Zawsze jest ciekawie. Dopóki Jose Mourinho będzie atakował, Ferguson będzie mu oddawał, a Benitez przynudzał - to też ma swój urok, wpływy Premiership z transmisji telewizyjnych będą rosnąć - ostatnio przekroczyły miliard funtów rocznie.

Faworytem bukmacherów jest Manchester United, faworytem kibiców Liverpool. "Czerwone Diabły" jeszcze bardziej odmłodziły skład, co wcale nie znaczy, że się osłabiły. Wręcz przeciwnie - Nani, Anderson, Carlos Tevez.

"To wspaniałe nabytki, ale liczę także na innych młodych. Jeśli Rooney i Cristiano Ronaldo dojrzeją, a Evra czy Fletcher będą silniejsi psychicznie, na pewno obronimy tytuł" - powiedział menedżer MU Alex Ferguson. O Tomaszu Kuszczaku nie wspomniał, choć pierwszy bramkarz Edwin van der Sar przyznaje się, że zdrowie już nie to i że kilka razy da pograć młodszemu koledze.

Kibice faworyzują Liverpool chyba tylko ze względów sentymentalnych. Wprawdzie Rafael Benitez sprowadził za 20,5 miliona funtów Fernando Torresa, aby "drużyna strzelała więcej goli, a jej mecze stały atrakcyjniejsze", ale tak naprawdę nic się nie zmieni, bo menedżer Chelsea - podrażniony do granic wytrzymałości - jeszcze nigdy nie pałał taką żądzą rewanżu jak teraz.

"Mamy już Florenta Maloudę, jesteśmy i byliśmy najlepsi, tyle że w zeszłym sezonie wiele osób przestało nam wierzyć. Teraz musimy odzyskać wyznawców" - powiedział kapitan Chelsea Frank Lampard, który uruchomił swoją własną telewizję. Na razie tylko w sieci telefonii komórkowej.

W Arsenalu jak zwykle nie było spektakularnych transferów. Londyńczycy sprzedali do Barcelony Thierry'ego Henry'ego, a nie kupili nikogo o porównywalnej klasie, bo upierają się, że Francuza wkrótce zastąpi któryś z młodych - jak nie Eduardo da Silva, to Nicklas Bendtner. Jeśli ktoś w to wierzy, niech postawi u bukmacherów na mistrzostwo dla Arsenalu. Za jednego funta można wygrać aż dziesięć.