Do wypadku doszło z powodu braku paliwa w samolocie na skutek nieodpowiedzialnego zarządzania ryzykiem przez linię lotniczą Lamia - powiedział w piątek kierujący śledztwem szef boliwijskiej komisji ds. badania cywilnych wypadków lotniczych pułkownik Miguel Camacho.

Tragedia miała miejsce w nocy 28 listopada. Samolot, którym podróżowała brazylijska drużyna, rozbił się o wzgórze koło Medellin. Piłkarze "Chape" mieli zapisać najpiękniejszą kartę w historii klubu uczestnicząc w pierwszym meczu półfinałowym Copa Sudamericana, południowoamerykańskim odpowiedniku Ligi Europy.

W wypadku poniosło śmierć 71 spośród 77 osób znajdujących się na pokładzie. Wśród ofiar była również dwudziestka podróżujących na mecz dziennikarzy.

Czterdzieści minut przed planowanym lądowaniem przyrządy pokładowe wskazywały zbyt małą ilość paliwa - ustaliło dochodzenie. Od tego momentu samolot znajdował się w sytuacji awaryjnej - poinformował Camacho. Jak dodał pomimo tego załoga nie poinformowała o tym fakcie kontroli ruchu powietrznego w celu uzyskania priorytetu lądowania.

Po wylocie z Brazylii samolot miał międzylądowanie w Boliwii, skąd skierował się do Kolumbii. Jak oświadczyli przedstawiciele boliwijskiej kompanii lotniczej "Lamia" załoga samolotu zignorowała plan lotu, który przewidywał uzupełnienie paliwa na lotnisku Cobija (na graniczy brazylijsko-boliwijskiej) lub w Bogocie.

Katastrofę przeżyło sześć osób, w tym trzech piłkarzy Chapecoense: obrońcy Neto (31 lat) i Alan Ruschel (27) oraz bramkarz Follmann (24). Ponadto wśród ocalałych znalazło się dwoje członków załogi i jeden dziennikarz.

Zespół z niewielkiego miasta w Brazylii miał bardzo udany sezon. Do ekstraklasy wrócił w 2014 roku, po prawie pół wieku przerwy, a już dwa lata później awansował do finału Copa Sudamericana, eliminując wcześniej m.in. argentyńskie San Lorenzo i Independiente. W finale tak prestiżowych rozgrywek miał zagrać po raz pierwszy.