Oddając piłkę "za darmo", omal nie strzelił gola
Lech Poznań we wczorajszym meczu z Legią w niczym nie przypominał drużyny, która kilka dni wcześniej w imponującym stylu wyeliminowała z Pucharu UEFA Austrię Wiedeń. O strzeleckiej indolencji piłkarzy Franciszka Smudy najlepiej świadczy fakt, że lechici najbliżej zdobycia bramki byli wtedy, kiedy w ogóle tego nie chcieli...
- Trener Lecha: Liczę, że PZPN nas nie wykiwa
- Piłkarz Lecha wypłakał się trenerowi w rękaw
- Hit kolejki na remis. Zobacz skrót
- Beenhakker będzie musiał szukać innego zawodnika
- Lech dziś pozna swoich rywali
- Beenhakker pomoże pokonać... Lecha
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kiedy na początku drugiej połowy bramkarz Legii Jan Mucha zobaczył jednego z zawodników Lacha leżącego na boisku - w myśl zasady fair play - kopnął piłkę na aut. Po wznowieniu gry Robert Lewandowski oddał przeciwnikom piłkę w tak niefortunny sposób, że o mało co nie zdobył gola. Po jego zagraniu futbolówka spadła na poprzeczkę bramki strzeżonej przez Muchę.
"Coś takiego nie powinno było się zdarzyć. Ja oddałem piłkę i Lewandowski powinien był ją wybić na aut albo podać spokojnie do mnie" - skomentował sprawę bramkarz Legii, który oskarżył napastnika o umyślą próbę zdobycia bramki. Szkoleniowcy obu drużyn byli jednak innego zdania.
"Lewandowski myślał, że słabiej to zrobi i Janek złapie piłkę w ręce" - skomentował sytuację trener Jan Urban. Wtórował mu Franciszek Smuda: "Jasiu ma rację. Lewandowski po prostu ma drewnianą tę lewą nogę i myślał, że piłka ledwo doleci. Okazało się, że spadła bramkarzowi za kołnierz".










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!