Mistrzostwa świata do lat 20 odbywały się w Port Moresby, stolicy Papui-Nowej Gwinei. W listopadzie i grudniu pogoda w tym miejscu jest zupełnie inna niż np. w Europie.

"To rzeczywiście dwa różne światy. W Papui-Nowej Gwinei było 35 stopni, w Polsce około zera. Dużym wyzwaniem była też różnica czasu, aż dziewięć godzin. Po powrocie potrzebowałam kilku dni na aklimatyzację. Zresztą tam też nie było łatwo. Przyleciałyśmy w niedzielę, a już w poniedziałek biegałyśmy tzw. test Yo-Yo. To rodzaj testu wytrzymałościowego polegający na 20-metrowym biegu wahadłowym z narastającą prędkością. Po każdym 40-metrowym odcinku mamy 10 sekund przerwy. Są określone limity czasu dla kobiet i mężczyzn" - powiedziała PAP Mularczyk.

Polska sędzia prowadziła dwa mecze fazy grupowej: Ghana - Nowa Zelandia (0:1) i Wenezuela - Meksyk (2:3). Z kolei w spotkaniu ćwierćfinałowym Japonia - Brazylia (3:1) była arbitrem technicznym.

"To była moja pierwsza impreza FIFA rangi mistrzowskiej. Prowadziłam mecze z udziałem drużyn spoza Europy, zresztą tak mniej więcej układano obsadę sędziowską. Pewnym wyzwaniem - jak przynajmniej się zapowiadało - było spotkanie Wenezueli z Meksykiem. W ich wcześniejszych pojedynkach grupowych pokazywano dużo kartek. Nastawiałam się na bardzo twarde zawody, ale nie było tak źle. Tylko trzykrotnie sięgałam po żółte kartki, choć to rzeczywiście inny futbol niż europejski. Więcej temperamentu, gestykulowania na boisku. Muszę jednak przyznać, że oba zespoły, zwłaszcza Meksyk, pokazały wysoki poziom piłkarski. Trochę było mi szkoda Meksykanek, które w ćwierćfinale odpadły po golu w ostatnich sekundach (1:2 z USA - PAP)" - przyznała sędzia.

Turniej w Papui-Nowej Gwinei wygrała Korea Północna, która w finale pokonała Francję 3:1.

"Triumf tej reprezentacji nie jest zaskoczeniem. Można się było tego spodziewać. Zresztą kilka tygodni wcześniej reprezentantki Korei Północnej zostały mistrzyniami świata do lat 17. Jeśli chodzi o turniej w Port Moresby, w gronie faworytek były też m.in. Niemki, Japonki. Koreanki od początku były mocne, to szybki, dobrze wyszkolony zespół" - analizowała.

Mecze MŚ do lat 20 odbywały się aż na czterech stadionach w Port Moresby.

"Wszystkie naprawdę ładne, z murawami odpowiedniej jakości i porządnymi trybunami. Natomiast jeśli chodzi o samą organizację, byłam świadkiem różnych sytuacji, np. dwa dni przed turniejem widziałam niedaleko naszego hotelu dużą tablicę świetlną, która informowała, że mistrzostwa zaczynają się za... cztery dni. Jeszcze w dniu inauguracji robiono coś na stadionach, kręciło się dużo ludzi. Ale tam jest właśnie taka mentalność. Do wszystkiego podchodzi się spokojnie, na zasadzie, że na pewno się zdąży" - opowiadała.

Mularczyk na oficjalnej stronie FIFA w rubryce hobby ma wpisane "sport i podróże". Teoretycznie więc mogła połączyć przyjemne z pożytecznym. W praktyce jednak, jak przyznała, niewiele było możliwości poznania Papui-Nowej Gwinei.

"Nie miałyśmy zbyt dużo czasu, a poza tym nie mogłyśmy opuszczać hotelu. To niebezpieczny kraj, zwłaszcza dla kobiet. Samemu lepiej nie chodzić po ulicach. Miałyśmy jednak jeden dzień wolny, w trakcie którego zorganizowano nam wycieczkę krajoznawczą m.in. po wybrzeżu i Parku Natury. Ogólnie jednak najczęściej poznawałyśmy kraj przez szyby pojazdów w drodze z hotelu na stadion i boiska treningowe" - przyznała.

Mularczyk jest uznawana za najlepszą polską sędzię piłkarską. W styczniu 2015 roku awansowała do grupy Elite – najlepszych w Europie. Jej sportowym marzeniem są m.in. mistrzostwach świata we Francji w 2019 roku.

Pod koniec lipca departament sędziowski FIFA przysłał do PZPN zaproszenie dla Szymona Marciniaka (i asystentów) na szkolenie dla perspektywicznych sędziów, którzy będą przygotowani do prowadzenia spotkań MŚ Rosji w 2018 roku. Podobne wyróżnienie spotkało Mularczyk, którą FIFA wskazała wśród potencjalnych arbitrów głównych najbliższego kobiecego mundialu.

"Na tamten kurs, niestety, nie pojechałam, miałam wówczas mecz eliminacyjny mistrzostw Europy kobiet Hiszpania - Finlandia. Czy moje szanse wzrosły po MŚ U-20? Na pewno taka impreza stanowi bardzo cenne doświadczenie. Szansa jest, ale najważniejsze, żeby omijały mnie kontuzje. Wcześniej, już w przyszłym roku, będą mistrzostwa Europy w Holandii. Pod koniec stycznia mamy kurs w Maladze dla sędziów grupy Elite, kobiet i mężczyzn. Zapewne wkrótce po jego zakończeniu UEFA ogłosi nominacje na Euro" - zapowiedziała.

W Polsce od rundy wiosennej poprzedniego sezonu sędzia ze Skierniewic została włączona do grupy Top Amator B, czyli nadano jej uprawnienia do prowadzenia meczów szczebla centralnego. Jak wówczas przypomniał PZPN, Mularczyk została dopiero trzecią kobietą w historii w polskiej ekstraklasy mężczyzn.

W maju 2015 PZPN wyznaczył ją do roli arbitra technicznego meczu Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok. Okazuje się jednak, że to nie było pierwsze takie doświadczenie pani Moniki.

"Już w 2008 roku byłam sędzią techniczną podczas meczów Wisła Kraków - ŁKS Łódź i GKS Bełchatów - Cracovia. To było jeszcze przed urodzeniem dziecka. Później m.in. prowadziłam mecze mężczyzn na niższych szczeblach, np. w ubiegłym sezonie sędziowałam jedno spotkanie 2. ligi, ale w późniejszym okresie, niestety, borykałam się z kontuzją" - przyznała.

Które mecze są łatwiejsze do prowadzenia - kobiet czy mężczyzn, którzy przecież powinni traktować panie z gwizdkiem ze szczególnym szacunkiem?

"Na pewno zależy od spotkania. Są trudne mecze z udziałem mężczyzn, ale bywają takie również z udziałem kobiet. Nie ma reguły. Mniej wymagające pod względem fizycznym są żeńskie, choć tutaj też różnie bywa, o czym przekonałam się w Papui-Nowej Gwinei. Tam jednak, jak wspomniałam, panowały zupełnie inne warunki atmosferyczne, wysokie temperatury plus wilgotność powietrza wynosząca ponad 90 procent" - zakończyła Mularczyk.