Wasilewski został zabity przez Witsela
Axel Witsel zrobił Marcinowi Wasilewskiemu najgorszą rzecz, jaka może przydarzyć się piłkarzowi. Tak twierdzi belgijski lekarz sportowy, pracujący w SC Charleroi, Jean-Pierre Casting. "Szokujące jest to, że rana została spowodowana przez innego piłkarza, który w pewnym sensie zabił kolegę. To skandaliczne, umyślne działanie" - mówi doktor.
- Wasilewski: Co cię nie zabije, to cię wzmocni!
- W Polsce Witsel dostałby większą karę
- Lubański: Kara dla Witsela jest za niska
- 2,5 tysiąca euro za złamaną nogę "Wasyla"
- Piłkarzom i działaczom Standardu grożono śmiercią
- Rentgen nogi Wasilewskiego przeraża!
- Zwycięstwo chcą dedykować Wasilewskiemu
- W Belgii wrze po faulu na "Wasylu"
- Brutal z Belgii przeprasza Wasilewskiego
- Świat piłki w szoku po kontuzji "Wasyla"
- Horror! Rywal złamał Wasilewskiemu nogę!
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Problem jest bardziej natury etycznej niż medycznej. Nie można w tym przypadku mówić o feralnym przypadku" - dodaje.
Wasilewskiego czeka teraz seria operacji (pierwsza już za nim, jeszcze co najmniej dwie). Przez sześć tygodni piłkarz będzie unieruchomiony w łóżku, potem rozpocznie żmudną rehabilitację, która może potrwać od sześciu do dziewięciu miesięcy.
Mecz Anderlechtu ze Standardem określany jest jako "horror tryskający krwią". Nawet ratownicy Czerwonego Krzyża, którzy zjawili się na miejscu zdarzenia, określanego przez niektórych nawet zbrodnią, byli wstrząśnięci widokiem - piszą belgijskie media.
Dziennikarze podkreślają, że Witsel nie zrobił nic, by uniknąć fatalnego wypadku, "a niektórzy mówią, że nawet zrobił wszystko, by uszkodzić przeciwnika". Podobnego zdana jest dyrektor generalny Anderlechtu Herman Van Holsbeeck. "To, co się stało w niedzielę, wzbudziło moje obrzydzenie. W sporcie, jak w życiu, konieczne jest minimum szacunku dla innych" - mówi.
"Wszyscy żałujemy, tego, co się stało, a Axel przede wszystkim. Kiedy wróciliśmy do szatni w przerwie zobaczyłem, jak samotnie siedzi na ławce. Płakał rzewnymi łzami jak dziecko. Bo przecież to jednak jeszcze dziecko" - tłumaczy swojego zawodnika trener Standardu Liege Laszlo Boloni.










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!