Podopieczni Adama Nawałki mogli poczuć się po przyjeździe do hotelu jak w ojczyźnie. "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Polska gra!" - krzyczała kilkudziesięcioosobowa grupa fanów w biało-czerwonych barwach. Jako jeden z ostatnich z autokaru wyszedł Robert Lewandowski, którego - czemu trudno się dziwić - powitał zdecydowanie największy pisk rozentuzjazmowanych kibiców.

Kapitana reprezentacji Polski chciał zobaczyć z bliska nawet... młody chłopak z Hongkongu w koszulce Bayernu Monachium, studiujący w Londynie, kibicujący bawarskiemu klubowi i oczywiście Lewandowskiemu. Z kolei już w środku hotelu na autograf polskiego napastnika czekały np. stewardessy znanej linii lotniczej.

Na zakwaterowanie w Kopenhadze biało-czerwoni nie mogą narzekać. Zamieszkali w centrum miasta, blisko słynnych Ogrodów Tivoli, ale jednocześnie nieco na uboczu - przy ulicy Kalvebod Brygge, z widokiem na piękny kanał i deptak, niczym z nadmorskich miejscowości. Jedynie pogoda nie rozpieszcza - bardziej jesienna niż letnia. Tutaj od środy jest deszczowo i dość chłodno.

Sytuacja Polaków w grupie E kwalifikacji MŚ 2018 jest znakomita. Na cztery kolejki przed końcem eliminacji mają 16 punktów (pięć zwycięstw i jeden remis), a kolejne zespoły w tabeli - Czarnogórę i Danię - wyprzedzają aż o sześć punktów. Jeśli korzystnie ułożą się wyniki najbliższych meczów, kadra Nawałki może świętować awans już po starciu z Kazachstanem 4 września w Warszawie.

Początek piątkowego spotkania z Duńczykami o godz. 20.45.