Polscy piłkarze potrzebują psychologa?

Generalnie zawodnicy mogą dać sobie radę bez niego, ale trudno osiągnąć mistrzostwo bez psychologii sportu. Obok techniki, taktyki i różnych aspektów fizjologicznych psychika to czwarty fundament. Bez pracy nad nią trudno będzie mówić o kompletnym zawodniku.

Dlaczego polski piłkarz ma tylko kompleksów – wychodzi na Wembley i zaczynają mu się trząść nogi?

Jednym trzęsą się bardziej, innym mniej. To kwestia doświadczenia. Na razie, jeśli chodzi o poczucie pewności siebie, to my mało ją wspieramy. Chwalenie się zawodników, mówienie, że jest się mistrzem, nie jest mile widziane. W cenie jest powtarzanie, że nie, że sukces to tylko przypadek. Bo osoba, która sama do czegoś doszła, zaraz jest ściągana w dół. Raz ci się udało, bo najgroźniejszy rywal nie przyjechał. Następnym razem ci się nie uda. Czasami tylko lubimy się podczepiać pod takich zawodników. I nagle usłyszałem, że naszym sportem narodowym jest skok o tyczce.

Pewność siebie? Tomasz Majewski zapowiada, że jedzie po złoto, polskim piłkarzom taknie wypada mówić. Raz tak powiedzieli, to ludzie ich wyśmiali...

Zapowiedzi Majewskiego mają swoje uzasadnienie w wynikach. Zdecydowanie jestem jednak bliższy temu, co mówi Adam Małysz przed zawodami, że chce oddać dwa dobre skoki. Nie wspomina o zwycięstwie. Bo gdy myślę o wykonaniu, to mam szansę coś dobrze zrobić. Dopiero potem mogę pomyśleć o wyniku. Jeśli celem Piotra Małachowskiego było złoto, mamy negatywne emocje. Ale jeśli jego celem było oddanie dobrego rzutu, może być zadowolony.

Małachowski nie był zachwycony z drugiego miejsca.

Niezadowolenie może mieć wpływ na podejście do treningów, bo skoro moja ciężka pracanie przyniosła spodziewanych rezultatów, to może nie warto się starać. To oczywiście hipoteza i nie twierdzę, że Małachowski rzeczywiście tak będzie postępować, ale istnieje w takich przypadkach zagrożenie. Taki, według psychologii sportu, może być skutek źle sformułowanego celu.

A Leo Beenhakker dobrze formułuje cele?

Słyszę jego wypowiedzi, mam kontakt z kadrowiczami i wydaje mi się, że on zmienia sposób myślenia zawodników. Nastawia piłkarzy tak, aby nie myśleli za bardzo o wyniku, tylko skoncentrowali się na konkretnym działaniu.

Jakim Leo jest psychologiem?

Uruchamia w piłkarzach potencjał mentalny, wiarę i przekonanie, że też potrafią to zrobić. Dużo jest w prawdy w tym, co się o Beenhakkerze mówi – że jest dobrym psychologiem.

To dobrze, że nie chce zatrudnić w kadrze psychologa?

Dzisiaj trener może zatrudnić sobie pomocników – specjalistów od techniki, taktyki, wydolności, nawet od treningu mentalnego. Taki model panuje na świecie i chcemy, aby taki też funkcjonował w Legii, z którą współpracuję. Nie ma ludzi, którzy mogą wszystko ogarnąć i mogą na wszystkim się znać. Drużyny, które odnoszą sukcesy, prowadzone są przez team szkoleniowy, a nie przez jednego człowieka.

Beenhakker prawie wcale nie krytykuje publicznie, po nazwisku, piłkarzy po meczu. Nawet jak na to zasługują. To dobrze?

To bardzo dobrze. W Polsce takiego podejścia brakuje.

Jan Urban też tak robi.

