka się.

Bąk nieraz podkreślał, że chce wrócić do Polski i zagrać w Legii, bo to od zawsze było jego marzeniem. Zagrał na emocjach kibiców, po czym... wybrał ofertę Austrii Wiedeń. "Nikt nie broni Jackowi Bąkowi w wieku 34 lat zarobić trochę pieniędzy" - tłumaczy Leszek Miklas, prezes warszawskiego klubu.

Legia proponowała 250 tys. euro na rękę. Były to godziwe pieniądze, ale... tylko do chwili, gdy do gry weszli Austriacy - pisze "Fakt".