Podopieczni trenera Adama Nawałki w poniedziałek w Warszawie pokonali Kazachstan 3:0. To miało zatrzeć niekorzystny wizerunek reprezentacji po dotkliwej porażce z Danią 0:4.

"W szatni porozmawialiśmy i wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy. Znamy swoją wartość. Normalne, że po takim meczu, jak w Kopenhadze spadła na nas krytyka. Zdajemy sobie sprawę, że rozegraliśmy tam bardzo słabe spotkanie. Jednak pojawiły się szyderstwa, a to lekka przesada" - podkreślił środkowy obrońca AS Monaco.

Choć biało-czerwoni w poniedziałek nie stracili bramki, to defensywa popełniła kilka prostych błędów.

"Zawsze są niedociągnięcia. Przecież za grę obronną nie odpowiada tylko czterech obrońców, ale cały zespół. Na strzelanie goli również pracuje cała drużyna. Wygrywamy i przegrywamy wszyscy razem. Nie można zwalać winy za stratę bramki na jednego zawodnika" - tłumaczył Glik, który strzelił drugą bramkę w tym meczu, a ma już także na koncie dwa trafienia w tym sezonie francuskiej ekstraklasy.

"To oczywiście cieszy, ale po ostatnich przejściach naszej reprezentacji najważniejsze było dla nas zwycięstwo. Fajnie, że udało mi się zdobyć tę bramkę, bo w reprezentacji miałem dłuższą przerwę bez trafienia. W klubie strzelałem więcej. Mam nadzieję, że wróciliśmy na odpowiednie tory" - powiedział.

Polacy z dorobkiem 19 punktów wciąż prowadzą w grupie E. Po trzy "oczka" w poniedziałek zdobyły również Dania i Czarnogóra. Obie drużyny tracą do biało-czerwonych po trzy punkty.

"Trzy drużyny pozostają w grze o awans i wszystkie mają równe szanse. Mamy nadzieję, że w październiku będzie wielkie święto dla polskiej piłki" - zadeklarował.

W dwóch ostatnich kolejkach eliminacji Polacy zagrają z Armenią (5 października w Erywaniu) i Czarnogórą (8 października w Warszawie).

"Mamy teraz trzy tygodnie, aby poświęcić się dla swoich klubów, a potem przyjechać na zgrupowanie w pełni przygotowanym i cieszyć się z awansu do mundialu" - podsumował Glik.