Przygotowania do nowego sezonu BOT GKS zaczął w pana ulubionej Spale, czyli wszystko ma być dokładnie tak jak przed rokiem? Oczywiście z wyjątkiem finiszu i przegranego mistrzowskiego tytułu...
Wszystko będzie inaczej, bo choć żaden z podstawowych piłkarzy nie odchodzi, kilku zawodników ma jednak kłopoty zdrowotne i musi ćwiczyć indywidualnie. Inni są przemęczeni, co zauważył nawet w Armenii trener Leo Beenhakker. Kiedy selekcjoner powiedział, że piłkarze są zmęczeni sezonem i bez formy, każdy natychmiast to powtórzył.

Ale gdy ja już w kwietniu mówiłem, że maj będzie zabójczy, to jakoś nikt nie eksponował mojej opinii. Wyszło, niestety, na moje. Teraz czarno na białym widać, że szaleńczo głupi terminarz w maju spowodowało, że wielu zawodników nie wytrzymało rozgrywek. Teraz czeka nas eksperymentalny okres przygotowawczy, w którym może być trudno pozbierać zespół. Potrzeba dużo mądrości, by wyjść z tego obronną ręką i być dobrze przygotowanym 19 lipca, gdy zmierzymy się W Pucharze UEFA z Gruzinami na własnym boisku.

W przygotowaniach ma też pomóc krioterapia? Nie wszyscy trenerzy są zwolennikami korzystania z leczniczych właściwości niskich temperatur.
Skoro inne kluby nie korzystają z kriokomory, to albo nie mają na to pieniędzy, albo w złym miejscu zaplanowali zgrupowania. Ich problem. Ja podpieram się tym, że mądrzejsi ludzie ode mnie docenili zalety kriokomory. Nawet nie ma tu za bardzo o czym mówić, bo korzystanie z niej powinno być w naszej pracy oczywiste.

Zawodnicy sami pytali mnie, czy będą w Spale chodzić do kriokomory. To jest odpowiedź na pytanie o jej działanie - piłkarze czują, że tego potrzebują. Najbardziej ci kontuzjowani, a mam takich prawie sześciu. Prawie, bo liczę też Fonfarę, który jesienią nie zagra.

Powiedział pan, że będzie potrzebne wiele mądrości w okresie przygotowawczym. Stąd włączenie do sztabu szkoleniowego Marka Wleciałowskiego?
Potrzebny nam będzie jeszcze trener odpowiedzialny za młodzież, która ćwiczy z pierwszą drużyną. Czas najwyższy przestać się dziwić, że zespół ma kilku szkoleniowców. Czas skończyć z chałturą - choć może to za mocne słowo - ale z tym, by za wszystko odpowiadał jeden człowiek. Kadra jest tak liczna, że wystarczy roboty przy niej dla wszystkich. Każdy będzie mógł teraz mieć swój udział w wynikach drużyny, bo tego oczekuję od współpracowników, a nie tylko figurowania jako trener w protokołach.

Długo wahał się pan z przedłużeniem umowy z GKS.
W Bełchatowie było wiele optymizmu i planów, czego to nie zrobimy. Tymczasem przez pół roku nic się niemal nie wydarzyło. Po ostatnim meczu w Szczecinie stwierdziłem, że dużo jest gadaniny, za którą nie idą fakty. Bałem się, by nadal tak nie zostało. Ale mam podstawy, by oczekiwać, że będzie lepiej. W klubie pojawił się znaczący sponsor strategiczny i ogromne pieniądze, więc teraz trzeba punkt po punkcie realizować to, co z prezesem Ożogiem ustaliliśmy. Doszedłem do wniosku, że pociągniemy to dalej i dlatego podpisałem nową umowę.

Nie obawia się pan, że taki sezon jak poprzedni już się nie powtórzy? Że ci piłkarze osiągnęli maksymalny wynik, na jaki ich stać?
Co mam odpowiedzieć? Wspominać znowu, co by było, gdyby Costly lub Nowak strzelili gole Wiśle? Gdyby trójka sędziów Małek, Granat i Siejewicz nie prowadziła naszych meczów? Gdyby przyznano nam ewidentnego karnego w meczu z Cracovią? Co to da? Nie ma sensu do tego wracać. Przypomnę tylko, że straciłem zimą Matusiaka i tylko dureń mógł wtedy powiedzieć, że nic się nie stało. Obrona bez Fonfary też nie była ta sama, straciliśmy także "turbosilnik" Garguły, który i tak, mimo ciężkiej kontuzji, robił co mógł i dotrwał do końca. Teraz się leczy. A ja patrzę do lustra i pytam: stary, kogo masz na jego miejsce. I nie znam odpowiedzi.

