Przepytaliśmy piłkarzy, trenerów i działaczy. Wszyscy są zgodni – Obraniak spadł nam jak manna z nieba. "Indywidualnie jest dobry. Nasza drużyna grała w stylu: długa piłka, z buta i do przodu. A on ciągnął przed siebie z futbolówką przy nodze, która mu nie przeszkadzała. Do tego strzela kiedy tylko może" - mówi nam Franciszek Smuda.

Wszechstronnie wyszkolony. Zupełnie jak nie Polak. "O takich jak Obraniak w środowisku trenerskim żartuje się, że przeszli szkolenie centralne. Mają wszystko - przyjęcie piłki, podzielność uwagi, dobre podanie, no i strzał" - dodaje Czesław Michniewicz.

>>>Zobacz bramki Obraniaka w meczu z Grecją

Uczył się Mazurka

Obraniaka pochwalił nawet Leo Beenhakker. Nawet, bo Holender od początku nie był wielkim entuzjastą naturalizacji pomocnika Lille. Obraniak? A, na razie mam innych. Dlaczego do niego nie pojadę i nie zacznę go przeciągać na naszą stronę? Bo sam musi tego chcieć… Beenhakker nieco lekceważył kwestię zdolnego piłkarza, który nieźle kopie gdzieś we Francji, a może też tak kopać dla Polski. Nawet po meczu z Grecją był raczej powściągliwy. "Ludovic może grać dużo lepiej. Dziś nie pokazał wszystkiego, bo ciążyła na nim zbyt duża presja. Jestem jednak przekonany, że da sporo tej drużynie" - wydusił z siebie.

Mówi się, że selekcjoner z przekory podchodził do sprawy naturalizacji Obraniaka jak do jeża. Bo im bardziej podpowiadają (albo domagają się) mu coś dziennikarze, to tym bardziej Leo się krzywi. Jak powiedział nam Tadeusz Fogiel, korespondent we Francji, Obraniak przez dwa tygodnie studiował tekst Mazurka Dąbrowskiego. Liczył, że w środę wystąpi w pierwszym składzie…

"Nie czarujmy się, Obraniak nie jest dzieckiem Beenhakkera, to nie on go wynalazł dla kadry i teraz wiele będzie zależeć od tego jak selekcjoner do niego podejdzie" - powiedział nam Fogiel. "Dziwię się Leo, że nawet do Ludo nie zadzwonił, nie chciał się nawet dowiedzieć jaki chłopak ma charakter. Wiadomo, że trener jest egocentrykiem i nie lubi jak mu się cokolwiek podpowiada. Fakt, że nie pozwolił mu wyjść w pierwszym składzie, może o czymś świadczyć. Wiem, że to wolny wybór trenera, ale można było dać chłopakowi poczuć tę wyjątkową atmosferę, wykonać jakiś gest, który wcale nie byłby przecież na wyrost. Obraniak ma 24 lata, rozegrał w lidze francuskiej 155 meczów, a można było odnieść wrażenie, że wciskamy go Beenhakkerowi na siłę".

>>>Obraniak: Strzeliłem półtorej bramki

Poczuł zawód

Dlaczego Obraniak w ostatnim sprawdzianie przed spotkaniem z Irlandią Płn. o punkty wyszedł dopiero w drugiej połowie? "Założenie było proste. W pierwszej połowie miałem obserwować co na boisku robi Smolarek, a po przerwie zagrać dokładnie to samo co on. Przydało mi się to obserwowanie Ebiego…" - wyjaśnił nam Obraniak. Potem w wypowiedzi dla francuskiej prasy użył słowa „zawód”.

Pomocnik Lille jednak na razie wszystkim jest zachwycony (a przynajmniej tak o nim mówią) - atmosferą, zainteresowaniem swoją osobą, kolegami z drużyny, generalnie całą naszą polską piłkarską rzeczywistością. Może to dobrze, że nie zna języka polskiego? "o mu tylko pomoże" - uważa Zbigniew Boniek. "Nie będzie rozumiał tych wszystkich pierdół, nie dotknie go szarzyzna i zrzędzenie. Nie przekona się jakie chamstwo panoszy się na forach internetowych. Ludovic, nie ucz się polskiego jak najdłużej!"

