Od kilkunastu dni wiadomo już, że wybory nowych władz związku muszą się odbyć do 30 listopada tego roku. Do tego czasu dotychczasowy zarząd powinien oddać władzę w polskim futbolu. Powinien, ale nie ma takiego zamiaru - donosi "Fakt".

Teraz, kiedy Polska dostała prawo organizacji mistrzostw Europy 2012 i można przy tej okazji załatwić swoje interesiki? Nie ma mowy o oddawaniu władzy. Dlatego w PZPN kombinują, jak tylko się da, żeby... po wyborach nic się nie zmieniło.

W końcu piłkarscy działacze wpadli na pomysł, jak przechytrzyć wszystkich i utrzymać się na stołkach. Na prezesa PZPN mają zamiar wybrać byłego reprezentanta i lewicowego senatora Grzegorza Latę. To wygodny człowiek, bo można nim w dowolny sposób manipulować - uważa "Fakt".

Obecny szef PZPN, Michał Listkiewicz, nie będzie startował w wyborach na prezesa. Ale wcale nie musi. Po wyborze Laty zostanie jednym z wiceprezesów związku odpowiedzialnym za sprawy Euro 2012. W teorii oczywiście, bo w praktyce nadal będzie decydował o wszystkim, tyle że tym razem zza pleców prezesa Laty.

Do zarządu PZPN ma wejść take zdecydowana większość dotychczasowych władz. Działacze liczą na to, że kibice i minister Lipiec zadowolą się nowym prezesem i na resztę nie zwrócą już uwagi - podaje "Fakt".

To "plan doskonały", który ma pozwolić skompromitowanym działaczom na utrzymanie się przy władzy w naszym futbolu. Kto może go pokrzyżować? Kluby pierwszej i drugiej ligi. Tyle tylko, że na zjeździe wyborczym ligowcy będą w mniejszości, bo działacze z okręgów PZPN mają nad nimi przewagę dziesięciu głosów.

Tylko zdecydowana postawa klubów może doprowadzić do tego, że plan władz PZPN się nie powiedzie. Wystarczy dogadać się z kilkoma delegatami, którzy mają już dość rządów dotychczasowych władz PZPN, a wtedy uda się ich odsunąć od władzy - pisze "Fakt".