Jaki więc cel postawili przed panem szefowie klubu?
A jak się nazywają te rozgrywki w których gra GKS?

Oficjalnie? Orange Ekstraklasa.
Nie. Pytam, jak się nazywają rozgrywki?

Rozgrywki o mistrzostwo Polski?
Dobrze. Dlatego każdy walczy o mistrzostwo Polski. Jaki może być inny cel? A poza tym ja nie jestem trenerem, któremu można postawić jakiś cel. Gdyby ktoś chciał to zrobić, nie byłoby mnie w Bełchatowie już w grudniu.

Macie sporo pieniędzy, ale mają je także inni. I trudno je wydać, trwa walka o każdego zawodnika, czego przykładem Dawid Nowak.
Pieniądze to mają teraz nie kluby, a menedżerowie. Niech tylko ktoś trochę lepiej pogra, już mieszają chłopakowi w głowie i myślą od kogo następnego wyrwać pieniądze. Tę hołotę należałoby rozpędzić. Mówiłem to wiele razy, a jakoś mnie nikt do sądu nie podał. Muszą mieć wiele na sumieniu.

Ostre słowa. Ostro wypowiada się pan także na temat terminarza pana zespołu.
Mówimy o tym, co widziałem w internecie pod hasłem kalendarz rozgrywek? Bo jeśli tak, to mogę mieć ogromne pretensje do tych, co go układali. O to, że nie dali nam jeszcze Legii w pierwszych pięciu kolejkach. Zamiast Widzewa, aż się prosiło. Byliby tam wtedy wszyscy najsilniejsi: Wisła, Korona, Dyskobolia, Zagłębie... Brakuje jeszcze tylko tego, żeby mecze te prowadzili panowie Małek, Granat i Siejewicz. Wtedy już wszystko stanie się dla mnie jasne.

Ma pan zespół zdolny wygrać te wszystkie mecze? Wzmocnili GKS tylko Stolarczyk i Rachwał, oraz dwaj Peruwiańczycy.
Nie wiem, czy Stolarczyk i Rachwał to są wzmocnienia. Przyszli za darmo, nie za miliony. Maciek to doświadczony zawodnik, którego znam od lat. Jak podtrzyma swoją dyspozycję, jestem pewien, że nam pomoże. Co do Rachwała, to gdzieś tam jego kariera potoczyła się nieciekawie, w złym kierunku. Zapowiadał się na lepszego piłkarza. Ale umiejętności ma spore. Dobrze go przygotujemy i mam nadzieję, że eksploduje.

Za miliony pozyskaliście Costly'ego, którego wykupiliście z macierzystego klubu. Mówi się, że nie jest pan jego zwolennikiem...
Gdybym nie był, to by go już w Bełchatowie nie było. Tym bardziej, że jego pierwsze tygodnie w Polsce koszmarnie wręcz wyglądały. Potem też nie zaczął świetnie grać, ale chociaż strzelał bramki. Graliśmy jednak z zespołami, które go nie znały, a ci, co byli koło niego, stwarzali mu sporo szans. Był taki mecz w czwartoligowych rezerwach, że po 20, 30, 45 i 60 minutach był cały czas pierwszym do zmiany, najsłabszym na boisku. A potem strzelił dwie lub trzy bramki, wszystkie prawie z linii bramkowej. Ale w pierwszej lidze są lepsi obrońcy.

Za występy w Złotym Pucharze CONCACAF Costly był bardzo chwalony.
Nie można porównywać gry Costly'ego w naszej drużynie i w tych amerykańskich rozgrywkach. Tam się inaczej gra, tam można robić wszystko, żeby samemu dobrze wypaść. Dlatego pojawia się pytanie, czy ci gracze z Peru wypalą w Bełchatowie. Wielu jedzie do zachodnich lig i natychmiast są dalej rzucani, bo nie mogą się przestawić na inny system gry i treningu. Dlatego Carlo jest szczęściarzem, że ma szansę u nas się wypromować i wejść do zachodniej ligi z wiedzą, jak się trenuje w Europie.

