Wprawdzie plaż nie ma, ale i tak jest cieplej niż w Mediolanie. A przede wszystkim pieniądze są większe. W siedzibie Milanu zaczyna wtedy wrzeć. Prawnicy przygotowują piłkarzowi nowy, lepszy kontrakt. "Podpisz i przestań się wygłupiać z tym klimatem" - mówią Kace. A on podpisuje, bo z pogodą rzeczywiście się wygłupiał.

Kaka trafił do Milanu w 2003 roku. Na początku zarabiał 1,7 mln euro rocznie. Rok później - 2,5 mln, dwa lata później 3,5 mln, a w czerwcu 2006 roku, gdy przedstawiciele Realu walili do jego domu w Mediolanie drzwiami i oknami, podpisał umowę, która gwarantowała mu 5,5 mln rocznie. Teraz szykuje się kolejna podwyżka.

"Nie chcę zaczynać wojny, ale z przyjemnością przeszedłbym do Realu" - powiedział Kaka dwa miesiące temu gazecie "AS". No i wojna się rozpętała. Druga, trzecia, czy czwarta - to nie istotne. Ważne, że dwóch się biło, a trzeci znów skorzystał. Real zaprosił ojca Kaki na obiad. Bosco Leite usłyszał, że syn w Madrycie zarabiałby 10 mln euro rocznie.

Wiceprezes Milanu Adriano Galliani rozkładał ręce: "We Włoszech piłkarz płaci 50 procent podatku, w Hiszpanii - 25. Wyobrażacie sobie, ile musielibyśmy płacić Kace, aby dostał 10 mln na rękę? Ale nie będziemy musieli, bo mamy z nim ważny kontrakt" - tłumaczył prezes.

Real spróbował jeszcze raz. I jeszcze raz. Galliani zagroził, że pozwie Królewskich do sądu FIFA, jeśli nadal będą rozmawiać z Kaką za plecami Milanu. Innych rozsądnych argumentów Włoch nie miał. 10 mln rocznie dla Kaki nie wchodziło w rachubę. Galliani zaczął się więc odwoływać do honoru i wierności Brazylijczyka.

Ale ten zdradził, przynajmniej zdaniem gazety "AS". Dwa tygodnie temu hiszpańscy dziennikarze na pierwszej stronie zamieścili zdjęcie uśmiechniętego Kaki, trzymającego w ręku gazetę z wielkim tytułem odnoszącym się do triumfu Realu: "Mistrzowie ligi". "To fotomontaż" - napisano w oficjalnym oświadczeniu Milanu. "Zdjęcie zostało zrobione w kwietniu. Gazetę doklejono. To może być element polityki Realu, który od ponad roku chce zniszczyć dobre relacje między Milanem a Kaką.

"AS" odpowiedział: "Milan traci nerwy, bo boi się, że Kaka wkrótce może zostać Królewskim". Po kolejnych publikacjach w hiszpańskiej prasie mediolańczycy ogłosili, że nie będą odpowiadać na kłamstwa zamieszczane w dzienniku "AS". Są jednak kłamstwa i kłamstewka. Ojciec Kaki postarał się, aby "AS" pisywał kłamstewka, czyli - jak to powiedział kiedyś Capello - "prawdę prawdopodobną".

Rozsądne wypowiedzi konsultanta Realu Ernesto Bronzettiego ("Real chce Kakę - Ja chcę umówić się z Moniką Bellucci, ale to wcale nie znaczy, że dojdzie do randki") były lekceważone. Galliani jednak i tak sypnął kasą. Zaoferował Kace 7 mln euro rocznie. Nikt w Milanie tyle nie zarabia.

Ostatecznie do pozostania w Mediolanie ma nakłonić Kakę jego brat Digao, który chyba tylko w tym celu wkrótce rozpocznie treningi z pierwszą drużyną. Milan trochę przesadził, bo Digao to kiepski piłkarz, a Kaka i tak by został - z próżności i lenistwa. Ten wykształcony reprezentant brazylijskiej klasy średniej, kulturalny ewangelik, miał być chlubnym wyjątkiem wśród masy sławnych piłkarzy-ignorantów. Okazał się być taki, jak inne gwiazdy. Ma niewiarygodnie dużo, a pożąda jeszcze więcej.