Wiadomo. Jeżeli w meczach eliminacyjnych Serbia przegra na wyjeździe z Azerbejdżanem, a Portugalia z Kazachstanem, to Biało-czerwoni już w Łodzi będą świętować awans. Dziennikarze "Faktu" kupili radio dla menedżera kadry Jana de Zeeuwa, żeby był na bieżąco i wiedział jak grają nasi rywale.

Holender był zachwycony. "Wielkie dzięki" - powiedział. "Będę cały czas nasłuchiwał. Oby wyniki naszych rywali znowu były korzystne dla nas" - dodał z uśmiechem menedżer. Po cichu każdy z Polaków liczy, że w Baku i Ałma Acie zdarzy się cud. "Ale jak nie, to nie szkodzi" - podkreślił Michał Żewłakow, reprezentacyjny obrońca. "Czujemy się wystarczająco mocni, aby w listopadzie ograć Belgów u siebie i bez niczyjej pomocy zapewnić sobie awans" - dodał piłkarz.

Będzie to pierwszy historyczny awans Polaków do Euro. Każdy piłkarz chciałby wziąć udział w świętowaniu tego wydarzenia na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Chętnych jest więcej niż miejsc w kadrze. Po to więc jest mecz w Łodzi, aby wyselekcjonować tych najlepszych.

"Wegrów nie ma się co bać, tylko myśleć o swojej grze i jak najlepiej wypaść" - zaznaczył Kamil Kosowski. "Zrobię wszystko, aby wykorzystać szansę i na stałe powrócić do reprezentacji" - dodał zawodnik. Ciśnienie u piłkarzy jest tak duże, że nie narzekali nawet na dziwny hotel, w którym zostali zakwaterowani. Obiekt pamięta jeszcze czasy z PRL i nie ma w nim nawet baru. Ciekawe, gdzie się napiją szampana, jak dziś przegrają Serbia i Portugalia? - zastanawia się "Fakt".