Jest pan zadowolony po niemal dwóch tygodniach przygotowań do Euro?

Leo Beenhakker: Bardzo zadowolony. Wszyscy zawodnicy są świetnie przygotowani fizycznie.Progres, jaki wykonują piłkarze kontuzjowani, jest niesamowity. Wczoraj Wojtek Łobodziński trenował już z zespołem. Kuba Błaszczykowski aż się rwie do gry, ale będziemy go chronić. Nie zagra przeciwko Danii, dopiero od poniedziałku zacznie trenować razem z całą grupą. Najważniejsze, by był gotowy na mecz z Niemcami. Michał Żewłakow także ma się coraz lepiej. Wczoraj przeszedł badania w szpitalu. Ale on sam dla siebie jest najlepszym doktorem. To on czuje, co i jak go boli i sam będzie wiedział, czy jest gotowy do gry.

Czyli pełen optymizm?

Tak, ale ja od samego początku jestem optymistą. Tego zawodu nie da się uprawiać bez optymizmu i pewności siebie.

Miał pan marzenie, żeby pobyć z tym zespołem przez trzy tygodnie. Teraz to marzenie się ziszcza.

Marzyły mi się większe rzeczy. Przez pierwszy tydzień nie było z nami aż siedmiu chłopaków. Ale nie narzekam. Atmosfera jest naprawdę świetna. Skończyliśmy już z pracowaniem nad stroną fizyczną i zaczynamy myśleć o typowo piłkarskich treningach. Tylko niech kibice nie myślą, że do tej pory ganialiśmy jak idioci. Nie, ponad 80 procent treningów było z piłkami. Weszliśmy na taki poziom, że jak damy piłkarzom trochę odpocząć, to wszystko powinno być dobrze. I tak właśnie ma wyglądać przyszły tydzień. Poszukamy świeżości. Będą gotowi pod względem fizycznym, taktycznym i mentalnym. Reszta zależeć będzie od piłkarzy. Potem to oni będą musieli wykonać całą robotę. Oczywiście z moim wsparciem, ale to oni będą prowadzić ten samochód.

Dania to bardzo ciężki przeciwnik. Dwa dni temu zremisowała z Holandią.

W tym okresie wyniki są ściśle powiązane z przygotowaniami. Wystarczy popatrzeć na to, co się działo w Europie we wtorek i w środę. Adam Nawałka był na meczu Chorwatów. To co grali, nijak nie oddaje tego, co potrafią. Ale jestem pewien, że Chorwacja będzie gotowa na Euro. Podobnie jak Polska, Austria i Niemcy. Dla wielu szkoleniowców teraz, tuż przed mistrzostwami, mecz nie jest niczym więcej, niż treningiem. Popatrzcie na spotkanie Niemców z Białorusią. W pierwszej połowie Niemcy prowadzili już 2:0. Później weszło sześciu nowych zawodników, którzy nie stanowią o sile tej reprezentacji. Ale wszyscy patrzą tylko na wynik. I co? Niemcy tylko zremisowały z Białorusią 2:2! Jak to możliwe? Otóż możliwe, na tym etapie zupełnie normalne.

Wynik z Danią może mieć jednak ogromny wpływ na mentalność piłkarzy.

Nie, nie, nie! Piłkarzy, na których umysły miałby wpływ rezultat tego meczu, nie powinno w ogóle być na Euro. Bo to znaczy, że nie wiedzą, o co chodzi. Nawet jeżeli wygramy 4:0, nie będzie powodu, by przestać mocno stąpać po ziemi. A jeżeli przegramy 0:3, nie będzie powodu do paniki. Jeżeli ktoś będzie panikował, to będę musiał mu powiedzieć, że nie jest gotowy na takie wyzwanie, jak Euro. Trzy dni po meczu z Niemcami gramy z Austrią i wtedy nie możesz mieć w głowie Niemców. Wtedy nie jesteś profesjonalistą.

Ale media i kibice na pewno będą się wynikiem przejmować.

Ok, ja to rozumiem. Ale my musimy sami wiedzieć, co robimy. Wykorzystujemy mecz z Danią, by być lepiej przygotowanym do mistrzostw. Traktujemy ich jako środek do pewnego celu. Oczywiście, że chcemy wygrać, zawsze po to się gra. Ale nie ma po co się z tego powodu spinać. Jestem pewien, że Joachim Loew nie denerwuje się po remisie z Białorusią. I facet wie, co robi.

Dziś wybiera się pan na mecz Niemców z Serbią.

Nie spodziewam się czegoś specjalnego, po prostu chcę ich zobaczyć na własne oczy. Widziałem ich wszystkie mecze kwalifikacyjne i towarzyskie. Zresztą nie tylko ich, ale także Chorwacji i Austrii. Na tym etapie, grając ostatni mecz przed Euro, każdy z trenerów skorzysta z podstawowej jedenastki. Mniej więcej z podstawowej, powiedzmy w 80 procentach. Jan Urban widział ich niedawno z Białorusią. Obserwowali ich także Darek Dziekanowski i Adam Nawałka. Ale każdy selekcjoner ma podobne podejście - chce wiedzieć wszystko. Nie może sobie pozwolić na przeoczenie żadnego detalu.

Ile kaw dziennie pan wypija na zgrupowaniu?

Na początku piłem capuccino jak szalony, teraz troszkę luzuję. Głównie dlatego, że w tym hotelu mają naprawdę znakomite capuccino. Myślę, że teraz piję tak ze trzy dziennie. To dopuszczalna norma.

A jak z papierosami?

Także poniżej mojej przeciętnej. Ale to dlatego, że czuję się bardzo komfortowo. Jestem zrelaksowany i cieszę się każdą minutą zgrupowania. A człowiek pali jak smok, kiedy się martwi i stresuje.

Słyszał pan żart polskich fanów o naszych występach w wielkich imprezach? Pierwszy mecz jest meczem otwarcia, drugi o wszystko, a trzeci tylko o honor.

Baaardzo śmieszne. Naprawdę. Fantastyczny przykład pozytywnego myślenia.