Tymczasem powołania do reprezentacji otrzymali dwaj inni piłkarze z Zabrza: Tomasz Zahorski i Konrad Gołoś. Zahorski, partner Jarki w ataku Górnika, w tym sezonie nie strzelił w lidze gola. Czyżby Leo Beenhakker powołał nie tego napastnika? - zastanawia się "Fakt".

"Nie zazdroszczę chłopakom, przeciwnie - cieszę się, że dostali szansę od selekcjonera. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak strzelać dalej. Może wtedy trener Beenhakker mnie zauważy. Na razie co uderzę piłkę, to wpada. Jestem skuteczny, a to najważniejsza cecha napastnika" - mówi Jarka, który nieoczekiwanie stał się kandydatem numer jeden do korony króla strzelców.

Niektórzy mogą zarzucić Dawidowi, że gole strzela tylko przeciwko słabym rywalom - trzy w meczu z Polonią Bytom, teraz cztery z Zagłębiem. Przecież to absurd! Każdy napastnik ligowy ma szansę nastrzelać słabeuszom, tymczasem udało się to tylko Jarce.

"Zrobiłem krok w kierunku króla strzelców. W lidze są świetni napastnicy - Piotrek Reiss czy Paweł Brożek, ale ja uważam, że trzeba wysoko stawiać sobie poprzeczkę" - zapowiada Dawid. "Szkoda, że nie ma w lidze więcej drużyn z naszego regionu, bo przeciwko nim gra mi się bardzo dobrze. Lepiej było tylko w juniorach. Zdobyłem kiedyś sześć bramek" - śmieje się lider klasyfikacji strzelców.

W meczu z Zagłębiem Jarka uratował zabrzan z olbrzymich opałów. Po pierwszej połowie pachniało sensacją. Beniaminek z Sosnowca prowadził 2:1, a bohaterem pierwszych czterdziestu pięciu minut był Marcin Folc. Napastnik Zagłębia najpierw strzelił gola, a potem asystował przy bramce Słowaka Vladimira Bednara. Bramkę dla zabrzan zdobył Jarka, a po przerwie dołożył trzy kolejne gole. Hat-trick ustrzelony przez Jarkę w 17. minucie drugiej połowy odebrał gościom ochotę do dalszej gry.
"Dawid? Hmmm. To po prostu bardzo ciekawy napastnik. Nic więcej nie dodam. Kto był na meczu, widział, co chłopak potrafi" - powiedział szkoleniowiec zabrzan Ryszard Wieczorek.

W jakże innym nastroju był trener gości Jerzy Kowalik. Po czwartej porażce z rzędu zdaje sobie sprawę, że lada dzień może pożegnać się z posadą. "Mogę po tym meczu stracić pracę, ale co może zrobić trener w takiej sytuacji. W pierwszej połowie gramy dobrze, realizujemy plan nakreślony w szatni, a w drugiej indywidualne błędy niweczą wysiłek zespołu" - kręcił głową załamany Kowalik.