Po porażce 0:4 z Danią w Kopenhadze trener Adam Nawałka mówił, licząc na poprawę gry piłkarzy w kolejnym spotkaniu, że po burzy jest najlepsze powietrze. Jak się panu oddychało podczas meczu z Kazachstanem?
Każdy mecz jest inny. Temu, że słabo zagraliśmy z Danią albo przeszliśmy obok tego meczu - nie zaprzeczam. Ale to już przeszłość, temat Kopenhagi zakończyliśmy. Przyznam, że wczorajsze spotkanie z Kazachstanem bardzo mi się podobało. Mogliśmy wygrać wyżej, mieliśmy m.in. stuprocentową sytuację Arka Milika, groźne wjazdy w pole karne Kamila Grosickiego. Byliśmy lepsi, mogliśmy zwyciężyć 6:0, 7:1. Kiepski styl? To ja się pytam - co się musi wydarzyć w meczu z Kazachstanem, żeby ludzie byli zadowoleni.

Chwilami obraz gry nie był zachwycający...
Może brakowało nam przyspieszenia pod bramką. Na początku drugiej połowy oni zagrali ofensywnie, ale to normalne. Tak wyglądają mecze w obecnym futbolu. Kazachowie już pokazywali w przeszłości, że nie muszą być chłopcami do bicia. Myślę, że zagraliśmy naprawdę dobry mecz, zwłaszcza po tym, co się wydarzyło w Danii. To była nasza totalna dominacja na boisku. Ale my, kibice, lubimy narzekać, krytykować, emocjonować się rankingami. Pojawiają się już spekulacje, z którego koszyka będziemy losowani na mundialu. A ja cały czas powtarzam - najpierw tam awansujmy. To, czy będziemy losowani z pierwszego czy drugiego nie ma dla mnie absolutnie żadnego znaczenia.

Wystarczy spojrzeć na naszą grupę eliminacyjną. Z pierwszego koszyka losowani byli Rumuni, którzy zajmują dopiero czwarte miejsce, bez żadnych szans awansu.
Dokładnie. Czasami będąc niżej rozstawionym można wylosować łatwiejszego rywala. Na razie cieszę się z występu kadry z Kazachstanem. Odpowiedź naszej drużyny po Kopenhadze była bardzo dobra. Wciąż wszystko jest w naszych rękach, ale oczywiście droga do mundialu wcale nie będzie łatwa.

A nie zadrżał pan, gdy Kazachowie - przy stanie 1:0 dla Polski - zdobyli bramkę? Sędzia dopiero po chwili nie uznał gola.
Ich zawodnik stał na linii strzału, więc arbiter odgwizdał spalonego. A nawet gdyby uznał bramkę, to Kazachowie przegraliby np. 1:4. Zwyciężyliśmy pewnie. Sędzia też nam nie uznał gola. Na temat jego pracy nie będę się jednak wypowiadać, bo my - jako PZPN - nie mamy w zwyczaju oceniać sędziów.

Mówił pan kiedyś, że porażka to spokój, pokora i niepewność. Natomiast po zwycięstwie każdy ma tak dużo pewności siebie, że ciężko nad ludźmi zapanować. Czy po wcześniejszych zwycięstwach i w efekcie piątym miejscu w rankingu FIFA nie poczuliśmy się zbyt pewnie?
Nie, mamy dystans do tego piątego miejsca w rankingu i innych rzeczy.

Pan i sztab trenerski tak, ale czy piłkarze również?
Oni też do tego spokojnie podchodzą. Przed meczem z Danią było mało myślenia o meczu, ale z innych powodów. A to ktoś prosił o wywiad, bo musiał koniecznie zrobić rozmowę z piłkarzem, a to ktoś kręcił filmy reklamowe, itd. Były różne sprawy, piłkarze mieli zajęcia pozasportowe. Za mało było skupienia i koncentracji na meczu.

Dwa ostatnie spotkania kadry pokazały, jak bardzo potrzebny jest tej drużynie Grzegorz Krychowiak. Oczywiście w takiej formie jak np. podczas Euro 2016.
Krychowiak to piłkarz reprezentacji, ale na razie nie ma przesłanek, żeby trener Nawałka go powoływał. Grzesiek nie grał przez ostatnie miesiące w klubie. Teraz ma nowy zespół (został wypożyczony z PSG do West Bromwich Albion) i liczymy, że wróci do regularnych występów. Wszyscy wiemy, że jest potrzebny reprezentacji. Kiedy wróci, będziemy mogli o nim rozmawiać. Ja lubię konkrety. Na razie, póki go nie ma, nie ma sensu dywagować.

Zgodzi się pan z opinią, że mamy mniej opcji w reprezentacji i skromniejsze rezerwy niż np. rok temu? Wówczas z nadziejami patrzyliśmy na przyszłość Bartosza Kapustki, Mariusza Stępińskiego czy Pawła Dawidowicza. Teraz na tych zawodników nie możemy - przynajmniej na razie - liczyć. A tłumu nowych zdolnych raczej nie widać.
Nie zgadzam się. Mamy choćby Dawida Kownackiego i wielu innych piłkarzy, zwłaszcza z kadry U-21, którzy będą mogli pomóc reprezentacji. Dajmy im czas, a na pewno będzie z kogo wybierać. Zupełnie się tym nie martwię

Czy przed październikowymi meczami - z Armenią na wyjeździe i Czarnogórą u siebie - możemy być takimi optymistami, jak jeszcze kilka miesięcy temu? Wówczas pytanie brzmiało - kiedy awansujemy, a nie czy w ogóle?
Ja tak nie mówiłem. Pamiętam swoje słowa po meczu z Rumunią. Zastrzegałem, że z 16 punktami, a tyle wówczas mieliśmy, nigdy nie dojedziemy na mundial. Czasami jest taki wielki optymizm medialny, pompowanie balonika, ale my w tym nie bierzemy udziału. Jesteśmy cały czas realistami. A fakty są takie, że jeśli wygramy z Armenią 5 października, zapewnimy sobie co najmniej drugie miejsce w grupie, czyli przynajmniej baraż, bo z naszym dorobkiem punktowym możemy o tym myśleć. Zapewniam, że głowy nam się "nie grzeją". Uważam, że jest dobrze i niech tak zostanie.