W niedzielę podczas spotkania ostatniej kolejki ekstraklasy Lech - Legia w 77. minucie przy stanie 2:0 dla gości z trybuny zajmowanej przez kibiców poznańskiej drużyny na murawę poleciały race i świece dymne. Sędzia przerwał zawody, piłkarze opuścili murawę. Sympatycy Lecha zaczęli napierać na ogrodzenie i po chwili kilkudziesięciu z nich pojawiło się na boisku. Do akcji wkroczyło około 200 policjantów, którzy przegonili chuliganów z powrotem na sektor.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Magdalena Mazur-Prus powiedziała w piątek PAP, że zarzuty w związku z zajściami podczas meczu usłyszały 24 osoby. Jak mówiła, za zakłócania przebiegu imprezy masowej, czyli wtargnięcie na murawę, a w przypadku niektórych z nich także za wtargnięcie i maskowanie twarzy, grożą im kary pozbawienia wolności od 3 do 5 lat.

Podejrzani zostali objęci wolnościowymi środkami zapobiegawczymi, w tym dozorem policyjnym, zakazem udziału w masowych imprezach sportowych, oraz poręczeniem majątkowym w kwotach od 5 do 10 tys. zł. Wobec jednego z pseudokibiców prokuratura skierowała wniosek o areszt, uzasadniając ten krok "istnieniem uzasadnionego podejrzenia, że pozostając na wolności, osoba ta może nakłaniać inne osoby np. do składania korzystnych dla tej osoby zeznań". W czwartek poznański sąd podzielił argumentację prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu tego mężczyzny.

Do wydarzeń podczas niedzielnego meczu odniosło się także Stowarzyszenie Kibiców Lecha Poznań. W opublikowanym na swojej stronie internetowej oświadczeniu jego członkowie wskazali, że „media i wszelkiej maści urzędy, w tym Prokuratura i Policja próbują przekonać cały świat, że w Poznaniu na naszym stadionie doszło do tragicznych i chuligańskich wydarzeń”.

Stowarzyszenie podało, że według ich wiedzy, straty na stadionie wynoszą kilkanaście tysięcy złotych, a także, że „nic nikomu się nie stało”.

„Kibice i sympatycy Kolejorza udali się do domów, Miasto przeżyło i funkcjonuje dalej. Niestety dzień po meczu ogólnopolska nagonka na nas osiągnęła pułap Mount Everestu. Zostało zatrzymanych kilkunastych kibiców, a jak twierdzi Policja słowami m.in. swojego rzecznika - idziemy po następnych. Według naszych informacji zatrzymywani są wszyscy, którzy stali przy płotach lub byli w pobliżu. Zarzuty stawiane osobom zatrzymanym są delikatnie mówiąc dziwne” – podkreślono w oświadczeniu.

Członkowie Stowarzyszenia zaznaczyli, że czują się w obowiązku zorganizować pomoc prawną dla kibiców i zorganizowali zbiórkę pieniędzy na ten cel.

„Prosimy wszystkich tych, którzy utożsamiają się z niedzielnym protestem o pomoc dla zatrzymanych kolegów. Chcemy i jesteśmy zobowiązani im pomóc w takiej chwili, gdyż jesteśmy znani z tego, że nigdy nie zostawiamy braci po szalu w potrzebie. Nie mamy wpływu na przedstawione zarzuty, ale powinniśmy im pomóc, żeby byli godnie reprezentowani przeciw ogólnopolskiemu hejtowi, medialno-policyjnej manipulacji o skali wydarzeń przy Bułgarskiej” – napisano.

Pierwsze zatrzymania chuliganów po niedzielnym meczu odbyły się w poniedziałek po południu; sześciu mężczyzn w wieku 18-37 lat zidentyfikowano na podstawie policyjnej analizy stadionowego monitoringu.

Dotychczas policja zatrzymała 28 osób. Jak tłumaczył PAP w piątek rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak, jedna z zatrzymanych osób została przesłuchana w charakterze świadka i nie będą jej stawiane zarzuty.

Policja i prokuratura nadal prowadzą czynności mające na celu zidentyfikowanie osób, które brały udział w niedzielnych zdarzeniach.

W zabezpieczeniu niedzielnej imprezy brało udział ponad tysiąc policjantów. Jeden został ranny w wyniku uderzenia elementem ogrodzenia. Wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann zdecydował o zamknięciu stadionu Lecha dla publiczności na osiem meczów - ligowych i w europejskich pucharach. Lech Poznań został także ukarany przez Komisję Ligi, która nałożyła na klub m.in. najwyższą grzywnę w historii, wynoszącą 120 tysięcy złotych.