Do drużyny Realu ma szansę trafić Jerzy Dudek...
Tak, wiem. Real poszukuje nowego zmienika dla Ikera Casillasa, bo Diego Lopez odchodzi do Villarreal. Ale nie pracuję już w klubie i nie wiem na jakim etapie są rozmowy.

Czy Dudek nie powinien iść do klubu, w którym będzie miał większą szansę na grę?
O to trzeba zapytać jego. Ja jestem całym sercem z Realem i dla mnie wybór byłby prosty. Dudek musi pomyśleć. Mnie zdenerwowałoby siedzenie na ławie w Liverpoolu przez tak długi czas. O ile mnie pamięć nie myli, to w Realu nigdy nie grał Polak. To wyjątkowy klub, dla Dudka otwiera się wspaniała szansa.

W Realu dwukrotnie pracował pan z Leo Beenhakkerem. Jak go pan wspomina?
Leo to świetny człowiek, wspaniała osobowość i fajny facet. No i oczywiście bardzo dobry trener, o czym świadczy przebieg jego kariery.

Jaki jest jego klucz do sukcesu?
On ma świetny pomysł na piłkę. Każdy trening z nim jest nową przygodą. Gdy po raz pierwszy prowadził Real, odnosiliśmy niesamowite sukcesy. Trzykrotnie zdobyliśmy tytuł mistrza Hiszpanii.

Gdy Beenhakker obejmował reprezentację Polski, odezwały się głosy, że jest po prostu za stary.
W piłce nikt nie jest za stary, ani za młody. O tym, czy ktoś się nadaje, decydują tylko i wyłącznie wyniki. Szukajmy pozytywów. Leo ma ogromne doświadczenie i jestem niemal przekonany, że jego praca z reprezentacją Polski zakończy się sukcesem. Ostatnio nie osiągaliście dobrych wyników, ale gdy ja byłem piłkarzem, Polacy byli bardzo mocni. Tak jak w 1982, gdy mieliście Bońka, lub wcześniej, w 1974 roku, gdy grali u was tacy zawodnicy jak Lato, Szarmach czy Deyna.

Nam Polakom Beenhakker powtarza, żebyśmy patrzyli na jasną stronę księżyca.
Cały on. Hiszpanom tego nie musiał mówić. Chyba dlatego, że jesteśmy urodzonymi optymistami.

Nie chciał pan zostać trenerem?
Nie wydaje mi się, żebym był dobrym szkoleniowcem. Teraz jestem poza futbolem, prowadzę prywatny interes, ale życie idzie do przodu i nigdy nie wiadomo co on nam przyniesie. Każdy dzień traktuję jak szansę, by się rozwijać. Najważniejsze to być dobrym człowiekiem.

Przez kilka lat, u boku Florentina Pereza, był pan wiceprezydentem Realu. Na początek "Królewscy" dwukrotnie wygrali Ligę Mistrzów. Kolejne trzy lata to był jeden z najgorszych okresów w historii klubu. Co się stało?
Wychodzi na to, że najtrudniej jest utrzymać się na szczycie… Tak naprawdę to do dzisiaj nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Niektórzy mówią, że mieliśmy za wiele gwiazd. Dla nas wszystkich tamten etap zaprocentował zdobyciem ogromnego doświadczenia. Wierzę, że kibice również wyszli z tego mądrzejsi.

Jak się panu podoba w Polsce?
Byłem tu już kilka razy. Trzy lata temu przyjechaliśmy do Krakowa na mecz z Wisłą. Piłkarze nie mieli zbyt wiele wolnego czasu, natomiast ja mogłem zobaczyć kawałek miasta. Chyba nie będę oryginalny jeśli powiem, że jest cudowne. Zachwycili mnie też tutejsi ludzie. Zostaliśmy bardzo gorąco przyjęci. Widać, że także w Krakowie Real ma wielu fanów.