Stefan B. to członek zarządu tego samego związku wojewódzkiego i także były obserwator - pisze "Fakt". Obaj działacze spędzili noc na policyjnej izbie zatrzymań we Wrocławiu. Dzisiaj zostaną doprowadzeni do prokuratury apelacyjnej, gdzie usłyszą zarzuty.

Obydwaj oceniali sędziów, biorących łapówki między innymi od Arki Gdynia. F. był częstym bywalcem również na stadionie Pogoni Szczecin. "Chcemy definitywnie zamknąć kilka wątków śledztwa tak, żeby można było pisać akty oskarżenia i wreszcie kierować sprawy łapówkarzy do sądu" - potwierdza prokurator Krzysztof Grzeszczak, który od dwóch lat rozbija piłkarską mafię.

Wielka sympatia Kazimierza F. do Arki nie dziwi. To dobry znajomy Henryka Klocka, szefa Pomorskiego ZPN i członka zarządu PZPN. Wizyta policji u Klocka po zatrzymaniu F. jest oczywistością. "Niech pan powie prawdę, kiedy po mnie przyjadą?" - pytał niedawno jednego z dziennikarzy "Faktu" Klocek.

Jednak F. do końca utrzymywał że jest niewinny. "Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie zauważyłem w obserwowanych przeze mnie meczach niczego podejrzanego. Nikt z Wrocławia mnie nie wzywał, ale jeśli trzeba będzie, to się stawię" - mówił, choć dobrze wiedział o przekrętach arbitrów. W końcu sam brał przeważnie w nich udział.

Wrocławscy prokuratorzy liczą że wyjaśnienia F. - członka zarządu PZPN - pozwolą otworzyć zupełnie nowe wątki w sprawie. Skorumpowany obserwator, prywatnie diler samochodów, może okazać się równie pomocny, jak Wit Ż., pierwsza osoba zasiadająca w kierownictwie Związku, która przyjechała w kajdankach do Wrocławia.