Być może dobra rada, ale Ludo woli robić swoje. Twierdzi, że dwa razy w tygodniu uczy się polskiego. Na razie kiepsko mu idzie, bo umie powiedzieć tylko „cześć” i „dziękuję”. Oczywiście Roger też to umie (do tego opanował kilka odmian wyrazu na „k”), ale to z Ludovikiem (a dlaczego nie Ludwikiem?) polskim kibicom będzie łatwiej się identyfikować.

"To nie jest Polak wymyślony, jak to było w przypadku Rogera i Olisadebe. Rzeczywiście płynie w nim polska krew" - uważa Smuda. "Gdybym został selekcjonerem, powołałbym Obraniaka i kilku innych tego typu graczy. Nieważne przecież gdzie się urodzili i wychowali, ważne kim się czują. Czasy wojny i komunizmu tak pogmatwały losy narodów w Europie, że sprawy obywatelstwa nie są już tak oczywiste i jednoznaczne. Wiem o tym najlepiej. Mam przecież niemiecką rodzinę, a jestem Polakiem. Reprezentacja Niemiec składa się niemal wyłącznie z tego typu zawodników i gra bardzo dobrze. A co, może Klose, Podolski, czy Trochowski to rodowici Niemcy?"

>>>Obraniak, czyli cud debiut

Święta relikwia

Obraniak jest doskonale świadomy swojego pochodzenia. Wprawdzie nie wie, że papież był Polakiem, ale… "Chciałem grać w reprezentacji Polski głównie ze względu na dziadka. Kiedyś przywiózł on z Polski do Francji koszulkę, którą przechowujemy jako najświętszą relikwię. Marzyłem, aby taką samą złożyć w przyszłości, moje marzenie się spełniło" - powiedział Ludwik. O „marzeniu jak z bajki” mówił również dla „L’Equipe”. Czy sam opowiada bajki? Raczej nie.

"Na pewno nie traktuje gry w kadrze Polski jako zysku i próby wypromowania się" - twierdzi Fogiel. "Z takiego punktu widzenia grą dla polskiej reprezentacji może więcej stracić niż zyskać. Ceny za naszych reprezentantów na rynku wynikają z naszych niepowodzeń podczas mistrzostw".

Ludwik na razie nie myśli o zyskach i stratach. Pieniędzmi tak bardzo się nie przejmuje. Na pierwszy rzut oka mógłby to być typowy wyluzowany chłopak wychowany w bogatej Lotaryngii. Ale tak naprawdę jest trochę introwertyczny i nieśmiały. Na ręku ma wytatuowany wizerunek Matki Boskiej. Jeden z dziennikarzy „France Football” powiedział nam, że ma jeszcze naturę chłopca. Nie pęka, bo po prostu się nie przejmuje. Co będzie to będzie. Luz.

"Ujął nas swoją serdecznością i skromnością" - powiedział Ireneusz Antkowiak, wiceburmistrz Pobiedzisk, miasta z którego pradziadkowie Obraniaka wyemigrowali do Francji. Antkowiak dodał, że Ludwik otrzymał już oficjalne zaproszenie do Pobiedzisk, a także koszulkę z herbem miasta. Czyli gorączka się zaczyna. Przesadna do granic zdrowego rozsądku „obraniakomania” czeka nas niestety na pewno.

"W ostatnich eliminacjach mieliśmy szczęście do takich zawodników, którzy wyskakiwali jak królik z kapelusza i zapewniali nam awans. Olisadebe, Frankowski, teraz może być nim Obraniak" - mówi Michniewicz. "Moim zdaniem Leo nie będzie wybrzydzał, że ktoś mu narzuca zawodnika do kadry. Przecież chłopak może mu tyłek uratować".

Może też uratować marzenia nasze i kilku piłkarzy, dla których ewentualny mundial w RPA byłby ostatnią poważną imprezą. I część z nich zdaje sobie z tego sprawę. "Po drugim golu w meczu z Grecją Ludwik pobiegł w stronę ławki rezerwowych. Jego koledzy tak się cieszyli z tego trafienia, że nawet z najdalszych zakamarków boiska zaczęli biec w jego stronę. Nawet Boruc wybiegł z bramki. O czymś to świadczy…" - mówi nam menedżer kadry Jan De Zeeuw.

Po meczu z Grecją Beenhakker powiedział, że chciał przypomnieć światu o tym, iż Polska wciąż potrafi grać bardzo dobrze. Ilu jeszcze potrzebujemy takich Obraników, aby nie musieć tego światu przypominać?