Argentyńczyków w Nowym Świecie nie lubi nikt, a szczególnie Brazylijczycy. Istnieje stereotyp, że mieszkańcy Buenos Aires i okolic zadzierają nosa, mają o sobie niesamowicie wysokie mniemanie, a do tego są rasistami.

Argentyńczycy sami mówią tak: "Paragwajczycy wyszli z jaskiń, Brazylijczycy zeszli z drzew, a my przypłynęliśmy statkami". Inni nie pozostają im dłużni: "Argentyńczycy to Włosi, którzy mówią po hiszpańsku, a mają o sobie takie zdanie jak Anglicy". W Brazylii wymyślanie i opowiadanie kawałów o nadętych Argentyńczykach jest bardzo popularnym zajęciem.

Oczywiście taka niechęć nie bierze się znikąd. To dwa największe państwa kontynentu, które rywalizują między sobą o dominującą pozycję. W przeszłości wielokrotnie prowadziły ze sobą wojny - dziś karabiny zamieniono na futbolówkę. Mecz piłkarskich reprezentacji urasta w obu krajach do wydarzenia numer jeden i spycha inne informacje w cień.

W Brazylii i Argentynie piłka to coś więcej niż tylko sport. Istnieje taki wyświechtany slogan, że futbol w Ameryce Łacińskiej to religia. Ma on w sobie jednak bardzo dużo prawdy. Transmisja telewizyjna z finału Copa Libertadores (południowoamerykańska Liga Mistrzów) między argentyńskim Boca Juniors Buenos Aires a brazylijskim Gremio Porto Alegre rozpoczęła się dwie godziny przed rozpoczęciem meczu. Na żywo pokazywano, jak piłkarze opuszczają hotel i wchodzą do autokaru. Kamery towarzyszyły im przez całą drogę na stadion, podczas rozgrzewki itd. Mecz był ukoronowaniem wielkiego spektaklu.

Od dawna wielki spór między tymi krajami dotyczy kwestii, kto jest najlepszym piłkarzem w historii - Pele czy Maradona. Każda z dwóch opcji ma swoich gorących orędowników. Pod koniec zeszłego stulecia, gdy organizowano wszelkie możliwe rankingi, także FIFA postanowiła wybrać najlepszego piłkarza. Na oficjalnej stronie internetowej można było głosować na swojego faworyta. Bezapelacyjnie wygrał Diego Armando, ale FIFA postanowiła przyznać dwie nagrody. Tę internautów wręczono Argentyńczykowi, a już w swoim gronie działacze uznali Pelego za piłkarza numer jeden.

Od dawno wiadomo, że Maradona miał ciągłe zatargi z szefostwem piłkarskiej centrali, pozwalał sobie często na niewybredną krytykę. Poza tym FIFA nie chciała, by wygrał zawodnik dyskwalifikowany za doping, zażywający kokainę i mający niejasne związki z przestępczymi organizacjami. Postawiono więc na zawsze grzecznego Pelego. Taka decyzja oczywiście tylko pogłębiła antagonizmy między państwami, a na pewno nie rozwiązała sporu.

Rywalizacja między Argentyną a Brazylią przeniosła się ostatnio do reklam telewizyjnych. Przed zeszłorocznymi mistrzostwami świata w telewizjach pojawił się spot, w którym widać, jak reprezentanci Brazylii stoją przed meczem i śpiewają hymn. Kamera pokazuje po kolei Ronaldo, Kakę, w pewnym momencie w kadrze pojawia się ubrany w kanarkową koszulkę Maradona. Po chwili okazuje się, że to tylko koszmar, który śni się Diego. W Argentynie jednak ludzie byli oburzeni, że ich największy idol mógł w ogóle włożyć na siebie trykot Canarinhos.

Szybko jednak Argentyńczycy przygotowali odpowiedź. Wtedy furorę w brazylijskiej lidze robił Carlos Tevez. W reklamie banku można było zobaczyć, ile kosztuje koszulka Corinthians, ile trzeba zapłacić za fryzurę na Teveza. Końcowy slogan brzmiał: To, że najlepszym piłkarzem w Brazylii jest Argentyńczyk - bezcenne.

W tegorocznym turnieju Copa America tytułu bronią Brazylijczycy, którzy trzy lata temu w karnych pokonali Albicelestes. Tym razem to jednak Argentyńczycy są faworytem numer jeden. Trener Alfio Basile wziął do Wenezueli wszystkich najlepszych piłkarzy, w większości grających w Europie. Nie zabraknie więc Leo Messiego z Barcelony oraz Teveza, który w pojedynkę uratował West Ham przed spadkiem z Premiership, a teraz biją się o niego najlepsze kluby Europy z Interem Mediolan i Manchesterem United na czele. Będą takie tuzy jak Pablo Aimar, Roberto Ayala czy Lucho Gonzalez.

Przede wszystkim Basile udało się jednak namówić do powrotu do reprezentacji Juana Romana Riquelme, który zrezygnował z gry w kadrze po Weltmeisterchaft 2006. Rozgrywający w ostatnich tygodniach imponował formą - niemal w pojedynkę zapewnił Boca Juniors zwycięstwo w Copa Libertadores. Innym weteranem, który wraca do kadry, jest Juan Sebastian Veron.

Selekcjoner Brazylii Dunga do Wenezueli bierze raczej drugi sort zawodników. Trzeba jednak pamiętać, że w kraju samby jest wielki wybór znakomitych graczy. Grą Canarinhos powinien kierować niegdyś rewelacyjny duet z Santosu, czyli Diego i Robinho. Ich drogi rozeszły się już jakiś czas temu. Dziś pierwszy gra w Werderze Brema i uznany został za najlepszego piłkarza Bundesligi, drugi występuje w Realu Madryt.

Kto może stanąć na drodze Argentynie i Brazylii? Silną drużynę ma Urugwaj, w którego barwach zobaczymy kilka europejskich gwiazd z Alvaro Recobą na czele. Groźne będą także zespoły Chile, Meksyku i USA. Tak czy inaczej wygra jednak futbol. Jeżeli macie już dosyć przesyconych taktyką i defensywną grą meczów, ten turniej jest dla was. Tu dominuje fantazja, ofensywa i technika. To Copa America.