Spokojny i skromny chłopak z Poznania niezbyt chętnie o tym rozmawia. "To nie jest tak, że się wstydzę głuchoty. Nauczyłem się z tym żyć. Ale wiadomo, jak to w życiu bywa. Nie brakuje ludzi głupich, a kibice potrafią ze wszystkiego szydzić" - tłumaczy Strugarek.

"Poza tym nie do pomyślenia byłaby dla mnie sytuacja, w której z powodu aparatu słuchowego trenerzy traktowaliby mnie w jakiś szczególny sposób" - dodaje stanowczo. Na szczęście do tej pory na boisku nikt nie docinał mu z powodu jego ułomności. "Lepiej, żeby rywale nie próbowali Krzyśka w ten sposób prowokować" - przestrzega Jarosław Fojut, kolega Strugarka z reprezentacji.

Maciej Kudrycki, bramkarz drugoligowego ŁKS Łomża, który grał ze Strugarkiem w poprzednim sezonie, twierdzi, że na boisku absolutnie nie sposób zauważyć, że on niedosłyszy. "Współpraca układała nam się znakomicie. Nie było najmniejszych kłopotów z porozumiewaniem się" - opowiada Kudrycki i dodaje: "Trzymam za Krzyśka kciuki, by z reprezentacją zawędrował jak najwyżej".

Strugarek ma problemy tylko wtedy, kiedy piłka trafi go w chore ucho. "Wówczas boli jak cholera. Ale trzeba być twardym. Zaciskam zęby i dalej do przodu" - zapewnia młody obrońca. Były piłkarz Lecha Poznań to fantastyczny przykład na to, że nawet będąc ułomnym, można zrobić w sporcie karierę - pisze "Fakt".

"Kiedyś graliśmy sparing w Lechu. Po meczu podeszła do mnie jakaś kobieta i mówi: <Jak to dobrze, że nie wstydzi się pan swojej choroby i normalnie żyje. Bez kompleksów. Mój syn też niedosłyszy. Mogłam mu mówić godzinami, żeby się tego nie wstydził, ale nic to nie dawało. A teraz wystarczy, że opowiem mu o panu i od razu przestaje się nad sobą użalać>" - wspomina tę rozmowę Strugarek. "No i co ja miałem tej pani powiedzieć? Pokiwałem tylko głową ze zrozumieniem. Ale jakoś tak miło się zrobiło" - uśmiecha się piłkarz młodzieżowej reprezentacji Polski.