Czy Zagłębie Lubin przeżywa kryzys?
Jaki kryzys? Przegrywasz z wicemistrzem Rumunii i uczestnikiem Ligi Mistrzów, przegrywasz z Wisłą Kraków - to się może zdarzyć. Zwłaszcza, że oba mecze mogły si inaczej potoczyć i absolutnie nie zostaliśmy w tych spotkaniach zdeklasowani.

Jednak wiosną graliście o niebo lepiej.
Mieliśmy Piszczka, w formie był Chałbiński. Ci dwaj piłkarze zdobyli dla nas 23 gole. Dlatego nie zdarzały się mecze, w których choć raz nie pokonaliśmy bramkarza. Teraz ten atak, nasz największy atut, nam się zepsuł. Jeden napastnik wyjechał, a drugi - po kontuzji - jeszcze nie przyjechał. Nowi piłkarze, jak widać, nie do końca potrafią zapełnić tę lukę. Poza tym Steaua troszkę zmąciła nam poczucie pewności siebie, może nawet przetrąciła kręgosłup i w ostatnich dniach niektórzy moi piłkarze nie byli sobą. No i jest jeszcze ostatni aspekt całej sprawy - przygotowania do sezonu nie przebiegały tak, jak powinny. Przez dziesięć dni mieliśmy boisko zalane wodą. Piotrek Włodarczyk się śmiał, że nie możemy trenować, bo byśmy przeszkadzali Otylii Jędrzejczak. Wie pan, co to jest dziesięć bez boiska w takim okresie? Ale nie chcę się tłumaczyć...

Może jednak wytłumaczyć się trzeba - Zagłębie to mistrz Polski, a to zobowiązuje.
To nie jest tak, że przestaliśmy grać w piłkę. Niektórzy znów zaczęli nas lekceważyć i się na tym sparzą. Weźmy Legię - wygrała z Cracovią 1:0, szczęśliwie strzeliła gola przed przerwą w Zabrzu, dzięki czemu potem idealnie ułożył się jej mecz i jest wielka. Bo od wielkości do małości jest naprawdę bardzo blisko. Sami tego teraz doświadczamy. Ale jest też tak, że każdy ma swój pułap. I ten zespół, w tym składzie, w poprzednim sezonie osiągnął maksimum. Byliśmy drużyną na boisku i poza nim, graliśmy mądrze, momentami porywająco. Ale to była polska liga. Steaua postawiła nam wymagania, jakich nikt wcześniej nigdy nie stawiał.

Wyjątkowo nietrafiony wydaje się transfer Piotra Włodarczyka.
Zespół go przyjął bardzo dobrze, ale Piotrek jak na razie nie strzela goli. To naturalne, że liczyliśmy na coś innego. Ale pamiętajmy też, że sezon tak naprawdę ruszył tydzień temu, więc może za wcześnie na ścinanie głów?

Ale trzeba było Włodarczyka w ogóle kupować?
Byliśmy przyciśnięci do ściany. Z powodów finansowych nie udało nam się ściągnąć Nowaka i Gajtkowskiego, Chałbiński nie był gotowy do gry. Zostalibyśmy tylko z Mierzejewskim i Pawłowskim. Z napastników do wzięcia był Włodarczyk i uznaliśmy, że jego doświadczenie się nam przyda. I cały czas mamy nadzieję, że tak będzie. Może już w Bukareszcie?

A nie jest też tak, że trochę za bardzo zaczął pan tasować składem? Niektórym piłkarzom nie wyszło to na dobre.
Szczypkowski wypadł nam na miesiąc z powodu kontuzji, to samo Chałbiński, w trakcie przygotowań kontuzji doznał jeszcze Łobodziński. To są zawodnicy, którzy stanowili o sile drużyny, a teraz nie są w optymalnej formie. Dla nich obecna sytuacja, gdy często rozpoczynają mecze na ławce rezerwowych, jest trudna do zaakceptowania, ale zawodowiec musi dbać o siebie nie tylko wtedy, gdy gra, ale także wówczas, gdy nie gra.

