Wszyscy liczyli, że już w sobotę zadebiutuje pan w barwach Steauy Bukareszt w meczu ligowym. Tymczasem przez 90 minut siedział pan na ławce. Będzie pan kolejnym Polakiem, który po wyjeździe z kraju częściej odpoczywa, niż biega po boisku?
Raczej mi to nie grozi, bo w Bukareszcie wszyscy oczekują długiego i trudnego sezonu, którego istotną częścią będą występy w Lidze Mistrzów. To wymusi oczywiście rotację w składzie. Wiedziałem, że zacznę od ławki. Trener Gheorghe Hagi powiedział, że wie o mojej wcześniejszej kontuzji i o tym, że będę miał krótsze niż inni przygotowania. Stwierdził, że chce mnie mieć zdrowego i gotowego do gry w najważniejszych momentach sezonu, dlatego nie będę grał, dopóki nie będę w pełni przygotowany. Ale już we wtorek mogę zagrać w Lubinie.

W Polsce słyszeliśmy o ogromnych upałach i związanych z nimi zmianach w planach przygotowań Steauy?
Wielkich zmian nie było. Po prostu trenowaliśmy o późniejszych porach, gdy temperatura była już do zniesienia. W środku dnia w Bukareszcie było około 40 stopni.

Odnalazł się pan już w stolicy Rumunii, zaaklimatyzował?
Mam bardzo przyjemny apartament blisko centrum Bukaresztu. Chciałem mieszkać właśnie w tym miejscu, bo mam blisko na stadion. Pierwsze dni upłynęły mi pod znakiem załatwiania wszystkich codziennych spraw, ale nie było to trudne. Tu wszyscy są bardzo miło nastawieni, chętnie służą pomocą obcokrajowcom. W Polsce bywa z tym różnie. Samochód na przykład odebrałem błyskawicznie. Wszyscy w klubie jeżdżą Audi, więc i ja dostałem A3. Miłe autko.

Widzę, że jest pan pod wrażeniem Bukaresztu. Entuzjazm w pana głosie jest łatwo wyczuwalny.
Szczerze? Już będąc w Kolporterze Koronie na nic nie narzekałem i myślałem, że jestem w super profesjonalnym klubie, ale tu przeskok jest ogromny. Polskę i Steauę dzieli przepaść, ten klub jest fenomenalnie zorganizowany. Tu wszystko chodzi jak w zegarku, myśli się tylko o futbolu. A na każdym kroku człowiek czuje, w jak wielkim klubie się znalazł. To inny świat w porównaniu z tym, co znałem wcześniej.

Piłkarsko Steauę i Zagłębie też dzieli przepaść?
Wszyscy mówią, że to my jesteśmy zdecydowanym faworytem, ale wiadomo, że w futbolu wszystko jest możliwe. Na pewno podchodzimy do Zagłębia ze sporym respektem. Zapewniam, że nikt w zespole nie lekceważy mistrza Polski, zwłaszcza po ostatniej niedzielnej odprawie. Trener Hagi długo omawiał silne i słabsze strony Zagłębia, zwracał uwagę na wszystkich zawodników, na ich wady i zalety, na każdy, najmniejszy nawet szczegół. Mnie też, już wcześniej, spytał o parę spraw, ale bardziej, żeby potwierdzić swoje spostrzeżenia. Obejrzeliśmy mecz w Superpucharze, telewizja rumuńska relacjonowała również mecz z Widzewem, więc dokładnie wiemy, czego się spodziewać.

Na których pana nowych kolegów powinni zwrócić uwagę lubinianie?
Sztab Zagłębia pewnie i tak wszystko wie, ale ja roboty mu nie ułatwię. Powiem tylko, że po pierwszych treningach byłem autentycznie pod wrażeniem umiejętności kilku moich nowych kolegów. Których? Zobaczycie w Lubinie.

Wysłannik Zagłębia stwierdził, że w sobotnim meczu ligowym grało się wam ciężko, a mecz był długo wyrównany...
Naprawdę tak powiedział? Nie chce mi się wierzyć, że był na meczu. 2:1 to był najmniejszy wymiar kary. Mieliśmy z dziesięć sytuacji, tylko byliśmy nieskuteczni. Nic nie chciało wpaść do bramki.

Jakim człowiekiem jest Gheorghe Hagi? Uczy już pana strzelać wolne?
Hagi to legenda, gdzie się nie ruszymy, jest od razu rozpoznawany. Każdy chce mieć z nim zdjęcie, każdy prosi o autograf. Na mnie wywarł bardzo pozytywne wrażenie. W Holandii od razu zaprosił mnie na rozmowę, bardzo pomaga mi na treningach, tłumaczy wiele rzeczy. A jak uczestniczy w gierkach, to od razu widać, jak wielkie ma umiejętności. Co do wolnych, to na razie nic nie podpowiadał. W zespole jest zresztą kilku zawodników, którzy mają dobre uderzenie i decyzja, kto strzela, będzie pewnie zależna od dyspozycji w danym dniu.