Jego droga przez dzieciństwo i lata młodzieńcze nigdy nie była usłana różami. Pochodzi z ubogiej rodziny. Wychował się bez ojca. Jak sam wspomina, przychodziły dni, że razem z matką nie mieli pieniędzy na jedzenie. Chodzili wtedy po znajomych i pożyczali pieniądze. Zawodnik podkreśla jednak, że mimo biedy, był dzieckiem honorowym. Nigdy nie kradł, wolał zarobić. Mając dziesięć lat mył samochody na parkingach. Zbierał z kolegami makulaturę i butelki do skupu. Nigdy nie robił niczego na lewo.

W wieku 13 lat przeniósł się z Wigier Suwałki do Wisły. Chłopak z prowincji, oderwany od rodziny narażony jest przecież na pokusy... - Oj, lubiłem pobalować. Było sporo wyskoków do miasta łączonych z ostrym piciem. Od czternastego roku życia. Uciekaliśmy z internatu na dyskoteki ale nigdy nas nie złapano. Bywały bójki na dyskotekach. Ponosiła nas młodzieńcza fantazja. Mieliśmy zgraną bandę, robiliśmy składki na alkohol, lubiłem wypić. Wiem, że źle robiłem, ale nie żałuje. Zostały wspomnienia na zawsze. Cieszę się, że w pewnym momencie powiedziałem stop i wziąłem się za siebie.

Okazuje się, że momentem przełomowym w życiu młodego piłkarza był przyjazd do Krakowa trenera Dana Petrescu. - Opamiętałem się, jak zacząłem wchodzić do pierwszej drużyny Dana Petrescu. Powiedziałem sobie, że dostaję szansę i nie mogę jej spieprzyć. Skończyły się dyskoteki, całonocne wypady. Wziąłem się za siebie.