Ludzie płacą grube pieniądze, aby wyjechać na wakacje na Sycylię, a pan chciał z niej uciec?
Ale na krótko - na wypożyczenie. Szefowie Palermo jednak wiedzą, na co mnie stać i nie chcą mnie wypuścić nawet na pół roku. Zamierzają we mnie inwestować. A jeśli chodzi o wakacje, to chciałem odpocząć od Sycylii. To nie jest tak, że w Palermo codziennie chodziłem sobie na plażę. Na plaży nie byłem ani razu. Wyjeżdżałem z domu o 14.00 na trening. Przed treningiem się nie opalałem, bo to nie wpływa dobrze na formę. Do domu przyjeżdżałem zmordowany. Nie w głowie mi była zabawa. Wakacje spędziłem z dala od wyspy. Spotkałem się rodziną w Polsce, byłem w Bieszczadach, w Monte Carlo...

I wypatrzył pan tam sobie jakiś dom?
Na razie nie mam aż tylu pieniędzy, aby tak jak wielkie gwiazdy tenisa czy Formuły 1 uciekać do Monte Carlo przed zabójczymi podatkami. To urocze miasto, ale dla mnie jeszcze trochę za drogie. Może to się zmieni za jakieś 15 lat.

Szykuje się podwyżka?
Na razie to ja myślę, jak zmieścić się w składzie Palermo. Od tygodnia trenuję indywidualnie, biegam, ćwiczę, chcę być w formie, jak przyjadę na zgrupowanie. Trzeba się pokazać, bo jest nowy trener, Stefano Colantuono. Wiążę z nim spore nadzieje. W wywiadzie mówił, że zna mnie, wie, na co mnie stać, i bardzo na mnie liczy. Chyba nie kłamał. Teraz każdy ma czystą kartę. Mam nadzieję, że wszystko będzie zależeć od tego, jaką formę zawodnik zaprezentuje, a nie od układów.

Jak u pana z włoskim? Komuś, kto zna język, pewnie bliżej do pierwszego składu.
Jeszcze nie mówię jak Dante, ale mogę się porozumieć. Najważniejsze, że wiem, co trener chce mi przekazać, bo na początku były z tym problemy. Mogę bez problemu powiedzieć masażyście, co mi dolega, poprosić o wodę czy ręcznik. Zgadzam się z Bartkiem Ślusarskim - dla Polaka aklimatyzacja w zachodnim klubie to nie jest przyjemność. Piłkarz ze wschodu musi być dwa razy lepszy od miejscowych, aby grać. A jak jeszcze nie zna języka, to i nie ma przyjaciół. A jak się nie ma przyjaciół, to nie ma się i kontaktów. Człowiek oddala się od reszty drużyny. Eh, dobrze, że żona była przy mnie.

Prezes Palermo Maurizio Zamparini powiedział, że aklimatyzacja zajmie panu jakieś pół roku. To dlatego pan nie grał?
Pół roku? Ja już po sześciu tygodniach grałem niemal "po włosku". Niektórych nawyków jednak nie da się wykorzenić. Trener Francesco Guidolin powtarzał mi, że nie powinienem schodzić do boku, tylko stać w polu karnym i czekać na piłkę. A ja lubię się cofnąć, rozegrać piłkę, pobiegać - Guidolin był dobrym trenerem, jakiś wynik w końcu osiągnął. Nie dawał mi zbyt wielu szans, ale nie chodziłem na skargę i nie obmawiałem go za plecami. Byłem spokojny. Przypominała mi się sytuacja z Wisły Płock. Mirosław Jabłoński też nie dawał mi szans, ale potem musiał sobie z tego powodu pluć w brodę. Może z Guidolinem będzie tak samo.

Do Palermo przyszedł Fabrizio Miccoli. Klub stara się także o Vieriego, Delvecchio, Makinwę, Rigano. Nie przeraża pana ta lista?
Eee, tam. Przyzwyczaiłem się. Palermo to wielki, ambitny klub. Ma dużo pieniędzy, stać go na utrzymanie 34-osobowej kadry. Sycylijczycy w ciągu dwóch lat chcą zdobyć mistrzostwo Włoch, więc nie powinno dziwić, że co rundę robią wielkie zakupy. W klubie zostali Amauri i Cavani. Amauri miejsce w składzie ma zagwarantowane. Będę walczyć z Miccolim i Cavanim. Miccoliego nie znam. Cavani jest niezły - przyznaję. Ma w sobie mnóstwo fantazji, boiskowego szaleństwa. To jednak nie zawsze działa na jego korzyść.

Zamparini nie mówił niczego złego na pana? On lubi publicznie ośmieszać swoich piłkarzy.
Szczerze? On jest tylko kontrowersyjny w rozmowach z dziennikarzami. Na co dzień to miły, przyjazny, ułożony facet. Widziałem go kilka razy - poklepał mnie po plecach.

Generalnie jest sympatycznie?
Bardzo. Szybko załatwiłem sobie mieszkanie. Konto w banku też, bo klub musiałby mi dawać pieniądze w reklamówce. Uwielbiam Włochy. Byłem w Rzymie, w Mediolanie, w Wenecji i nad jeziorem Como, gdzie swoją willę ma podobno Adriano, ale na jego imprezę nie zajrzałem. Na północy Włoch jest czyściej niż na południu, ale ludzie i tu, i tu tak samo się bawią. Nie pracują tak ciężko jak Polacy. Gdyby tylko Włosi tak się nie spóźniali? Szczególnie w biznesie to jest denerwujące.

I nie żałuje pan, że wybrał Palermo?
A czego mam żałować? Nie można ciągle grać przeciwko chłopakom z Górnika Zabrze czy Unii Janikowo. Trzeba się ruszyć. Ja się ruszyłem i teraz mogę mierzyć się z chłopakami z Milanu i z Interu. W jednym meczu co chwilę przebiegałem obok Ronaldo, człowieka, którego plakaty miałem nad łóżkiem. Gra przeciwko Brazylijczykowi to nie jest jeszcze spełnienie marzeń. To tylko sukces sportowy. Na spełnienie marzeń przyjdzie czas.