Prokurator zarzuca mu wręczanie i obiecywanie korzyści majątkowych osobom, które miały wpływ na wyniki spotkań Zagłębia Sosnowiec. Ale to nie wszystko. Niektóre mecze Zagłębia były sprzedawane, a piłkarze na czele z Ujkiem obstawiali ich wyniki w zakładach bukmacherskich. Dla takich ludzi nie ma miejsca w polskiej piłce - apeluje "Fakt".

Sędziowie zamieszani w aferę korupcyjną znikają z ligowych boisk, działacze i trenerzy umoczeni w handel meczami też nie mają szans na powrót do piłki, a tymczasem piłkarze grają w najlepsze. A Ujek jest nawet powoływany do reprezentacji Polski.

Michał Tomczak, szef Wydziału Dyscypliny PZPN, stwierdził, że na czele piramidy korupcyjnej w Zagłębiu stał zawodnik, który dziś ociera się o reprezentację. Naturalnie chodzi o Mariusza Ujka. "Na razie nikt nie wziął się za piłkarzy, którzy byli odpowiedzialni za kupowanie i sprzedawanie meczów. Czas pobłażania na pewno niebawem dobiegnie końca" - podkreśla Tomczak w rozmowie z "Faktem".

O tym, że piłkarz grał w zakładach bukmacherskich w Sosnowcu, wiedzieli wszyscy. Piłkarz niejednokrotnie był widywany w sosnowieckich punktach bukmacherskich. Gdy wiadomość rozeszła się po mieście, piłkarz zaczął obstawiać w sąsiednich Katowicach. W klubie nikt nie złapał go za rękę, ale gdy do Zagłębia wydzwaniali zdenerwowani kibice, Ujek został wezwany na dywanik i ukarany wysoką grzywną.

Nic sobie jednak z tego nie robił, tylko obstawiał mecze. Jak udało się dowiedzieć "Faktowi", Mariusz Ujek często pożyczał spore sumy od piłkarzy, nawet do piętnastu tysięcy. "Ale podobno zawsze oddawał" - dodaje z uśmiechem nasz informator. Widać miał z czego - pisze "Fakt".