W Chorzowie w reprezentacji Belgii zagrało kilku graczy, z którymi Wasilewski walczy na boisku także podczas meczów ligi belgijskiej. "Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego sobie zaplanowałem, że jeśli wygramy, to w Anderlechcie pojawię się w koszulce z orzełkiem na piersi" - tłumaczy "Wasyl".

Obrońca reprezentacji Polski cieszy się, że awans mamy już w kieszeni i ostatni mecz z Serbią w Belgradzie nie będzie miał żadnego znaczenia. "Dobrze, że się udało, bo inaczej do Serbii jechalibyśmy z nożem na gardle. A tam wszystko byłoby możliwe. Zdawaliśmy sobie sprawę ze znaczenia konfrontacji z Belgią. Przecież dla nas to był najważniejszy mecz w karierze. Dlatego można było wyczuć, iż byliśmy trochę sparaliżowani stawką tego spotkania. Bardzo chcieliśmy wygrać, chyba aż za bardzo i na początku nic nam się nie kleiło" - wyjaśnia Wasilewski.

Rywalem piłkarza Anderlechtu w trakcie meczu najczęściej był... jego klubowy kolega Bart Goor. "Belgowie głównie się bronili, a nam ciężko było stworzyć jakąś dobrą sytuację. Na szczęście udało się nam przed przerwą i na początku drugiej połowy ich ukąsić" - opowiada "Wasyl". Wasilewski jest dumny z tego, że jego nazwisko zostanie zapamiętane wśród tych, którzy wywalczyli historyczny awans do mistrzostw Europy. "To oczywiste, tworzymy historię i mamy tego świadomość. To wspaniałe uczucie. Ale jeszcze zbyt wcześnie, żeby mówić o nas, że jesteśmy wyjątkowymi piłkarzami. To byłaby przesada" - uważa Wasilewski.