Sędziowie otrzymali zakaz rozmów z mediami podczas piłkarskich mistrzostw świata w Rosji. Po sobotnim meczu w tzw. strefie mieszanej, gdzie można przeprowadzać wywiady po meczach, próżno było na nich czekać. Dla arbitrów są inne wyjścia ze stadionu.

Wielu arbitrów, w tym Marciniak, często powtarza, że najlepiej, gdy o arbitrach po meczu jest cicho. Bo to oznacza, iż dobrze wykonali swoją pracę.

W sobotnie popołudnie na obiekcie Spartaka arbiter z Płocka nie był pierwszoplanową postacią (najwięcej mówiono o niewykorzystanym rzucie karnym przez Lionela Messiego), ale dziennikarze mieli podzielone opinie na temat dwóch sytuacji.

Pierwsza to zagranie rękę przez Islandczyka Ragnara Sigurdssona w końcówce pierwszej połowy, a druga – upadek w 77. minucie w polu karnym Argentyńczyka Cristiana Pavona.

Przedstawiciel mediów z Islandii nie miał pretensji do Polaka, zwłaszcza – czemu trudno się dziwić – za nieprzyznanie rzutu karnego dla rywali. Natomiast dziennikarz z Argentyny z„Diario de la Republica” stwierdził, że w pierwszej połowie podyktowałby „jedenastkę”, a w drugiej miałby wątpliwości.

Mówię tylko o tych dwóch sytuacjach. Poza tym oceniam jego pracę pozytywnie – stwierdził.

Wysłannik czeskiego magazynu „Football Club” uważał z kolei... odwrotnie: „Pierwsza sytuacja – zgadzam się, nie powinno być karnego. Zawodnik dotknął piłki ręką, upadając na murawę, nie miał innej możliwości. Natomiast uważam, że w drugiej części Pavon był faulowany” – stwierdził.

Marciniaka chwalił włoski żurnalista z „Tuttosport”. Bardzo pewnie prowadził zawody, wprowadzał dobrą atmosferę. Nie popełnił błędów. Ręka w pierwszej połowie była efektem naturalnego ułożenia ciała – podkreślił.

Ogólnie przeważały opinie, że polski sędzia nie miał tego dnia łatwego zadania. Zwracano uwagę, że jego sposób sędziowania cechują pewność i odpowiednie wyczucie.

Sędziowie dzielą się na tych, którzy nie pozwalają sobie na żadne poufałości z piłkarzami i są bardzo kategoryczni, a także na tych, którzy wprowadzają nieco luzu, mającego pomóc w rozładowaniu napięcia.

37-letni Marciniak bez wątpienia należy do tej drugiej grupy (może dlatego nie musiał pokazywać w sobotę żadnej kartki). Często się uśmiecha, poklepuje po plecach np. piłkarzy wstających z murawy, sporo im tłumaczy. Ale oczywiście gdy trzeba, przypomina stanowczym zachowaniem, kto na boisku „rządzi” – tak było np. w 30. minucie sobotniego meczu, gdy przywoływał do porządku Angela Di Marię.

Po końcowym gwizdku pierwsi z tradycyjnymi podziękowaniami podeszli do niego Islandczycy. Nic zresztą dziwnego – oni mogli czuć się tego dnia jak zwycięzcy.

Podobnie zresztą było w strefie mieszanej. Islandczycy chętnie rozmawiali z dziennikarzami, natomiast Argentyńczycy, którzy wyszli późno w jednej grupie, mijali przedstawicieli mediów, czasami nawet na nich nie patrząc. Jedynie Messi, któremu towarzyszyli ochroniarze, zatrzymał się na krótką chwilę przy ogromnie ściśniętym tłumie żurnalistów. To on, a nie Marciniak, był tego dnia w centrum uwagi...