"Nie chcę mieć nic wspólnego z korupcyjnym bagnem, które odziedziczyliśmy po poprzednikach" - oświadczył w ubiegły poniedziałek na łamach "Faktu" Krzysztof Szatan, który niedawno przejął klub. Miał rozwiązać kontrakt z Marcinem L. Wystarczyło jednak kilkadziesiąt godzin, by zmienił zdanie. W sobotę "Lacha" zagrał w sparingu Zagłębia z Piastem Gliwice. Sosnowiczanie wygrali ten mecz 2:0, a specjalista od kręcenia meczów strzelił bramkę.

"Marcin stawił się zgrupowaniu w Dzierżoniowie. Powiedział, że przyjechał z polecenia pana Szatana, i że mam go znowu przyjąć do drużyny. Przecież nie będę dyskutował z człowiekiem, który jest moim pracodawcą" - wyjaśnia trener Zagłębia Jerzy Kowalik.

L. był członkiem rady drużyny Zagłębia, która m.in. we współpracy z byłym dyrektorem klubu Wojciechem R. przez kilka lat korumpowała sędziów i piłkarzy drużyn przeciwnych. Sosnowiecka szajka była jedną z najbardziej bezczelnych. Oszuści usiłowali kupować ligowe punkty jeszcze w maju 2006 roku, gdy śledztwo wrocławskiej prokuratury w sprawie korupcji w polskiej piłce trwało od ponad roku, a w ręce śledczych trafiały kolejne osoby.

Najwyraźniej nowy szef Zagłębia nie ma nic przeciwko temu, że z własnych pieniędzy utrzymuje oszusta, przez którego jego klub najdalej za kilka miesięcy z hukiem wyleci z ekstraklasy - przewiduje "Fakt".