Przed rewanżowym spotkaniem Pucharu UEFA z azerskim MKT Araz w Grodzisku Wielkopolskim panuje napięta atmosfera. Dlaczego? Bo piłkarze Dyskobolii podważyli publicznie autorytet swojego trenera Jacka Zielińskiego. Wypomnieli mu w mediach, że w przeciwieństwie do swoich poprzedników - Macieja Skorży i Wernera Liczki - nie zna się na taktyce.

Zastrzeżenia do pracy szkoleniowca zgłaszał także właściciel klubu Zbigniew Drzymała. Milioner w mocnych słowach wyjaśnił swojemu podwładnemu, co nie podobało mu się w sobotnim, przegranym 1:4 meczu z Ruchem Chorzów. "Nie mamy porządnych przedmeczowych odpraw. Zieliński tylko wchodzi do szatni, podaje skład i tyle" - taka anonimowa wypowiedź zawodników z Wielkopolski ukazała się w prasie.

"To chamskie, nieprawdziwe oskarżenia" - denerwuje się w rozmowie z DZIENNIKIEM trener Dyskobolii. "Ja naprawdę dokładnie ustawiam swoich podwładnych na boisku. Fakt, nie pozuję na wielkiego taktyka tak jak moi poprzednicy. Nie stroję się w eleganckie garnitury, nie mam nowoczesnego laptopa. Ale to nie znaczy, że jestem idiotą i że można mnie traktować niczym debila" - mówi.

Zieliński przyznaje, że rozmawiał ostatnio z piłkarzami na temat ich rzekomych wypowiedzi. "Poprosiłem, żeby powiedzieli mi prosto w twarz, co do mnie mają" -kontynuuje szkoleniowiec. "Nikt się nie odezwał. Wobec tego uznaję, że wszystko jest w porządku. Choć nie, pewne problemy mam. Prezes Zbigniew Drzymała nie ukrywa, że nie podobają mu się wyniki drużyny. Jeśli szybko ich nie poprawię, mogę wylecieć na zbity pysk. Liczę się z tym, dlatego chcę dzisiaj wygrać, i to wysoko" - twierdzi.

Rywal Dyskobolii to słaby zespół z jednym oryginałem w składzie. Chodzi o napastnika Anatola Dorosza. Mołdawianin to niebezpieczny facet - w końcu jego wujek działał przez lata w KGB. Ponoć nauczył go sztuk walki, strzałów z pistoletu, a także szpiegowskich technik. "Dobrze, że walczymy z nim na boisku, a nie wręcz, bo byłoby po nas" - śmieją się zawodnicy z Grodziska.

Na murawie Dorosz nie prezentuje się już tak imponująco. W czasach gdy grał w Legii Warszawa, Polonii i Koronie Kielce, strzelił tylko jednego gola w lidze. Co ciekawe, trafił właśnie w spotkaniu z Dyskobolią. Szalał wówczas z radości - zdjął koszulkę i zaczął biegać wokół boiska, mimo że temperatura był mróz i padał śnieg.

"Kilka osób w Polsce skreśliło mnie przedwcześnie" - mówi Mołdawianin. "W czwartek pokażę im, że potrafię grać w piłkę" - dodaje. Ma zapewne na myśli drugiego Jacka Zielińskiego w polskiej piłce, byłego trenera Legii Warszawa, prowadzącego obecnie Kolportera Kielce. Dorosz pokłócił się z nim podczas pobytu w stolicy. Uznał, że szkoleniowiec faworyzuje innych piłkarzy. Chodził tak sfrustrowany, że omal nie pobił na zajęciach Jakuba Rzeźniczaka.

"Uważał, że jestem ulubieńcem trenera, dlatego mnie nie lubił. Ten gość zachowywał się dziwnie, pewnie dlatego, że był sfrustrowany siedzeniem na ławce" - wspomina dziś Rzeźniczak. I dodaje - "Nie jest to wielki zawodnik, ale radzę chłopakom z Grodziska nie spuszczać go z oczu nawet na sekundę. To bardzo szybki piłkarz. Jak się urwie obrońcom, może strzelić gola" - twierdzi.

"Spokojnie, nie pozwolę ani Doroszowi, ani nikomu innemu nas załatwić" - twierdzi Zieliński. "Pokonując w sparingach Dynamo Kijów i Arminię Bielefeld, udowodniliśmy, że jesteśmy mocni. Mam nadzieję, że ta forma z meczów towarzyskich przeniesie się wreszcie na spotkania o stawkę" - mówi.

Trener Dyskobolii nie ukrywa, że najbardziej liczy na Adriana Sikorę. Ten napastnik o budowie skoczka narciarskiego - 170 cm wzrost, 65 kg wagi - to najgroźniejszy zawodnik w klubie. W 109 meczach ligowych strzelił 41 goli. Za to w sześciu meczach w Pucharze UEFA nie zdołał jeszcze pokonać bramkarzy rywali. "Najwyższy czas, by się wreszcie przełamać i pokazać w Europie" - uważa Sikora.