W środę policja pozbawiła W-M ZPN ścisłego kierownictwa. Zatrzymała prezesa olsztyńskiego związku Kazimierza F. i jego prawą rękę Stefana B. Z ludzi, którzy mieli tam coś do powiedzenia, na wolności pozostał tylko Szymon Czyżewski, sekretarz zarządu - donosi "Fakt".

"My musimy szukać sobie nowych prezesów? Co też pan opowiada!" - oburza się w rozmowie z "Faktem" Czyżewski. "Przecież w prokuraturze we Wrocławiu było już wielu ludzi. I żyją! I chodzą na wolności" - dodaje.

Cały czas nie dociera do niego, że jego kumple wyjdą zza krat za poręczeniem majątkowym, a w mediach będą występować już tylko jako pan F. i pan B. Czyżewski nigdy by się nie splamił braniem łapówek jako obserwator. Zajmuje się czym innym. Wspólnie z żoną prowadzi knajpę.

Lokal sąsiaduje przez ścianę z Warmińsko-Mazurskim ZPN. Jedną z pierwszych decyzji Kazimierza F., kiedy tylko stanął na czele związku, było przeniesienie siedziby ZPN właśnie tam. Przekuto nawet dziurę w ścianie i wstawiono w nią drzwi - donosi "Fakt".

Teraz strudzeni działacze, nie muszą wychodzić po pracy na zewnątrz, żeby rozładować stres po ważnych obradach. Bezpośrednio z siedziby związku mogą przejść do knajpy Czyżewskiego, żeby tam się wzmocnić. "Ta przeprowadzka to był strzał w dziesiątkę. Teraz związek ma świetne warunki lokalowe" - zaciera ręce sekretarz.