Z kolei w Hiszpanii 15 tysięcy kibiców Barcelony mogło się zebrać na Plaza Catalunya i hucznie świętować drugi (w środę Barca zdobyła Puchar Króla) tytuł w tym sezonie. Zanim w niedzielę Barcelona zagrała z Mallorcą, w sobotę jej jedyny konkurent Real znów się skompromitował.
Królewscy - chociaż ten przydomek zaczyna powoli budzić już tylko uśmiech politowania - przegrali trzeci mecz z rzędu. Najbardziej spektakularna porażka w historii - 2:6 - spowodowała zupełne załamanie morale w zespole. Można pokusić się o tezę, że kolejne przegrane były konsekwencją lania, które artyści w bordowo-niebieskich koszulkach spuścili Realowi. Najpierw przyszła przegrana 0:3 na wyjeździe z Valencią, a teraz 2:3 z Villarreal u siebie.
Kibice w Barcelonie zaczęli tłumnie wychodzić z domów i świętować tuż po końcowym gwizdku meczu w Madrycie. Niestety nie skończyło się tylko na uściskach i toastach sławiących piłkarskich herosów. Jak donosi hiszpańska prasa, o
Piłkarze Barcelony swoje honory odebrali dopiero w niedzielę wieczorem, po meczu na Majorce i powrocie do stolicy Katalonii. Zgodnie z hiszpańską tradycją zawodnicy Mallorki przygotowali nowo koronowanemu mistrzowi szpaler honorowy - tak zwany pasillo, czyli w tłumaczeniu korytarz. Szczególnie dumny musiał być trener Josep Guardiola, dla którego to debiutancki sezon w roli pierwszego szkoleniowca.
W Mediolanie aż tak hucznie się nie bawiono. To w końcu Portugalczyk powtórzył swój wyczyn z angielskiej Premiership sprzed trzech lat. To znaczy sięgnął po tytuł już w pierwszym roku pracy. Nagabywany przez dziennikarzy stwierdził, że któregoś dnia bardzo chętnie obejmie zespół w Hiszpanii, któremu zapewni triumf w lidze. To piąty tytuł mistrzowski Mourinho (po dwa z Porto i Chelsea). Trener nie chciał jednak, by piłkarze świętowali tytuł, ale by szybko położyli się spać przed niedzielnym meczem ze Sieną.