U nas wszyscy są przekonani, że kij odnosi skutek. Publiczna krytyka zawodnika to jedna z największych kar, jaka może go spotkać. Dlatego publicznie należy chwalić. Jak zawodnik ma budować swoją pewność siebie, skoro trener powiedział, że jest kiepski? Szkoleniowcy teraz myślą: skoro nie wytrzymał krytyki, to pewnie jest słaby psychicznie. Jestem przeciwny takiemu darwinizmowi: kto silniejszy, ten przeżyje. Jeśli odpowiednio podejdzie się do zawodnika, to może on odnieść sukces na miarę swoich możliwości.

Jaki więc Beenhakker powinien być dla swoich piłkarzy – chłodny i surowy czy z sercem na dłoni?

To zależy od sytuacji. Byłoby źle, gdyby Beenhakker zachowywał się w stosunku do kadrowiczów cały czas tak samo. W trenerze Urbanie cenię na przykład to, że on moduluje swoje komunikaty wysyłane do piłkarzy w zależności od potrzeb. Czasami huknie, a czasami wręcz przeciwnie. Na początku naszej współpracy byłem mile zaskoczony sytuacjami w szatni w czasie przerw. Byłem przygotowany, że będzie duża krytyka, a było dużo wsparcia. Niekiedy czytam w prasie, że w przerwie w szatni było ostro i strasznie, a tak naprawdę było zupełnie inaczej. Innym razem, gdy nikt z zewnątrz pewnie się tego nie spodziewał, była masa krytyki, mimo że wynik meczu był korzystny Legii. Trzeba umieć dostosować komunikaty do tego, czego potrzebuje drużyna w danym momencie. Raz surowo, raz z sercem na dłoni.

Co Leo powinien powiedzieć piłkarzom na kilka godzin przed meczem z Irlandią Płn.?

Unikam radzenia, ale warto jest wspomnieć o naszych zaletach, bo nasze umiejętności są pod naszą kontrolą. Przeciwnik i jego gra nie jest.

Przed meczem z Norwegią w 2001 r., rozgrywanym 1 września, Jerzy Engel pokazał piłkarzom fragmenty filmu, na którym Niemcy bombardowali Warszawę...

Tak, ale Norwegowie mieli niewiele wspólnego z nalotami, a Olisadebe chyba te obrazki nie wzruszyły. Podobne techniki Engel zastosował już w Korei i Japonii, tylko poszerzone o współpracę z Bogusławem Wołoszańskim. Nie zadziałało. Osobiście bliższy jestem jednak temu, co pokazał Josep Guardiola swoim piłkarzom przed finałem Ligi Mistrzów – najlepsze sceny z historii Barcelony okraszone muzyką z „Gladiatora”.

A może bardziej agresywnie? Przed meczem z Polską na mundialu w 2006 r. selekcjoner reprezentacji Niemiec Juergen Klinsmann wykorzystał polsko-niemieckie antagonizmy i stereotypy Polaków. Poskutkowało.

To też jest sposób, ale chyba nie ma tego typu antagonizmów między nami a Irlandczykami. Każde takie działanie powinno być jednorazowe, bo budowanie całej filozofii drużyny w ten sposób nie jest dobrym rozwiązaniem. I z tego, co wiem, Klinsmann budował zespół w oparciu o pozytywne wartości.

Nad czym najczęściej zawodnicy z panem pracują?

To tajemnica zawodowa. Mogę powiedzieć tylko tyle, że to praca nad koncentracją uwagi, umiejętnością odcinania się od czynników zewnętrznych, kontrolowaniem swoich myśli przed zawodami, w ich trakcie i po nich, prawidłowym sformułowaniem swoich celów. Pracujemy też nad regulacją pobudzenia – żeby zawodnicy lepiej zarządzali swoim ciałem, pobudzeniem fizjologicznym, żeby energia pochodząca ze stresu ich nie niszczyła, a wręcz przeciwnie. Do tego dochodzi również praca nad optymalnym poziomem pewności siebie.

Jeśli Beenhakker na decydujące mecze eliminacyjne powoła zawodników nieprzygotowanych psychicznie, to co wtedy?

Psychologia sportu to nie magia, tutaj nie wywołuje się cudów. Nie da się uodpornić zawodnika psychicznie w dwa tygodnie. Trzeba działać długofalowo. Trening mentalny wymaga czasu. A często tego czasu nie ma.