Kiepsko prezentuje się też Maciej Iwański. Leo Beenhakker powiedział, że to piłkarz na Zagłębie Lubin, ale nie na reprezentację Polski.
Nie chcę komentować tych słów. Powiem tylko, że ja widzę Iwańskiego codziennie, a Beenhakker widział raptem przez kilka godzin…

A może pan popełnił błąd, forując nową taktykę. Może tylko zrobił pan bałagan w zespole?
Taktyka była dobra. Europa stawia inne wymagania i gdybyśmy zagrali przeciwko Rumunom tak, jak graliśmy w polskiej lidze wiosną, to nasi rywale w rewanżu mogliby wystawić rezerwy. Już by było po wszystkim.

W meczu ze Steauą, mówiąc eufemistycznie, nie jesteście faworytem. Nasze drużyny kompromitowały się też w Pucharze UEFA. Polska piłka sięgnęła dna?
Powiem panu tak - ŁKS w 1998 roku był mistrzem Polski, dziś jeździ wokół Łodzi i szuka boiska treningowego, tuła się z miejsca na miejsce. Potem mistrzem była Polonia i trenowała na trawnikach w parku. Wisła, sięgające po trofea niemal co roku, nie ma żadnej bazy treningowej. I Legia też nie. Chcemy stawiać piękne budowle, a zapominały o fundamentach. Zadowalamy się krótkotrwałym sukcesem, grzejemy się przy ognisku i nic z tego nie wynika. Bo potem trafiamy na Azerów i zaczyna się problem… Stwórzmy warunki do treningów i wyszkolmy piłkarzy, bo na razie chcemy iść na skróty. A jest takie powiedzenie, że skróty to najdłuższa z możliwych dróg między punktem A i B.

Zasiejmy trawę, wkopmy bramki i poziom piłki się podniesie?
Gwarantuję, że tak. I jeśli już ktoś odniesie sukces, to będzie to sukces trwały. Bo na razie w polskiej lidze nikt nie uczy piłkarzy grać. Słychać tylko rozmowy - ten się wyróżnił, tego weźmiemy, menedżer nam załatwi kogoś na lewą stronę… Trzeba tworzyć kompleksy sportowe, zatrudniać trenerów od młodzieży. Gdybym był prezesem klubu, zatrudniłbym trenerów od juniorów z Holandii, Francji. I spokojnie czekał na efekty. A u nas mnoży się etaty dyrektorów sportowych, dyrektorów wykonawczych… Podam panu jeszcze jeden przykład - przyjechał do nas chłopak z Portugalii, Tiago. On wszystko wie - jak się poruszać, co robić, jest po prostu ułożony, wyszkolony od A do Z. Jeszcze nie zaistniał w seniorskiej piłce, ale jako piłkarz Benfiki przeszedł prawdziwą szkołę. A u nas jak ktoś odchodzi z pierwszoligowego klubu to widać, że ktoś tam z nim pracował? Nie zawsze, a raczej rzadko kiedy.

Wyniki w pucharach dobitnie pokazują, że poziom polskiej ligi jest żenujący.
Gdyby Wisła Henryka Kasperczaka, gdzie w drużynie byli sami reprezentanci Polski, trafiła na Steauę, to pewnie by się tak po niej przejechała, że nie musiałaby jechać na rewanż. Ale teraz najlepsi polscy zawodnicy są rozrzuceni po wielu klubach, a nie skupieni w jednym zespole…

Smutny ten wywiad. W Bukareszcie potrzebny jest cud?
Steaua, jeśli chodzi o sposób gry, jest w naszym zasięgu. Jeśli zagra tak jak w Lubinie, to mamy duże szanse. Ale pod jednym warunkiem - co najmniej ośmiu czy dziewięciu piłkarzy musi zagrać na życiowym poziomie. Tak jak nie zagrali jeszcze nigdy bądź grali bardzo rzadko… Czyli wszystko w naszych nogach.