Jak głosi oświadczenie na stronie piłkarskiej federacji, PZPN "złożył do Prokuratury Rejonowej Warszawa – Praga Południe zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez nieustalonych sprawców w trakcie finałowego meczu o Puchar Polski Arka Gdynia – Legia Warszawa (...)".

Dodano, że przestępstwa dotyczą narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszczerbku na zdrowiu uczestników imprezy masowej oraz uszkodzenia infrastruktury stadionu w postaci nadpalenia garażu dachu mobilnego, uszkodzenia telebimu oraz zniszczenia około 100 siedzisk.

Wraz z zawiadomieniem PZPN przekazał prokuraturze materiał dowodowy i wniósł o ściganie wyżej wymienionych przestępstw - podkreślono w oświadczeniu.

Sędzia Piotr Lasyk po raz pierwszy przerwał środowe spotkanie na początku drugiej połowy. W sektorze kibiców Legii odpalono wówczas race i cały stadion został zadymiony. Mecz wznowiono po kilku minutach, gdy nieco poprawiła się widoczność, ale później znów użyto środków pirotechnicznych. Tym razem z sektora Arki... wystrzelono kilka rac. Jedna z nich spadła na boisko. Piłkarze musieli zaczekać, aż służby porządkowe ją wyniosą. Kilka rac poleciało również w inne części obiektu, powodując zniszczenia infrastruktury stadionowej.

Rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski jeszcze tego samego dnia powiedział, że wkrótce wydarzeniami zajmie się Komisja Dyscyplinarna PZPN. Z kolei prezes PZPN Zbigniew Boniek od razu po finale zapowiedział zgłoszenie do prokuratury sprawy kibiców, którzy złamali przepisy.

W rozmowie ze stacją Polsat Sport szef piłkarskiej centrali poinformował, że zamierza podjąć zdecydowanie kroki wobec tych fanów Arki, którzy wystrzeliwali race.

Legia wygrała w środę z broniącą trofeum Arką 2:1 i po raz dziewiętnasty wywalczyła Puchar Polski. Spotkanie obejrzało ponad 47 tysięcy widzów.