No i co prezesie, zawalił pan?
Ja? Nie... Ze swojej strony zrobiłem wszystko, co mogłem, byśmy awansowali do Ligi Mistrzów. Niestety, mieliśmy dość małe pieniądze na transfery i na rynku nie mogliśmy jakoś specjalnie poszaleć. Ale z drugiej strony te sumy, jakie mogliśmy wydać, spożytkowaliśmy dobrze. Wie pan, piłka nożna to w dużej mierze gdybanie -no bo co by było, gdyby w Bukareszcie mógł zagrać nasz nowy napastnik, Andre Nunez?

Pewnie nic - na razie strzela gole od święta.
Ale strzeliłby gola w Bukareszcie i gazety pisałyby, że to transfer roku. A coś w nim musi być, skoro kupieniem go od nas zainteresowała się Steaua.

Jak pokazały mecze, Steaua ma wielu przeciętnych piłkarzy. Być może jeden więcej nie zrobiłby im różnicy.
Nie żartujmy. Naprawdę udało nam się sprowadzić bardzo dobrego zawodnika. I nie trzeba krytykować wszystkiego, co ma związek z Zagłębiem Lubin. Bo jest coś takiego, że ludzie wciąż nie dostrzegają, iż od roku nasz klub przybrał zupełnie inną postać. Mamy świetnego, młodego trenera, skutecznego - choć nie szukającego blasku fleszy - dyrektora sportowego, mamy cały sztab ludzi, dla których praca nie jest przerzucaniem się gorącym kartoflem. Tymczasem jeśli coś się o nas pisze, to negatywnie. Tylko krytyka i krytyka... Przegraliśmy ze Steauą, ale to nic nie zmienia - wciąż jesteśmy najlepszym klubem w Polsce.

Trener Michniewicz powiedział, że aby dostać się do Formuły 1, najpierw trzeba zbudować bolid. A polskie kluby ciągle próbują tam wjechać maluchem albo w ogóle na gapę...
To trener jest mechanikiem, on musi tak to wszystko podkręcić, żeby furczało. Absolutnie nie mam poczucia, że w skali europejskiej jeździmy maluchem, bo ze Steauą ścigaliśmy się jak równy z równym. Chociaż oczywiście porównanie rozumiem i wiem, że ciężko porównywać się z klubami, które mają od nas dziesięciokrotnie większy budżet.

Naprawdę nie ma pan poczucia straconej szansy?
Jak kiedyś przeczytałem - po stokroć lepiej żałować czegoś, co się zrobiło, niż tego, czego się nie zrobiło. I ja się cieszę, że o tę Ligę Mistrzów zagraliśmy, za rok postaramy się to zrobić ponownie. Mówiąc szczerze, bałem się przed tymi spotkaniami, czy to wszystko nie skończy się jakąś wielką kompromitacją. Ale tak nie było. Podobał mi się tytuł ze "Sportu" - "Przegrali, ale z wielkim honorem". A wie pan, patrząc na porównania obu klubów, na nasz dorobek, na budżety, mogło być naprawdę różnie.

Nie warto było latem trochę głębiej sięgnąć do kieszeni?
Legia wydała w tamtym roku kilka milionów euro na transfery. I też nie awansowała. Tak naprawdę, żeby dokonać wzmocnień niemal gwarantujących grę w Champions League, trzeba byłoby wydać nie piętnaście milionów złotych, ale co najmniej czterdzieści. A na to nas na razie nie stać. W Lubinie ma powstać coś stałego, sukces od wielkiego dzwonu nas nie interesuje. Na przykład dziś rozstrzygnięto przetarg i wyłoniono wykonawcę nowego stadionu. Mam nadzieję, że łopata zostanie wbita już we wrześniu, a za dwa lata otworzymy piękny obiekt. To nawet coś więcej niż awans do Ligi Mistrzów, coś, co zostanie na lata.

Pan jako pierwszy kopnie piłkę na nowym stadionie, dokona wielkiego otwarcia?
Chciałbym, choć być może, żeby kopnąć piłkę, najpierw będę musiał ją złapać, siedząc na trybunach, wśród kibiców. Bo nie ja się w Zagłębiu zatrudniałem i nie ja się będę zwalniał. Co będzie za dwa lata - trudno zgadnąć.

W sobotę czeka was bardzo trudny mecz w Bełchatowie. Może się zaraz okazać, że przegraliście cztery mecze z rzędu.
Po pierwsze - sądzę, że wygramy. Po drugie - jakie cztery mecze? Raptem były dwie kolejki ligowe i jedna przegrana - ulegliśmy Wiśle Kraków. Zdarza się. Steaua? Trudno, porażki są wliczone w funkcjonowanie klubu. Do końca sezonu bardzo daleko i mam nadzieję, że będziemy grać tak jak w Bukareszcie. Bo ta sama walka, która tam przyniosła nam nikłą porażkę, w naszej ekstraklasie gwarantuje mistrzostwo. Jeszcze w kwestii lamentowania, wyliczania porażek - problem to my mieliśmy rok temu, za czasów trenera Klejndinsta. Wówczas zespół grał słabo i przegrywał. Teraz problemu nie ma.

Do tej pory piłkarze zapewniali panu bezstresową prezesurę, wygrywając mecz za meczem. Nikt nie wie, jak się pan zachowa w obliczu kryzysu. Co będzie, jeśli Zagłębie zacznie seryjnie przegrywać?
Może trzeba będzie porozmawiać z niektórymi piłkarzami, może z trenerami, a może ktoś będzie musiał porozmawiać z prezesem? Nie wiem. Na razie jestem bardzo spokojny o ten zespół i o trenera Michniewicza. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dlatego po meczach ze Steauą jesteśmy jeszcze silniejsi.