Kolporter Korona jako pierwszy klub w Polsce zawiesił piłkarza podejrzanego o korupcję, Marcina Drzymonta. To pana inicjatywa?
Decyzję podjęliśmy wspólnie z zarządem, ale bez wahania. Gdy Zagłębie Sosnowiec wyartykułowało oskarżenia pod adresem konkretnych zawodników, nawiązaliśmy z tym klubem kontakt, pytając jakie były podstawy tej decyzji. Gdy usłyszeliśmy, że papiery z prokuratury, na których pojawia się nazwisko pana Drzymonta, odsunęliśmy go od gry. Odsunęliśmy czasowo od reprezentowania naszych barw, a nie zawiesiliśmy. Bo my nie występujemy w roli sędziów. U nas w klubie nie ma po prostu miejsca dla zawodników zamieszanych w korupcję.

Starsi zawodnicy twierdzą, że zamieszanych jest 80 procent piłkarzy.
Nawet gdyby zamieszanych było 99 procent zawodników, powinno się ich ukarać. Za korupcję musi być kara i to nie tylko w piłce, ale w każdej dziedzinie. Każdy musi odpokutować za swoje winy. Wina bez kary to jest zachęta.

A jeśli będzie pan w ten sposób tracił kolejnych piłkarzy?
To są młodzi, którzy się nie parali tym procederem. Jak będzie trzeba zagramy juniorami.

Mariusz Ujek nie mógłby grać w Kolporterze?
Nigdy. Ale ja nie chcę wkraczać w kompetencje zarządów innych klubów. Uważam poza tym, że kara musi być nie tylko nieuchronna, ale też adekwatna do winy i stopnia przewinienia. Inna dla tych, których udział w korupcji był śladowy i dla tych, którzy rządzili całym tym systemem. Gdy ktoś stał z boku, może dostać wyrok w zawieszeniu. Chodzi jednak o jasny sygnał, że w piłce nie ma miejsca na korupcję. U nas na pewno go nie ma.

Co dalej z Drzymontem?
Jeśli jest niewinny, to na jego miejscu, po publicznym oskarżeniu ze strony sosnowiczan, natychmiast wytoczyłbym sprawę o zniesławienie. Nie wiem, czy on to zrobił, bo nie mam kontaktu z panem Drzymontem. Ale wiem, że zarząd podziela moje zdanie. Czekamy na wyjaśnienie sprawy. Wyjaśnienie to uniewinnienie lub wyrok.

Jeśli Drzymont straciłby pracę w Kielcach, może ją podjąć gdzie indziej. Michał Listkiewicz mówił kiedyś o potrzebie stworzenia "czarnej listy" ludzi, których nikt by nie zatrudniał. Jest pan za?
Co to znaczy "czarna lista"? To abstrakcyjna sprawa. Kto by nią administrował, wpisywał na nią nazwiska? Każdy klub powinien działać według własnych zasad etycznych. Lista może obowiązywać w sensie umownym - w każdym klubie. My taką mamy.

A ma pan pewność, że piłkarze lub trenerzy Kolportera Korony nigdy nie kupili żadnego meczu? Nawet w trzeciej lub drugiej lidze?
Pewność mam, że nie zrobił tego zarząd klubu ani ja. Całkowitą. Mówiliśmy w szatni wiele razy, że nas korupcja nie interesuje i że jak się dowiemy lub dostaniemy najmniejszą poszlakę, że ktoś robi coś nieuczciwego, to momentalnie nie będzie go w klubie. Mam więc dużą dozę pewności, choć ręki za wszystkich uciąć sobie nie dam.

Marka pana firmy, Kolporter, nie cierpi przez aferę korupcyjną i przez to, że sponsoruje piłkarzy?
Niech pan sam sobie odpowie na to pytanie. Czy tracimy, zwalczając i to skutecznie, rasizm, chuligaństwo, a teraz korupcję? Nie wydaje mi się. Będąc między wronami, nie trzeba wcale krakać. Wszyscy nam kiedyś wróżyli, że nic się nam nie uda. A my pokazujemy, że można uczciwie funkcjonować i mieć sukcesy.

Nie jest pan rozczarowany, że pan walczy z patologiami a PZPN - nie za bardzo?
Rozczarowany jestem, że sytuacja tak wolno się wyjaśnia. Choć ja mam łatwiej, bo w przeciwieństwie do PZPN mam taki komfort, że decyzje mogę podjąć jednoosobowo. Moje decyzje natychmiast obowiązują, a w PZPN są zawsze długie dyskusje wielu ludzi, kierujących się sympatiami i antypatiami.

Na koniec spytam o sprawy czysto piłkarskie. Pojawiają się głosy, że trochę odsunął się pan na bok, zostawił klub Pawłowi Janasowi.
A kto tak mówi? Jest odwrotnie, bo spotykam się z prezesem Żakiem i Pawłem Janasem nawet częściej niż z poprzednimi władzami - bo Paweł jest długo w futbolu, ale krótko w naszej firmie, a prezes Żak odwrotnie - długo w Kolporterze, ale krócej przy piłce. Dużo rozmawiamy.

Po meczu w Bełchatowie były męskie rozmowy?
Czułem duży zawód nie tyle wynikiem, co postawą piłkarzy. Sam uprawiam sport i wiem, że trzeba przede wszystkim walczyć. A stylu moich piłkarzy mi zabrakło. Na szczęście przeciwko Lechowi udowodnili, że wiedzą, co znaczy ambicja, agresja, wola zwycięstwa. Dlatego wygrali i mogą wygrywać kolejne mecze.