Ale to koniec ich przygody z młodzieżową reprezentacją. "Ci chłopcy przechodzą do wyższej kategorii wiekowej, czyli U-21. Ja się będę skupiał nad pracą z rocznikiem 1990 i być może zostanę kimś w rodzaju koordynatora szkółek piłkarskich PZPN" - opowiada Michał Globisz.

Meczu z Argentyną nasi po prostu nie mogli wygrać, gdyż młodzi "Albicelestes" byli drużyną absolutnie poza ich zasięgiem: "To jest naprawdę fantastyczny zespół. Z zupełnie innej półki niż my i większość drużyn, które są w Kanadzie. Typuję piękny finał Hiszpania -Argentyna. To, jak Latynosi grają piłką, jak świetnie dryblują, jak są doskonale zorganizowani, zachwyca chyba wszystkich. No i mają tego niesamowitego Sergio Aguero. Jak ktoś wyliczył, gdyby zebrać 10 najdroższych transferów z polskiej ligi, to i tak ten jeden 19-latek jest droższy" - twierdzi Globisz.

Na pewno trzeba występ Polaków w Kanadzie uznać za sukces. Awans z grupy, gdzie grali trzej mistrzowie kontynentów, jest sporym osiągnięciem. Z drugiej strony trzeba uczciwie przyznać, że nasi głównie koncentrowali się na przeszkadzaniu rywalom i mieli poważne kłopoty przy konstruowaniu akcji.

"Do kraju wracamy z podniesionymi głowami" - mówi Globisz. "Kto by się spodziewał, że pokonamy Brazylię? Przecież wszyscy przepowiadali nam klęskę w starciu z <Canarinhos>. Udało się zremisować z Koreą, która też jest świetnym zespołem. Wyszliśmy z tej niesamowicie ciężkiej grupy i to na drugim miejscu. Nikt nam tego awansu nie podarował. Nie chcę szukać łatwych usprawiedliwień, ale nie mieliśmy szczęścia w losowaniu. Nasza grupa została przez wszystkich nazwana grupą śmierci. Pierwszy rywal w fazie pucharowej to od razu obrońca tytułu i jedna z najsilniejszych drużyn w tej kategorii wiekowej. Z deszczu pod rynnę. Z całym szacunkiem dla innych rywali, ale nie dane nam było zagrać z Gambią czy Jordanią. A zapewniam, że takie mecze wyglądałyby zupełnie inaczej" - opowiada trener.

Zawsze się powtarza, że w piłce młodzieżowej nie końcowy rezultat jest najważniejszy, ale bardziej liczy się to, ilu piłkarzy trafi z czasem do dorosłej reprezentacji. Podczas turnieju w Kanadzie pojawiło się kilku piłkarzy, którzy w niedalekiej przyszłości powinni zacząć dobijać się do kadry Leo Beenhakkera. Zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobili bramkarz Bartosz Białkowski i strzelec trzech bramek Dawid Janczyk. Białkowski popisowo bronił szczególnie w spotkaniu z Koreą i to jego interwencje zapewniły Polakom awans do następnej rundy. Może jednak mówić o pechu, gdyż akurat dobrych golkiperów w Polsce nie brakuje. Janczyk z kolei fantastyczną postawą na mistrzostwach zapewnił sobie zagraniczny transfer.

Z dobrej strony pokazali się boczni obrońcy Krzysztof Król i Ben Starosta, chociaż obaj muszą jeszcze dużo nad sobą popracować. Widać, że są już szkoleni według nowych wzorów - dużo udzielają się w ataku, potrafią współpracować ze skrzydłowymi. Dużym zaskoczeniem były występy Adama Dancha z Górnika Zabrze. Ten defensywny pomocnik nie wyróżniał się w lidze, ale w Kanadzie pokazał, że może być kiedyś doskonałym piłkarzem. Jako jeden z niewielu nie bał się rozgrywać piłki, nie szukał najprostszego rozwiązania.

"Dla mnie to cichy bohater tych mistrzostw. To przyszłość polskiej piłki. Nie wiem, czy trener Ryszard Wieczorek postawi na niego od nowego sezonu w Górniku, ale jestem pewien, że Danch by sobie poradził" - chwali podopiecznego Globisz.

Najgorzej szło młodym polskim piłkarzom kreowanie gry i przeprowadzanie ataku pozycyjnego. "To stara bolączka polskiej piłki, nie tylko młodzieżowej. U nas nie było do niedawna warunków, by uczyć młodzież gry piłką. Bo przecież na klepisku czy na piachu tego się wytrenować nie da. A trzeba pamiętać, że większość z nich właśnie w takich warunkach uczyła się rzemiosła. Ale idzie ku lepszemu. Już powstają boiska ze sztuczną nawierzchnią, z równymi murawami. Młodsze roczniki radzą sobie już zdecydowanie lepiej z tak zwaną małą grą, z szybką wymianą podań" - opowiada trener.

Na prawdziwe i wymierne efekty kanadyjskiej eskapady trzeba więc będzie trochę poczekać. Ale już teraz można podziękować młodym piłkarzom i trenerowi za emocje, jakich nam dostarczyli.