Szczęsny powiedział, że Wdowczyk, który w 2009 roku został skazany za udział w aferze korupcyjnej, blokował jego transfer do Arsenalu. Poniżej fragment wywiadu bramkarza reprezentacji Polski dla portalu weszlo.com:

Pewnego razu zadzwonił ojciec i powiedział, że trener Wdowczyk absolutnie się nie zgadza na transfer. Choć nie. Inaczej. Wdowczyk powiedział: zgadzam się, jeśli... Resztę można sobie dopowiedzieć.

O co chodziło?

Wdowczyk z różnych powodów nie chciał dopuścić do tego transferu. Nie no, właściwie z jednego powodu.

Jakiego?

Pomidor. Ani razu z nim na ten temat nie rozmawiałem. Miałem kontakt tylko z moim ojcem i Jackiem Bednarzem, który wtedy był moim menedżerem.

Wdowczyk chciał kasę za twój transfer?

Jak nie wiadomo o co chodzi... Tata się mocno wkurzył i zagrał pokerowo. Poszedł do prezesa Waltera i powiedział, że mam życiową szansę, że teraz albo nigdy! No i pan Walter okazał się człowiekiem bardziej ludzkim, życzliwym, rozumiejącym sytuację ojca, którego syn może znaleźć się w piłkarskim Oksfordzie. Prawdę mówiąc w tamtym czasie był to bardziej problem Macieja Szczęsnego niż Wojtka. Ja byłem zafiksowany na Legię. Na szczęście ojciec Walter zrozumiał ojca Szczęsnego. I tak droga do Arsenalu została otwarta. Prawda jest taka, że gdyby nie Mariusz Walter nigdy, podkreślam – nigdy nie przeszedłbym do Arsenalu. Tu nawet nie chodziło o jego wyczucie biznesowe, a zwyczajne, ludzkie zachowanie.

Dzień później pojawiło się sprostowanie napisane przez Dariusza Wdowczyka, który nazwał wypowiedź Szczęsnego szczeniackim wybrykiem i kompletnie odciął się od insynuowanych przez niego oskarżeń.

Poniżej znajduje się treść sprostowania napisanego przed Dariusza Wdowczyka dla portalu legia.net:

Szanowny Panie,

Na łamach LEGIA NET zapoznałem się z wypowiedzią Wojciecha Szczęsnego, która w części dotyczy także mnie. Stwierdzam z żalem, że Wojciech Szczęsny mija się z prawdą, w dodatku pozwala sobie na insynuacje, które w tej sytuacji nie mogą pozostać bez odpowiedzi.

Nie jest prawdą, że Wojciech Szczęsny był w czasie, o którym opowiada, a więc gdy zapadała decyzja dotycząca jego transferu do Klubu Arsenal, wybitnym piłkarzem Legii. Przeciwnie, choć dobrze zapowiadający, pozostawał jednak w jej głębokich rezerwach, odległych od składu pierwszej drużyny. Gdy więc wyniknęła kwestia jego transferu, jako ówczesny trener i dyrektor sportowy, zwróciłem się o opinię do odpowiedzialnego za pracę z bramkarzami, p. Dowhania. Z jego opinii wynikało, że Szczęsny powinien pozostać w Legii. Dalszymi losami Szczęsnego nie zajmowałem się, a decyzje w jego sprawie podejmował Zarząd Klubu.

Jest stałą praktyką, że Klub, w związku z transferem, otrzymuje odpowiednie świadczenia finansowe od Klubu pozyskującego zawodnika. Czy i jak te sprawy kształtowały się w przypadku Szczęsnego – nie wiem, z całą jednak pewnością, wbrew jego insynuacjom, ani nie wysuwałem jakichkolwiek roszczeń finansowych ani ich nie oczekiwałem. Traktuję te wypowiedzi jako szczeniacki wybryk, mający być może na celu podkreślenie znaczenia i roli Wojciecha Szczęsnego w sporcie, nie mający jednak niczego wspólnego z prawdą i rzetelnością.

Będę Panu wdzięczny za sprostowanie wypowiedzi Szczęsnego, są one bowiem w części, mnie dotyczącej, całkowicie nieprawdziwe i naruszają moje dobra osobiste, na co godzić się nie zamierzam.

Z wyrazami szacunku
Dariusz Wdowczyk

Co ciekawe, wywiad powstał jeszcze przed meczem Polski z Portugalią. Wojciech Szczęsny mógł go autoryzować, ale powiedział "Jak nie odeślę do piątku, to puszczajcie tak jak jest!". Nie uczynił tego i zgodnie z umową z portalem weszlo.com wywiad został puszczony bez autoryzacji.