Przed podjęciem pracy w Wiśle przekonywał pan, że nie podzieli losu poprzednich trenerów tego klubu: Nawałki, Okuki, Engela, Liczki, Kowalika, Petrescu, którzy pracowali u Bogusława Cupiała ledwie po kilka miesięcy. Sądząc po wynikach Wisły, chyba rzeczywiście zabawi pan w Krakowie znacznie dłużej.
Byłem przekonany, że mając do dyspozycji takich zawodników, będę w stanie to wszystko ładnie poskładać. I rzeczywiście zaczęliśmy sezon bardzo dobrze. Tyle że teraz będzie coraz trudniej wygrywać. Szybko zostaliśmy liderem i rywale grają przeciwko nam coraz ostrzej. Ostatnia kontuzja Andrzeja Niedzielana jest tego najlepszym dowodem. Po prostu kości trzeszczą.

Niedzielan nie zagra przez pół roku. Ma pan pomysł, jak go zastąpić?
Nigeryjczyk Dudu, który trenuje z nami od jakiegoś czasu, to jedna z możliwości. Bierzemy też po uwagę wypożyczenie dobrego napastnika, który będzie od razu gotowy do gry w pierwszym składzie. Nie zdradzę jakiego, bo zaszkodziłbym tej transakcji.

To napastnik z Polski?
Nie, w naszej lidze nie ma w tej chwili nikogo sensownego do wzięcia.

Dlaczego nie zaryzykuje pan i wstawi do pierwszego składu u boku Brożka któregoś z młodych zdolnych: Małeckiego, Boguskiego, Ćwielonga?
Mam już odpowiednią liczbę zawodników do ogrywania i aby nie zachwiać proporcji, muszę sprowadzić kogoś gotowego do gry. Po prostu trzeba utrzymać stan posiadania, jeśli mamy walczyć o mistrzostwo Polski.

A nawet go powiększyć. Co z transferem Wojciecha Łobodzińskiego z Zagłębia Lubin?
Cały czas rozmawiamy, jestem też w kontakcie z trenerem Zagłębia Cześkiem Michniewiczem, żeby nie pomyślał, że coś chcę zrobić za jego plecami. Do końca okresu transferowego zostało kilkanaście dni i sądzę, że Wojtek będzie grał u nas.

A Iwański?
Bez szans. Maciek jest dla nas zbyt drogi.

Wisła wygrywa mecz za meczem, ale też wyraźnie sprzyjają jej sędziowie. Tak było w meczach z Kolporterem i Górnikiem. Po co wspierają i tak bardzo silną drużynę?
Pomylili się i tyle. Jak na nich patrzę i widzę, pod jaką są presją, to aż mi się szkoda robi. Wiem, jak są szykanowani. Oni się trzęsą, aby jakiegoś błędu nie popełnić. Jedyne, co mogą zrobić teraz piłkarze i trenerzy, to nie komentować ich pracy, bo nie ma sensu zaogniać sytuacji.

Sądzi pan, że już nie "kręcą lodów"?
Z tego, co wiem, to takich rzeczy już w lidze nie ma. A co do tych pomyłek na naszą korzyść to mogę zacytować Andrzeja Strejlaua, które twierdzi, że suma szczęścia zawsze równa się zero. Teraz je mieliśmy, później nam go zabraknie.

Nie żal panu było tak brutalnie ogrywać swojego dawnego szefa i człowieka, który pana wykreował, Pawła Janasa?
Paweł w żartach zapytał mnie, dlaczego mu to zrobiłem. "Nie wystarczyłoby ci 1:0"? Umówiliśmy się na rewanż wiosną. Odpowiedziałem, że poczuję się zwycięzcą, jeśli do tego czasu wciąż będę trenerem Wisły.

A jednak nie do końca zapomniał pan, jak traktuje trenerów Bogusław Cupiał. Właściciel Wisły znów zaczął pojawiać się na trybunach stadionu. To podobno bardzo dobry znak dla szkoleniowca.
Cieszę się, że ma co oglądać. Rozmawiałem z panem Cupiałem już kilka razy i jestem zbudowany przedstawioną mi wizją rozwoju drużyny. Przypomnę jednak, że to dopiero piąty tydzień mojej pracy, mogą zdarzyć się upadki. Nie mam co do tego wątpliwości, że nie zawsze będzie tak różowo jak teraz.

Bogusław Kaczmarek po tym, jak zagraliście w meczach towarzyskich z Regginą i Sevillą, powiedział, że Wisła jest już zespołem średniej klasy europejskiej.
Miłe słowa trenera, trochę bym je jednak skorygował. Mamy momenty, w których gramy na europejskim poziomie. Moja w tym głowa, jak je wydłużyć.

Warto było jechać na ten turniej do USA?
I to nawet bardzo. Ograliśmy zdobywcę Pucharu UEFA i nabraliśmy pewności siebie. Sukcesu w niczym nie umniejsza fakt, że to był tylko turniej towarzyski. Widziałem, co działo się na ławce rezerwowych Hiszpanów w końcówce meczu i zapewniam, że bardzo chcieli z nami wygrać.

Piłkarze Wisły przed sezonem twierdzili, że woleliby jako trenera Wojciecha Stawowego. Ich zdaniem pan był znany z defensywnego ustawienia.
Ja też bym wolał prowadzić Bayern niż Wisłę. Nie zastanawiałem się, co myślą o mnie piłkarze, podejmując pracę w Wiśle. Mam z nimi bardzo dobre stosunki. Taktykę dobiera się pod konkretnych zawodników. Grać defensywnie, mając do dyspozycji takich piłkarzy jak w Wiśle, to byłby grzech.

Nie tęskni pan za pracą w reprezentacji Polski?
Tu w Krakowie czuję się jak w reprezentacji. Podobne ciśnienie, podobni zawodnicy i także ogromne zaangażowanie.

Sądząc po tym, jak zdemolowaliście poprzednich rywali, sobotni mecz w Widzewem w Łodzi to będzie spacerek.
Niech pan nie żartuje. To bardzo nieprzyjemny rywal. Zresztą skaleczyli nas już, wygrywając 1:0 w sparingu przed sezonem.