Steaua wydała grube miliony nie z myślą o meczu w Lubinie, ale po to, by spokojnie wyjść z grupy w Lidze Mistrzów. "Na mecz z nami przyjechali renomowani, doświadczeni piłkarze. Ale może być z nimi tak jak z doświadczonym kierowcą, który czasami bezwiednie przejedzie na czerwonym świetle i nie wie, dlaczego" - mówi DZIENNIKOWI Czesław Michniewicz, trener Zagłębia Lubin.

Taki wynik to marzenie zespołu z Lubina. "I jest on realny, tylko nie można się przestraszyć" - mówi Sławomir Majak, który w pamiętnym meczu strzelił bramkę dla Widzewa. "Zagłębie czeka twarda walka i ostre kopanie po nogach. Rumuni szarpią za koszulki, kopią, przewracają, ale trzeba się odpłacić tym samym, oddać, a nie cofać nogę" - dodaje.

W Lubinie trwa pełna mobilizacja. Michniewicz w swoim stylu prowadzi odprawę za odprawą. Puszcza filmy, opracowuje taktykę, wytyka słabe punkty Rumunów. "Ale z drugiej strony nie chcemy chłopaków przemotywować. To ma być normalny mecz, na który przeniesiemy te fajne momenty ze spotkań z Widzewem w lidze i Bełchatowem o Superpuchar" - mówi Rafał Ulatowski, drugi trener Zagłębia. I dodaje - "W zasadzie wszystko przebiega tak samo jak zawsze. Ten sam hotel, ten sam kucharz".

"A film? Mamy taki jeden o himalaistach zdanych tylko na siebie. Spokojnie go jeszcze obejrzę i zastanowię się, czy go puścić. Bo przecież nie chodzi o to, żeby przepompować balon. Engel pokazywał - wojna, wrzesień, czołgi i nic z tego nie wyszło. Piłkarze sami w głowach muszą sobie ułożyć, że wychodzimy i gramy swoją piłkę. Nic więcej, po prostu robimy swoje - to, co potrafimy najlepiej" - mówi DZIENNIKOWI Michniewicz.

Teoretycznie wszystko przemawia za Steauą. Tradycja, sukcesy, skład, wysokość budżetu czy kwota wydana latem na transfery. Przecież zespół Gheorghe Hagi'ego w 2006 roku awansował aż do półfinału Pucharu UEFA - bardzo pechowo przegrywając z angielskim Middlesbrough. Latem na transfery przeznaczono 7,5 miliona euro - co znacznie przewyższa kwotę, jaką wydały wszystkie polskie kluby razem wzięte. Ale to tylko liczby. Bo choć Steauy zlekceważyć nie można, to też nie ma powodu, by padać przed nią na kolana. To, że ktoś wydał kilka milionów euro, nie musi świadczyć o jego potędze. A fakt, że Steaua została tylko wicemistrzem Rumunii, też jest wymowny.

"To świetna drużyna, ale nie bogowie futbolu. Gramy o to, by wygrać, a nie godnie przegrać" - podkreśla Michniewicz. Takie podejście pochwala Łukasz Garguła, pomocnik Bełchatowa i reprezentacji Polski. Wicemistrzowie Polski rozegrali niedawno mecz towarzyski ze Steauą i zremisowali 2:2. "Jak ogląda się mecze takiej drużyny w telewizji przeciwko Realowi Madryt, to wydaje się ona wyjątkowo silna. A potem wchodzisz na boisko i widzisz, że to normalni ludzie, żadni nadzwyczajni. Jeśli Zagłębie zagra tak jak przez 60 minut z Widzewem, to ma duże szanse, aby wygrać. Inna sprawa, że my w sparingu byliśmy zdecydowanie lepsi, ale Steaua była w najgorszym momencie przygotowań, niektórzy piłkarze wręcz słaniali się na nogach" - mówi Garguła.

Wczoraj do Lubina zjechali już rumuńscy dziennikarze. "Sądząc po liczbie kamer, chyba gramy z niezłą drużyną" - żartował Michniewicz. Pytano go głównie o Hagiego - króla futbolu, jak określano. "Postaram się, byśmy zgotowali mu królewskie przywitanie. Czyli zagrali najlepiej, jak tylko można" - mówił polski szkoleniowiec. Już po konferencji prasowej, gdy odsapnął, podkreślał - "Chcemy być jak Adam Małysz, oddać dwa równe skoki i wylądować z telemarkiem. Jest u nas jeden człowiek, który grał w Lidze Mistrzów - Adam Fedoruk. I ma wąsy jak Małysz. Gdy pytałem go o Ligę Mistrzów, to w swoim stylu odpowiedział - <Czesiek, naprawdę, to jest duża rzecz>" - powiedział.

Mecz poprowadzi arbiter z Turcji. DZIENNIK pisał, że do Lubina już trzy tygodnie temu przyszedł list z informacją, iż arbiter Selcuk Dereli to dobry kolega Hagi'ego i o uczciwym sędziowaniu można zapomnieć. "To takie polskie, by przed meczem zastanawiać się, czy arbiter kogoś oszuka. My robimy swoje i cieszymy się, że rewanż w Bukareszcie poprowadzi Anglik" - mówi Ulatowski.