Poprzedni sezon był najlepszym w historii bełchatowskiego klubu. Kto jednak za dziesięć lat będzie pamiętał, że GKS był wicemistrzem? Tytuł był na wyciągnięcie ręki, ale na ostatniej prostej GKS wyłożył się. Lenczyk już wtedy zaczął kombinowanie ze składem - w momencie, kiedy piłkarzom najbardziej potrzebna była stabilizacja i jasny komunikat: "Ty ciągniesz wózek, a ty tylko pomagasz" - pisze "Fakt".

Nowy sezon miał być jeszcze lepszy. Po wejściu PGE budżet wzrósł do 35 milionów złotych. Wzrosły też wymagania wobec drużyny. Jednak zamiast coraz lepszych wyników, zespół grał coraz gorzej. Najważniejsi ludzie w spółce nigdy nie przepadali za Lenczykiem. To trudny rozmówca, z ciętym dowcipem, nieprzewidywalny, błyskotliwy. Dlatego nie jest przez wszystkich lubiany. Wciąż ma jednak wielkie poparcie prezesa klubu Jerzego Ożoga, ale to nie od niego może zależeć dalsza przyszłość Lenczyka.

"Teraz jestem w Rzymie i negocjuję z Jose Mourinho" - zażartował wczoraj Ożóg zapytany przez "Fakt", czy szuka już następcy dla Lenczyka. Kiedy na meczu bełchatowian z Zagłębiem Sosnowiec pojawił się Henryk Kasperczak, zawrzało. "Henry" negocjuje z GKS. "To była towarzyska wizyta" - zaprzeczył selekcjoner Senegalu. Jak jednak dowiedział się "Fakt", po meczu trener udał się na kolację z prezesami. A rozmowy nie były tylko towarzyskie.

W kontaktach Lenczyka z drużyną bywało różnie. Kilku piłkarzy jest wdzięcznych trenerowi za to, że postawił na nich. Paru go jednak przeklina. "Kombinował ze składem i przekombinował" - wściekali się piłkarze, gdy GKS stracił tytuł w poprzednim sezonie. Lenczyk chciał być trochę jak Leo Beenhakker. Kreować zawodników, zaskakiwać, a na końcu triumfować. Nie powiodło się.

Tak naprawdę wszystko, co złe zaczęło się właśnie od porażki z Wisłą Kraków na własnym boisku. Lenczyk najpierw przegrał tytuł, w przerwie letniej poległ w rywalizacji na rynku transferowym. Jedynym wzmocnieniem bełchatowian jest Maciej Stolarczyk. No i GKS odpadł z europejskich pucharów. W nowym sezonie Legia i Wisła odjechały już tak daleko, że trudno będzie je dogonić. Na więcej porażek nikt Lenczykowi nie pozwoli.

Pięć największych błędów Lenczyka
1. Żonglowanie bramkarzami.

Lech, Sapela, a może Kozik? Bramkarz musi wiedzieć, czy broni, czy siedzi na ławce, czy na trybunach. U Lenczyka ta pozycja to prawdziwa mina. Nawet po dobrym meczu (np. Kozika w Dniepropietrowsku) można wypaść ze składu. A golkiper potrzebuje zaufania i stabilizacji.

2. Trzymanie Dawida Nowaka na ławce
Najlepszy ofensywny piłkarz Bełchatowa, nie wiedzieć czemu, grywa rzadko. A kiedy w poprzednim sezonie Nowak strzelał gola za golem, Lenczyk zmieniał mu pozycje na boisku. Latem Zagłębie Lubin stawało na głowie, by kupić Nowaka. tam byłby gwiazdą, w GKS ostatnio coraz częściej jest rezerwowym.

3. Błędna podpowiedź w sprawie Matusiaka
To Lenczyk miał decydujące zdanie przy odejściu najlepszego napastnika Bełchatowa. Gdyby wówczas poprosił Matusiaka o pozostanie, ten zgodziłby się. Trener miał jednak powiedzieć: "Na twoim miejscu bym odszedł". No i Radek pojechał do Włoch. W Palermo stracił pół roku gry w piłkę, a GKS mistrzostwo Polski.

4. Wystawianie chorego Łukasza Garguły
Lider GKS i rozgrywający reprezentacji Polski zagrał w decydującym meczu sezonu, z Wisłą Kraków, na blokadzie. Miało to opłakane skutki. Łukasz, który już wtedy wymagał interwencji lekarza, był na boisku cieniem samego siebie, a uraz pogłębił się do tego stopnia, że przez kilkanaście tygodni piłkarz musiał pauzować po operacji.

5. Mieszanie w podstawowym składzie
Nawet największy pewniak do gry może się okazać... rezerwowym w następnym meczu. Lenczyk ma własne wizje. Szkoda tylko, że czasem zupełnie rozmijają się z rzeczywistą dyspozycją piłkarzy. Mieszanie w podstawowym składzie GKS było główną przyczyną utraty tytułu na rzecz Zagłębia.