Porównuje się go z partnerem z ataku Hondurasu, Suazo, za którego Inter wyłożył kilkanaście milionów euro...
Inter przeżyje stratę kilku milionów euro, a dla GKS parę milionów złotych byłoby ciosem w serce. My musimy ostrożniej wydawać pieniądze. Dlatego Peruwiańczykom przyglądaliśmy się tak uważnie. Mam tylko nadzieję, że nie przylecą na Okęcie, by potem po drodze do Bełchatowa zajrzeć na chwilę do Niemiec lub Włoch i zostać tam dłużej. Bo potrafią grać.

Potrafi grać także Piotr Włodarczyk...
Napisano, że zrezygnowałem z niego. A ja nigdy tego nie powiedziałem.

Czyli jest pan nim zainteresowany?
Potwierdzę, a pan zaraz to napisze, tak? A potem inny pana kolega spyta w gazecie, po co w Bełchatowie Włodarczyk. Nie możemy zapchać składu zawodnikami po 30-tce, z całym dla nich szacunkiem, bo wielu umiejętności ma wysokie. Musimy dbać o klub, dać mu perspektywy. Nie jestem trenerem, który ściąga co sezon nowy zaciąg starszych zawodników, zajmuje 10. miejsce i jest szczęśliwy, że wykonał zadanie. A potem mówi zawodnikom wynocha i historia zaczyna się od początku.

Ja tak nie działam. Dążę do tego, by była w klubie grupa, która jest filarem drużyny, inna która dzielnie ten filar wspiera, a potem kolejni, dochodzący do nich piłkarze. Mając taki zestaw łatwiej zaplanować wynik, przewidzieć, co się stanie. Ale jak tu coś planować, skoro nagle pojawiają się menedżerowie - hieny i zaczynają mieszać co zdolniejszym w głowach.

To jest zresztą także wina klubu, który powinien mieć własną politykę menedżerską i człowieka odpowiedzialnego za nią, oraz za każdego rozkapryszonego gnojka. Żeby się takiemu w głowie nie poprzewracało, jak mu ktoś zaproponuje dwa razy wyższą pensję. Mówi się, że kobieta zmienną jest. Piłkarze bywają zmienni jeszcze bardziej. Zwłaszcza pod wpływem pieniędzy.

Dlaczego więc nie ma jeszcze w Bełchatowie takiego klubowego menedżera?
Nie wiem, od dwóch lat rozmawiam na ten temat z prezesem. Ja już kiedyś powiedziałem, że chciałbym być jak Alex Ferguson i odpowiadać za wszystko. Nie jest jednak łatwo o taką pozycję. W Bełchatowie jest zresztą inna sytuacja niż w Manchesterze. Nawet prezes Ożóg jest tylko ogniwem w klubowych strukturach, są jeszcze ważniejsi ludzie nad nim. Manchester to jeden z najbogatszych klubów w Europie, gdzie panuje system i porządek. By tak zorganizować klub, potrzebowałbym ludzi. I zawodników.

Nie potrzebowałby pan ich tak bardzo, gdyby zimą nie odszedł Matusiak. Jest pan zdziwiony, że ma kłopoty we Włoszech?
Był niesamowicie ważny, tak jak teraz Garguła. Rozmawiałem z nim przed wyjazdem, mówiłem, że Włochy nie są dla niego, ale moje zdanie się nie liczyło. Powiedziałem, że powinien iść do Anglii, bo do Włoch ściągną Brazylijczyka lub Argentyńczyka i to on będzie grał, a w Anglii Radek ze swoim stylem dałby sobie radę.

Mieliśmy też pewność, że treningi we Włoszech nie są dla Radka dobre. Po powrocie z Palermo on kilkanaście dni spędził u doktora Wielkoszyńskiego. Do czego to podobne? Pytam Radka, co tam robili. Nic z tego, co robił w Polsce. Dlaczego sam nie trenował?

Bo nie miał siły. Bo cały czas biegał, biegał, biegał...Ja mu od razu, jak przyszedłem do Bełchatowa kazałem biegać na boisku tylko mądrze, kiedy trzeba, wyczekiwać okazji. Dlaczego nikt nie sprawdził, że Radek się nie nadaje do tych włoskich schematów? Dlaczego mnie nikt nie zapytał, co o tym myślę? Wszyscy myśleli tylko, by zarobić... Smutne, ale prawdziwe.