Tuż po meczu z Belgią telewizyjne kamery pokazały zapłakanego Ebiego. Pan też uronił łezkę po wielkim sukcesie reprezentacji?
I to niejedną. Płakałem przez dobrych dziesięć minut. Dla mnie jako zaprzysięgłego patrioty ten awans to wielka sprawa. W końcu pokazaliśmy całemu światu, że umiemy grać w piłkę.

W Holandii mówi się o sukcesie Polaków i Leo Beenhakkera?
Tak. W niedzielę leciałem samolotem do Warszawy. Nagle przysiadł się do mnie jakiś Holender i zaczął serdecznie gratulować. Także moi znajomi trenerzy z Feyenoordu wysłali mi kilkanaście sms-ów. W Holandii docenia się i szanuje Polskę. To wzruszające. W ogóle ostatnie godziny jakoś tak strasznie mnie rozczuliły.

Nic dziwnego, w końcu pana syn stał się największą gwiazdą reprezentacji, tak jak pan 20 lat temu.
Każdy w tej kadrze jest wyjątkowy, ale Euzebiusz rzeczywiście był ostatnio postacią numer jeden drużyny. Grał wspaniale. Moim zdaniem chłopak przerósł mnie piłkarsko.

Nie przesadza pan trochę? W końcu Włodzimierz Smolarek wywalczył trzecie miejsce na mundialu.
Tak, ale to był wynik całego zespołu. Ja mówię o umiejętnościach indywidualnych. A pod tym względem Ebi jest lepszy ode mnie. Jest taktycznie i technicznie lepiej rozwinięty, niż byłem ja. Bardzo jestem z niego dumny. A także z tego, że wybrał grę dla Polski.

Pan mu sugerował, w której reprezentacji powinien występować?
A skądże! Gdy miał 17 lat, usiadłem z nim i z jego mamą i powiedziałem: chłopcze, wybieraj. Ebi spokojnie zastanowił się, po czym wypalił, że chce grać dla biało-czerwonych. Gdyby podjął inną decyzję, bez słowa bym ją zaakceptował.

Dlaczego Ebi postawił na Polskę? Zadecydowały pobudki patriotyczne czy też chłodna kalkulacja, że do naszej kadry łatwiej będzie się dostać?
Euzebiusz postąpił tak, a nie inaczej, bo czuje się stuprocentowym Polakiem. Nie musiał kombinować. Jest tak dobrym piłkarzem, że zmieściłby się w obecnej kadrze Holandii. Jestem tego pewien.

Po zejściu z boiska Ebi rozmawiał długo z Leo Beenhakkerem. Wie pan o czym?
Mogę się domyślać, że selekcjoner powiedział mu coś w stylu: dziękuje ci chłopcze, jesteś kochany. Oni obaj bardzo się lubią. Euzebiusz traktuje Leo jak piłkarskiego ojca. Zna go od lat, ufa mu jak mało komu w świecie piłki.

Czy ten duet z pomocą pozostałych piłkarzy doprowadzi nas do sukcesu w Euro 2008?
Zależy, co rozumie pan pod pojęciem sukces. Moim zdaniem byłby nim awans do drugiej rundy. Stać nas na to. Obojętnie, do jak mocnej grupy trafimy, możemy z niej wyjść. O Polsce będzie jeszcze głośno. O Ebim też!